Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Chrześcijanin to człowiek, który zdecydował się na życie z Chrystusem. Tę decyzję podjął i wyraził – on sam lub w jego imieniu rodzice wierzący w Chrystusa, czy lepiej powiedzieć: w Boga w Trójcy Świętej Jedynego – w momencie chrztu. Decyzja wiary w Boga Trójjedynego jest wyraźnie zawarta w chrzcielnym dialogu. Przestając solidaryzować się z wyborem, którego dokonał kiedyś Adam, każdy z nas wyznał publicznie: „Wyrzekam się szatana i jego spraw, wierzę w Boga. W Boga Ojca, w Boga Syna i w Boga Ducha Świętego”.

Tę formułę powtarza się w sposób uroczysty wiele razy w życiu: z okazji Pierwszej Komunii świętej, każdego roku w Wigilię Zmartwychwstania Pańskiego, a także w formie skróconej każdej niedzieli lub w codziennym pacierzu. Aby nie zapomnieć.

Formuła. Od teorii do praktyki, jak wiemy, droga daleka. I każdy z nas także doskonale wie, skoro droga tak daleka od teorii do praktyki, że wypowiadanie formuły to zaledwie początek. Początek tego, co ma wyniknąć z podjętej decyzji, nawet z jej publicznego wyznania. Ile to razy usta kłamią sercu.

Wydarzenie, jakie dziś opisuje św. Marek, rzuca wiele światła na węzłowe problemy zakulisów ludzkich dziejów, a w nich każdego poszczególnego człowieka, każdego chrześcijanina, który zdecydował się na życie z Chrystusem. Oto dowiadujemy się, że sam Jezus został zaatakowany przez szatana i doszło do pojedynku. „Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić»” (Mk 1, 23‑24). Każdy chrześcijanin przez chrzest wchodzi w sytuację swego Mistrza. Aby dokonywać wyboru w sposób dojrzały, wedle pierwotnej decyzji „wyrzekam się, wierzę”, otrzymuje wzmocnienie bierzmowania, wzmocnienie „Duchem Świętym i mocą” (Dz 10, 38). Może mówić do kusiciela: „Milcz!” (Mk 1, 25). Ale może też, nie będąc wystarczająco czujnym, nie mając dojrzałej wiary, nie przeprowadziwszy przejścia od teorii do praktyki – ulec pokusie.

Stąd po chrzcie jest sakrament miłosierdzia, sakrament spowiedzi, żeby to nieodwołalne „wyrzekam się i wierzę” móc jak gdyby jeszcze raz po zdradzie powtórzyć. A też zachęcił nas Chrystus do modlitwy, którą powtarzamy codziennie, może nie zastanawiając się nad tym, że właśnie także o to prosimy: „Nie dozwól, Ojcze, aby nas zwyciężyła pokusa, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw od złego” (por. Mt 6, 13), czy tak jak we Mszy świętej powtarzamy przed przyjęciem Komunii: „Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego... abyśmy byli zawsze wolni od grzechu”.

Idąc od początku naszego życia ku centrum lub zmierzając już do kresu, idziemy drogą, mając jakby z obu stron bocznice, rowy wypełnione możliwościami zdrady. Stoimy stale wobec konieczności nieustannego wyboru, wobec tysięcy pokus i propozycji. „Uczyniwszy na wieki wybór – podpowiada poeta – w każdej chwili wybierać muszę" Jak bardzo bliski musi być dla nas Chrystus, by nie odejść od Niego, by nie uronić niczego z Jego słów, które wciąż do nas wypowiada, by uczyć się wciąż Jego wymagań, by pełnić w życiu Jego wolę. Powtórzmy: bo chrześcijanin to człowiek, który zdecydował się na życie z Chrystusem.

Oto najistotniejsza motywacja za podjęciem na serio nakazów Chrystusa, który, pragnąc zapewnić nam stałą pomoc w podejmowaniu decyzji i opowiadaniu się za Nim, ustanowił Eucharystię, gdzie Bóg sam przemawia do swojego ludu i gdzie w czasie jej sprawowania Chrystus sam głosi swoją Ewangelię. Te zdumiewające aklamacje, które powtarzamy, wyznając też naszą wiarę: po pierwszym i drugim czytaniu mówimy: „oto słowo Boże”, a po usłyszeniu słów Ewangelii: „oto słowo Pańskie” – “chwała Tobie, Chryste”.

W Ewangelii do pełni dochodzą słowa Pana, które w Starym Testamencie były zapowiedzią. Mówi Bóg dzisiaj przez Mojżesza: temu, który będzie przemawiał, „włożę w usta moje słowa, będzie mówił wszystko, co rozkażę. Jeśli ktoś nie będzie chciał słuchać moich słów wypowiedzianych w moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy” (Pwt 18, 18‑19). W tym okresie dziejów ludzkości, jakie są między wniebowstąpieniem Chrystusa a Jego ostatecznym przyjściem na Sąd – bo to są klamry, które ustalają cały kontekst tych dziejów, które my tworzymy – głoszenie słowa Bożego przez apostołów Jezusa i ich przyjmowanie w prawdzie jest nieustannym podtrzymywaniem naszej decyzji na życie z Chrystusem. Więcej, przepowiadanie jest funkcją analogiczną do posługi proroków, i tych ze Starego Testamentu, i tych, których reprezentuje w Nowym Jan Chrzciciel, który wciąż przypomina ludowi: „Oto stanął wśród was Ten, którego wy nie znacie” (por. J 1, 26). Którego gubicie z horyzontu waszego wypatrywania, o którym zapominacie, którego zdradzacie.

Słowo Boże wprowadza w treść sakramentów, bez których nie ma zbawienia. Bez chrztu nie ma zbawienia, a potem bez pokuty, która po grzechu jak gdyby przywraca ten sam stan, w jaki wszedł człowiek przez chrzest. A kto rozumie bez słowa Bożego sakrament małżeństwa? Ile tutaj nieporozumień, ilu ludzi zawiera sakrament małżeństwa li tylko w kategoriach obyczaju czy zewnętrznej praktyki, cóż z tego, że nawet w scenerii kościoła. Kto dochodzi do sedna misterium złączenia Chrystusa z Kościołem? A kto bez słowa Ewangelii rozumie sakrament chorych, kiedy już w ostatnim etapie życia przygotowuje się uczeń Chrystusa do przejścia przez próg śmierci? Ile jest nieporozumień i lęków wobec przychodzącego kapłana, który ma namaścić człowieka na czasem ostatnie już przejście. I tak można wyliczać bez końca. A Eucharystia? Kto rozumie Eucharystię bez pokuty? A kto rozumie pokutę bez motywacji miłości, którą Bóg ukazuje nam w ukrzyżowa­nym Chrystusie, w Jego męce i krwi przelanej za nasze grzechy?

Jeśli po zmartwychwstaniu sakramenty święte, które kazał nam Chrystus sprawować, wchodzą w miejsce cudów dokonywanych przez Niego w czasie Jego pobytu na ziemi, to trzeba również dodać, że przepowiadanie słowa zajmuje miejsce przepowiadania Chrystusa. „Jeśli ktoś nie będzie chciał słuchać moich słów wypowiedzianych w moim imieniu, Ja od niego zażądam zdania sprawy” (Pwt 18, 19). A więc przepowiadanie słowa – konkretnie zaczynając od pierwszego czytania, poprzez słowa Ewangelii, aż po pomoc kapłana w postaci kazania, katechezy, homilii – jest czynnością tak samo jak wtedy ważną dla chrześcijani­na, który zdecydował się na życie z Chrystusem, ponieważ przepowiadanie, głoszenie słowa budzi wiarę.

Wiara mówi: „wyrzekam się”, wciąż, na wszystkich etapach życia, i wiara mówi: „wierzę” w Boga Ojca, w Boga Syna i w Boga Ducha. I wiara wprowadza nas w życie Boże. Jest nie tylko sformułowaniem werbalnym naszej postawy, ale jest zanurzeniem nas w życie Boga. Jezus mówi: „Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz przeszedł ze śmierci do życia” (J 5, 24). A więc wchodząc w sferę życia Bożego, wchodząc w jedność z Bogiem, przez wiarę otrzymujemy miłość.

A miłość jest tą mocą i tym światłem, i tą mądrością, która pozwala człowiekowi w wielości widzieć jedność. Bez miłości i mądrości miłości rozsypują się małżeństwa, bo nie widzi człowiek sensu jedności mężczyzny i kobiety; rozsypują się narody, bo nie widzą konieczności jedności; rozsypuje się ludzkość, jak rozsypują się poematy i wiersze, w których zabrakło treści. Nie ma osi wiążącej i nie widać podtekstu, jakim jest jedność Chrystusa i Kościoła. Chrystus i Kościół – jedna osoba mistyczna. Ciało Chrystusa leżące na ołtarzu i Ciało Chrystusa będące w nas tworzy jedność tak organiczną, że kto rozerwie, ten przestaje żyć z Chrystusem i przestaje być chrześcijaninem.

I w tym kontekście znowu „słysząc głos Pana serc nie zatwardzajcie” (refren Psalmu responsoryjnego). Jeśli przepowiadanie jest miejscem najbardziej intensywnego spotkania z Bogiem, bo prowadzi do Słowa, które staje się Ciałem w Eucharystii, to największą tragedią człowieka jest obojętność wobec słowa. Bo obojętność wobec słowa jest obojętnością wobec Mówiącego. I wielu z nas przychodzi do kościoła, słucha, ale nie słyszy. Nie wsłuchuje się, bo nie miłuje Tego, który mówi. Powstało w naszym wieku to powiedzenie, które młodzież powtarza: mów do mnie jeszcze. Zarzucani przez fale słów, przez lawinę obrazów, nie potrafimy słuchając słyszeć, nie potrafimy już patrząc widzieć. I tym samym często gubimy nasze chrześcijaństwo, pozostając na powierzchni, na naskórku, zewnętrznie łącząc się tylko z pewnymi tradycyjnymi formami, które chrześcijaństwem są, ale tylko w literze. A litera bez ducha zabija.

Tak więc, kończąc naszą refleksję, powtórzmy to, co dzisiaj wyśpiewaliśmy Bogu: „Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył. Albowiem On jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku” (Psalm responsoryjny). Te same słowa, w trochę inny sposób sformułowane, powtórzymy za chwilę, kiedy będziemy mówić, patrząc w Hostię: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a zbawiona będzie i uzdrowiona będzie dusza moja”.

(1985)

 

31 stycznia 2021
4 NIEDZIELA ZWYKŁA


4 Niedziela okresu zwykłego


Pierwsze czytanie: Pwt 18, 15‑20

Drugie czytanie: 1 Kor 7, 32‑25

Ewangelia: Mk 1, 21‑28