Z homilii Bp. W. Świerzawskiego

Na I Niedzielę Adwentu 

   

ROK B

 

Pierwsze Czytanie: Iz 63, 16‑17.19; 64, 3‑7

Drugie Czytanie: 1 Kor 1, 3‑9

Ewangelia: Mk 13, 33‑37

 

 

   „Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie” (refren Psalmu responsoryjnego), wołamy dzisiaj, rozpoczynając uroczysty Adwent, przygotowanie do przeżycia misterium Bożego Narodzenia. Gdyby nas ktoś zapytał, jaki jest główny wątek tego okresu liturgicznego, kiedy wdziewamy fiolet, znak pokuty, a tym samym, jakie jest najpilniejsze zadanie na ten okres naszego życia, który minie szybko – właśnie tak powinniśmy odpowiedzieć: odnowić się w Bogu, odnowić się ku zbawieniu!

   Ta teza jest przejrzysta i czytelna. Oto jest Bóg i wobec Boga my. Istnieje między Nim a nami relacja, od której zależy nasze „być albo nie być”, od której zależy nasze wszystko. Tym wszystkim jest właśnie zbawienie. Niełatwo byłoby nam, gdybyśmy znienacka zostali zapytani, odpowiedzieć, co przez zbawienie rozumiemy, czym jest; tym samym nie zawsze zajmujemy stanowisko wobec tego, od czego zależy wszystko naszego istnienia.

   Zajęcie właściwego stanowiska wobec daru zbawienia, daru łaski Boga (stanowisko niewłaściwe objawia się w ucieczce) to przyjęcie daru i dziękczynienie, wielbienie, chwała oddana Bogu, sprawowanie Eucharystii – eucharistía znaczy dziękczynienie za dar zbawienia. To co właśnie czynimy teraz. Po to się gromadzimy w świątyniach każdej niedzieli przy ołtarzu zbawienia i ołtarzu dziękczynienia. I czynimy to, jedni bardziej świadomie, inni mniej, jedni z obowiązku, inni z miłości, jedni stojąc na zasadzie niezaangażowanego widza, inni kładąc między Boga a siebie Ofiarę Pośrednika, Syna Bożego Jezusa Chrystusa.

Sprawując Eucharystię dostępujemy uświęcenia – to właśnie jest zbawienie – i równocześnie sprawujemy kult, składamy uwielbienie, sacrificium laudis. Właśnie tu i teraz, przed chwilą to wszyscy razem czynimy: śpiewamy z wiarą: „Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie”, i głęboko wierzymy, że na miarę naszej ufnej wiary i żarliwej miłości to się spełnia. Kto żyje w grzechu, ten odrzuca zbawienie. Rozwiązuje dramat swego życia – bez Boga.

   Ale wróćmy do podstawowego układu: Bóg i my. Kto jest Bóg, kim jestem ja, kto my? Pytanie stare jak ludzkość, ale pytanie fundamentalne. Coraz trudniej poznać na to pytanie odpowiedź, a muszę na nie odpowiedzieć, ponieważ to ja mam prosić Boga o zbawienie. Jeśli nie wiem, kim jest Bóg, a do tego nie znam siebie – czy będę znał sens zbawienia? Czy będę go pragnął, „jak spękana zeschła ziemia w czas posuchy wody łaknie” (Ps 63)? Czy będę wołał: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63, 19)? Czy będę mówił: wszystkie moje czyny „jak skrwawiona szmata” (Iz 64, 5), jestem gliną (Iz 64, 7), która nie wie, jaki jest sens wszystkiego – słowa Izajasza proroka czytane dzisiaj. Przecież chcąc zrozumieć Boga i siebie musimy znać język Biblii. Tym językiem mówimy w kościele, ale wielu z nas już się nim nie posługuje, już nie zna tego języka. Może jeszcze zna go biernie, ale czy go zna czynnie? Jak byśmy powiedzieli: w mowie i w piśmie? Czy się wypisuje, czy pisze świadectwo swojego życia tym językiem?

   Tego języka musimy się wciąż pilnie uczyć. A to nie jest sprawa prosta, jeszcze raz powtarzam, bo oto na naszych oczach dokonuje się przewartościowanie wszelkich wartości. Kilka miliardów ludzi żyjących dziś na świecie wypowiada się na wszelkie możliwe tematy i proponuje ludziom tysiące sposobów zbawienia. A słowo „Bóg” staje się słowem naszego wysterylizowanego z sacrum języka, nie niesie już tej treści, którą jako słowo obwieszcza. Przecież dobrze wiemy wszyscy, że mowa o Bogu to jeszcze nie jest mowa Boga do człowieka. I to jeszcze nie jest mowa Boga do człowieka, który słyszy! Na tym polega różnica między religioznawstwem a religią.

   Kto chce mówić adekwatnie o Bogu, a często używamy języka żonglującego pustymi słowami, musi wpierw nauczyć się sięgać do gramatyki głębi. Dzisiejsza filozofia języka kieruje nas ku ontologii języka, a zatem ku tej rzeczywistości, którą język wyraża, bo bez niej staje się pustosłowiem. Nie ma mowy o poznaniu Boga bez osobistego, osobowego spotkania z Nim, bez intymnego kontaktu z Nim. Nazywamy ten kontakt doświadczeniem Boga, doświadczeniem spotkania z Bogiem żywym. Mogą mówić o tym doświadczeniu miliony ludzi, którzy przed nami żyli na tym świecie.

   Tak samo i człowiek. Kim jest? Dzisiejsza kardiologia, neurologia, inżynieria genetyczna zaczyna dysponować osobą ludzką jak kawałkiem ciała. Chce zmieniać naturę człowieka, chce wpływać na zmianę jego psychiki, co więcej, chce zmieniać ludzką moralność. I czy my wszyscy, chcąc nie chcąc, nie oddajemy rozwiązywania wielu ludzkich problemów technice, inżynierom, prawnikom, zarządcom i innym decydentom w każdej niemal dziedzinie życia? Bo jak możemy na wszystko wpływać? Ale tak naprawdę, czyż są oni w stanie zmienić cokolwiek, nie zmieniając ludzkiego serca? Nie zmieniając ludzkiego serca, nie zmienia się niczego.

   Oto, moi drodzy, sens Adwentu, który nadszedł, stanął w poprzek naszego życia i mówi nam o konieczności zmiany naszego serca wobec wszystkich spraw, a przede wszystkim wobec spraw ostatecznych, ostatecznego przeznaczenia a nie chwilowej mody. Wobec zbawienia wiecznego. W tej sprawie – wiemy to już dobrze – pierwszy i ostatni głos ma tylko Bóg. Ten Bóg, w którego wierzymy, wyznając: Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego. Ten Bóg, który zawarł prawdę o Sobie, o swojej zazdrosnej miłości w pierwszym przykazaniu podobnym do przestrogi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną, nie będziesz cudzołożył z innymi bogami” (por. Wj 20, 3‑5; Oz 4, 12). Każda zdrada Boga przez zwrócenie się do idolów jest odejściem od zbawienia.

   A zawarta jest w tym przykazaniu prawda o Jedynym Bogu, promulgowana narodowi wybranemu i przez niego wszystkim ludziom pod słońcem. Prawda o Bogu wcielonym w Jezusie Chrystusie, do spotkania z którym przygotowujemy się w Adwencie. To ten Bóg, który przez Syna swojego Jezusa Chrystusa mówi nam: „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali” (J 13, 34) i „To czyńcie na Moją pamiątkę” (Łk 22, 19), przyjmujcie Obecność Boga ukrytą w przeistoczonym Chlebie, której moc – moc tej Obecności – to miłość. Miłość mocniejsza niż śmierć.

   Właśnie dzięki tej absolutnie niepodważalnej prawdzie o Bogu Jedynym – Bogu, który jest Panem życia i śmierci, Bogiem Wszechmogącym a zarazem Żywym, Świętym – którego wolę przyjmują z wiarą, ufnością i miłością, ludzie są pewni swojego wybrania, są pewni swojego zbawienia. Są pewni swojego ocalenia, ujścia przed zagrożeniem, przed całkowitą zagładą. Wyznając bowiem wiarę w Boga Jedynego w Trójcy, który wskrzesił Chrystusa z martwych, zesłał Ducha Świętego i udziela nam daru zmartwychwstania, doświadczają Jego działania na ziemi i w sobie. Dosięga ich łaska, która uwalnia od najstraszniejszego zniewolenia: od grzechu, śmierci i wpływu szatana. Pisze dzisiaj o tym do nas Paweł Apostoł: „Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa. Świadectwo Chrystusa utrwaliło się w was, tak iż nie doznajecie braku żadnej łaski, oczekując objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa” (1 Kor 1, 3.6‑7).

   Wróćmy do naszego schematu: Bóg i my. „Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie”. Odnów, bo błądziliśmy. Ten przepiękny tekst Izajasza na rozpoczęcie Adwentu! „Tyś, Panie, naszym Ojcem, «Odkupiciel nasz» to Twoje imię odwieczne. Czemuż więc, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? My wszyscy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie. Bo skryłeś Twoje oblicze przed nami i oddałeś nas w moc naszej winy. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym Twórcą. My wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich” (Iz 63, 16‑17; 64, 5‑7). W tym pokornym wołaniu o odnowę, które rozbrzmiewa przez cały Adwent, jest wołanie o łaskę (Adwent to dni łaski), o zmiłowanie.

   Jest pytanie praktyczne: jak to wszystko ukonkretnić? Kiedy mówimy: odnowić się wewnętrznie, to przede wszystkim – mając przed oczami ten układ: Bóg i my – uświadamiamy sobie konieczność nieustannego, coraz głębszego poznawania Boga. Odnowić się to poznać Boga. Odkryć Go nie gdzieś za chmurami, nie gdzieś daleko, nie nawet gdzieś przed dwoma tysiącami lat, ale u fundamentów naszej egzystencji, aby nie służyć obcym bogom. Odnowić się to także poznać siebie – obok poznawania Boga jest to zadanie na czas Adwentu. Poznać własną słabość, własną grzeszność, poznać własną niewierność. Ale równocześnie poznać własną godność, jaką otrzymaliśmy dzięki dziełu dokonanemu przez Jezusa Chrystusa. Umarł za nasze grzechy, aby nam dać życie Boga.

   Oto właśnie Adwent przypomina dzieje Słowa, które stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas, aby dać nam życie Boga. Trzeba postawić nogę na kamieniu węgielnym. A kamieniem węgielnym jest Chrystus.

   Wołał św. Augustyn po swoim nawróceniu: noverim Te, noverim me, Boże, daj, abym poznał Ciebie, i daj, abym poznał siebie. Tak odpowiadać na apel Chrystusa z Ewangelii dzisiejszej wzywający do czuwania: trzeba być czujnym wobec przychodzącego Boga, Boga Wszechmogącego, i być czujnym wobec swoich słabości i niemocy. To nam uprzytomni naszą prawdę, która ma swój sens jedynie w Bogu. W Bogu, który jest Bogiem ludzi, który tworzy dla nas przestrzeń i ma dla nas czas, rozumie nasze potrzeby i zna nasze cierpienia. Jest Bogiem Żywym.

   Jaki więc jest, pytajmy na koniec, sens Adwentu? Streszcza go nam dzisiejsza modlitwa: „Odnów nas, Boże, i daj nam zbawienie”. Jak przygotować się na przeżycie Adwentu? Żyć jego rytmem. Przyjmować Przychodzącego. Mieć czas, żeby nawet w dzień powszedni wyjść na spotkanie Tego, który wciąż przychodzi, w każdym spotkaniu eucharystycznym, który zastawia przed nami stół Słowa i stół Chleba. Przyjmować Chrystusa w Eucharystii i trwać przy Nim, czytać Biblię i wchodzić z Nim w dialog, i w sakramencie pokuty oczyszczać serca z grzechów.

   „My wszyscy (powtórzmy) opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym Twórcą. My wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich” (pierwsze czytanie). „Okaż nam, Panie, łaskę swoją i daj nam swoje zbawienie” (śpiew przed Ewangelią).

(1987)