Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Kolor szat liturgicznych dzisiaj, nie zielony, jak w zwykłe niedziele roku, lecz biały, sygnalizuje coś wyjątkowego. O tym poinformowałem, rozpoczynając tę Mszę dzisiejszą: Kościół świętuje dzisiaj misterium Pańskiego Przemienienia. Świadomie wprowadzam tutaj słowo „misterium”, ponieważ ono jest w tym miejscu niezwykle istotne – dla dzisiejszej uroczystości, a jest też istotne dla języka chrześcijan. Po grecku mysterium, po łacinie sacramentum, po polsku mówimy: sakrament, „Przed tak wielkim Sakramentem”, „siedem świętych sakramentów”; możemy powiedzieć: siedem świętych misteriów.

Ale misterium, mówiąc najkrócej, to jest znak wskazujący na ukrytą rzeczywistość. Par excellence Eucharystia jest misterium. Widać zespół obrzędów i słychać słowa – ale objawia nam, uobecnia nam ten zespół znaków to, co Jezus Chrystus tu obecny uczynił, czego dokonał. Stąd „przed tak wielkim Sakramentem upadamy na twarze”.

Stąd liturgia jest dla nas, ludzi wierzących, przedłużeniem czynów, działań i słów Chrystusa.

Chrystus idzie przez świat, aż do końca świata obecny w liturgii. Dlatego klękamy w kościele; dlatego żegnamy się wodą święconą, by sobie przypomnieć chrzest; dlatego wyznajemy grzechy w konfesjonale, aby tam spotkać Chrystusa i aby przyjąć Jego obecność w Chlebie Eucharystii. A te spotkania  dzisiaj  są tego samego rodzaju, jak gdybyśmy żyli dwa tysiące lat temu.

A więc misterium to jest uobecnienie wielkich tajemnic Boga działającego przez Chrystusa i Ducha Świętego.

W misterium sprawowanym liturgicznie – mówimy też: sakramentalnie – uobecnia się osoba i całe zbawcze dzieło Chrystusa. A więc mówiąc „misterium”, przypominamy, że Chrystus tu jest i że tu Chrystus dokonuje, uobecnia dla nas to, co zostało dokonane dwa tysiące lat temu: Wcielenie, Boże Narodzenie, później (Jego jakby legitymacja, że jest Bogiem) chrzest w Jordanie, o charakterze trynitarnym (Bóg otwiera niebiosa i mówi: „Ten jest Syn mój miły, w którym sobie upodobałem” – por. Łk 3, 22), misterium Przemienienia Pańskiego, to, co dzisiaj obchodzimy. Którego dominantą nie jest tylko sceneria opisana w kilku zdaniach przez Ewangelistę, trzeba drugorzędne szczegóły umieć wziąć za margines, by zobaczyć znowu charakter trynitarny: Bóg objawia swojego Syna, niejako zapowiadając przez cud Przemienienia zesłanie Ducha Świętego, który Chrystusa wskrzesi z martwych (Rz 8, 11; 1 P 3, 18) i w «czasie Kościoła» będzie dokonywał przemienienia chleba i wina w Jego Ciało i Krew.

I potem to się dokonuje: pełnia Bóstwa jawi się ukryta (paradoks!) w śmierci krzyżowej, przez którą ludzkość została obmyta w Krwi Syna Bożego, i dzięki zmartwychwstaniu jest możliwość kontynuowania tego dzieła w sposób misteryjny, sakramentalny. To, czego sympatycy Całunu Turyńskiego szukają przy pomocy izotopów i urządzeń służących do odczytywania czasu czy promieniowania – to jest realne: jest w sakramencie dynamika Zmartwychwstałego, który się nam daje w Chlebie, dając równocześnie Ducha Świętego. Nie mając Ducha Chrystusowego, żyjąc w grzechu, nie jest się prawdziwym chrześcijaninem, choćby się obwieszało siebie emblematami chrześcijańskimi czy pozawieszało je w świątyniach lub we własnych domach.

Stąd tak ważne jest dzisiejsze święto. Ponieważ przypomina, że Jezus Chrystus przemieniający się przed ludźmi na Górze Tabor i otrzymujący świadectwo Niewidzialnego Boga w czasie tego Przemienienia: „Ten jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie” (Łk 9, 35), objawia nam naszego Boga. Objawia Boga Jedynego w Trójcy.

Monoteizm chrześcijański jest trynitarny, a owocem, dziełem, dla którego Bóg siebie w ten sposób objawia, jest przebóstwienie człowieka, otwarcie się na działanie obecnego Boga, który działa przez Chrystusa i Ducha Świętego. Ireneusz z Lyonu, wielki teolog wczesnochrześcijański (umarł około 202 roku), posłużył się biblijną metaforą „rąk Boga” (manus Dei) i powiedział, że Bóg działa jakby dwiema rękami: Słowem, którym jest Chrystus, i mocą Ducha Świętego – te dwa ramiona tworzą razem ów znak krzyża, którym się znaczymy każdego dnia, wspominając Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

Ale przypomnienie  misterium  ma na celu uświadomienie sobie jego nieustannego działania: to „odgórne” spojrzenie na „przypływ”, na zstąpienie Boga wychodzące naprzeciw tęsknocie człowieka. Kierunek „odgórny” to Bóg zstępujący, Bóg przychodzący do człowieka – a równocześnie widzimy drugi kierunek, kierunek „oddolny”, idący od nas ku Niewidzialnemu Bogu, tak jak się wznoszą nasze oczy i ręce.

Zresztą taki jest korzeń naszej wiary.

Po prostu, wiemy, że wszystko się zaczęło od chrztu, kiedy właśnie naznaczeni znamieniem krzyża w imię Trójcy („ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha”) i zanurzeni w wodzie, która oznacza oczyszczenie z grzechów i udzielenie życia (woda obmywa i daje życie), rozpoczęliśmy już, nieświadomie, relacje z Bogiem. Chrześcijańscy rodzice, po dziś dzień na dobranoc znaczą swoje dziecko znakiem krzyża, choć ono jeszcze o niczym nie wie, a potem, kiedy podrasta, powtarzają te słowa: niech cię Bóg strzeże, niech ci Bóg błogosławi, idź z Bogiem. Dziecko zapamiętuje ten skrót.

Ale przychodzi czas, kiedy dziecko zadaje pytanie: a gdzie jest Bóg? A potem pyta: a kto jest Bóg? A potem, już jak dorasta i jest wierne temu szukaniu Boga, do którego pcha go jakaś niezrozumiała tęsknota, jakiś niezwykły głód – woła: chcę widzieć Boga, chcę spotkać Boga! Biblia mówi, że „nie można Boga widzieć i pozostać żywym” (por. Wj 33, 20), „straszną rzeczą jest wpaść w ręce Boga Żywego” (por. Hbr 10, 31).

Jeśli jest tu ktoś w tym kościele, kto był niewierzący, czyli nie uświadomił sobie tego, co się na chrzcie dokonało, a potem nagle mu się oczy otworzyły, ten wie, co to znaczy „przeżyć Damaszek”, jak to mówimy. Potknąć się o kamień damasceński, paść na twarz, porzucić wszystkie złudzenia i iluzje – i nagle otworzyć oczy i zrozumieć, że  jest.  Wtedy to, co Chrystus w przededniu śmierci powiedział: „To jest życie wieczne, aby poznali Ciebie, Jedynego i prawdziwego Boga, i któregoś posłał, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3), to zaczyna być problemem istotnym w całym życiu: poznać Boga! chcę poznać Boga! Są ludzie, którzy Boga znają, dla których Bóg jest jedynym sensem istnienia. Któremu dają wszystko, życie, służą Mu do ostatniej kropli krwi.

To jest zagadnienie istotne. I właśnie w tym poznawaniu Boga, w tym „oddolnym” kierunku, spotykamy to, co „odgórnie” wam naszkicowałem. Człowiek wie, że celem jego życia, celem, do którego zmierza, jedynym sensem najwyższym jego życia jest poznać Boga według tego, jak nas uczy Chrystus. Słowo Syna Bożego odsłania wielkie misterium Boga przed oczami ludzkimi, a przybliża je – dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu – i pomaga nam rozumieć słowa Chrystusa Duch Święty, który „pracuje od wewnątrz”. Dlatego też chrzcimy niemowlęta, żeby tam, w ich wnętrzu, dokonywała się ta preewangelizacja, cicha, ukryta. Żeby potem światło Ducha Świętego rozwiązywało zagadki słowa Bożego, które są dla nas często niezrozumiałe, zwłaszcza, kiedy stawia wysokie wymagania sformułowane w przykazaniach.

Czemu się odrzuca przykazania? Bo się ich nie rozumie. A jak się je zrozumie, to jest często za późno. I nieszczęścia czasem są gorsze niż w katastrofach ekologicznych, kiedy nie respektowało się praw ekologii i dopiero później się zobaczyło, że jest katastrofa. Tak jest ze wszystkim. I tak jest z prawami Bożymi. Duch Święty musi żyć w człowieku. Dlatego mówimy: nie grzesz, a jak zgrzeszyłeś, idź, oczyść się, żeby Duch Święty Uświęciciel wszedł w ciebie i swoim światłem pomagał ci zrozumieć słowa wymagań Chrystusa. Wtedy poznasz i Ojca w Chrystusie, Ojca, którego oblicze jest w obliczu Syna Bożego Jezusa Chrystusa. „Kto widzi Mnie – mówił Chrystus – ten widzi i Ojca” (por. J 14, 9). Bo pomimo, że jest Trójcą, jest Jeden.

To jest tajemnica, którą nam dzisiaj odsłania święto Przemienienia Pańskiego, które mówi, że objawiona Trójca, którą jest Jedyny Bóg, jest Mocą zbawczą, która przebóstwia człowieka, odpuszcza mu grzechy i daje mu życie Boga.

Moi drodzy, jeśli człowiek to rozumie, i coraz bardziej rozumie, to dopiero wtedy jako chrześcijanin może wejść w gąszcz tego świata i w sprawy, które urastają często do wymiarów apokaliptycznych. W te ciemne labirynty, z których czasem nie wyjścia. I gdyby bardziej szukał Boga i przez Boga, posiadając Jego mądrość i Jego miłość, podejmował sprawy tego świata, gdyby miał w sobie spojrzenie Boga i sumienie Chrystusa, wiedziałby, jak trzeba je rozumieć. Bo tylko Bóg, który stworzył świat, wie, jak trzeba sprawy tego świata ukierunkowywać, prowadzić je do celu i rozwiązywać.

Oto, można powiedzieć, sam rdzeń naszego chrześcijańskiego życia. Uobecniony w takim misterium, jakie dzisiaj przeżywamy, dany nam w Eucharystii, gdzie działa Duch Święty          i Słowo Boga, i gdzie objawia się Ten, który oblicze swoje pokazuje nam w Jezusie Chrystusie. Dostępnym na modlitwie i dostępnym nam w drugim człowieku, któremu trzeba służyć i którego rozumie się poprzez Boga właśnie w taki sposób.

To święto urasta do rangi wielkiej. Jest chyba potrzebnym, po kilku miesiącach od Wielkanocy, przypomnieniem tamtego wydarzenia, kiedy biły dzwony na rezurekcję, a my, oczyszczeni przez pokutę i rekolekcje, doświadczaliśmy, jak dobrze być chrześcijaninem        i byliśmy szczęśliwi, że jesteśmy chrześcijanami. Przypomina nam to Kościół na tym etapie przejściowym, pośród zwykłych tygodni roku, zanim znowu wejdziemy w Adwent, zanim znowu będziemy Boże Narodzenie przeżywać i Mękę Pańską, i Zmartwychwstanie,                 i Zesłanie Ducha Świętego – bo trzeba nam i ten etap, te zwyczajne miesiące przeżyć tak jak należy.

Powtórzmy, zbierając te rozstrzelone nieco refleksje w jednym pytaniu, które zostało włączone w ten zespół zdań: Kim jest Bóg, kto jest Bóg? Ten Bóg, którego tak trzeba szukać, do którego podświadomie tęskni serce każdego człowieka. Nawet tego, paradoksalnie mówiąc, który grzeszy: on też szuka pełni i szczęścia, tylko nie ukierunkowany tam, gdzie trzeba, lecz gdzie indziej.

Bóg jest Tym, którego mogę rozeznać w świetle Ducha Świętego (zaczynam od końca trynitarnego misterium, dzisiaj objawionego). Duch musi być w nas. Nie tylko dlatego, że daje nam oczy, które widzą, ale dlatego, że daje nam udział w Boskiej egzystencji, w relacji Ojca do Syna w Duchu – tak mówimy o tajemnicy Trójcy. Kto żyje Duchem Chrystusowym, Duchem Świętym, ten ma przenikliwe widzenie wiary, które sięga samej istoty Boga,                 i w niej uczestniczy. Dzięki temu możemy w obliczu Chrystusa, Jezusa z Nazaretu, dostępnego w Biblii i w Eucharystii, odkryć oblicze Boga Ojca. „Kto widzi Mnie – powtórzę – widzi i Ojca” (por. J 14, 9).

Dlatego całe nasze życie, to co się dzieje poza kościołem, te konkrety codzienności muszą być odczytywane w Chrystusie. W Chrystusie! Kościół z uporem, z wiernością powtarza w każdej Mszy moment solenny: podnosi kapłan Kielich i Hostię i mówi: „Przez Chrystusa,       z Chrystusem i w Chrystusie...” Nie tylko „przez” Tego, który jest w tabernakulum, ale          „z” Chrystusem i „w” Chrystusie: bądź zanurzony w Chrystusie, zrób miejsce, wyrzuć grzech. Niech Chrystus żyje w tobie i niech Jego Duch Boży, Duch Święty pomaga ci wpatrywać się w oblicze Ojca. W Chrystusie zobaczysz, kim jest Bóg.

(1989)

 

05 lipca 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

PRZEMIENIENIE PAŃSKIE

ROK C

Pierwsze czytanie: Dn 7, 9-10.13-14
Drugie czytanie: 2 P 1, 16-19
Ewangelia:  Łk 9, 28-36