Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

ROK C

 

Pierwsze czytanie: Pwt 26, 4-10

Drugie czytanie: Rz 10, 8-13

Ewangelia: Łk 4, 1-13

Uroczyście proklamowany przez kapłanów Kościoła Wielki Post, który jest przygotowaniem do głębszego przeżycia misterium wielkanocnego, wprowadza nas dzisiaj w niezwykle istotne sprawy naszego życia. Kto słuchał czytanych tekstów, już wiedział, że to jest fundament prawdy człowieczej, a więc można powiedzieć: teologicznej antropologii. Prawda naszego istnienia – i ludzkiego, dodajmy, i chrześcijańskiego – przybliża nam, daje nam odpowiedź na pytanie, kim jest prawdziwy człowiek i kim jest prawdziwy chrześcijanin.

Akcentując słowo „prawdziwy” czynię to świadomie, ponieważ wielu i ludzi, i chrześcijan żyje pod grubą warstwą pozorów, które zdrapuje brutalnie nie tylko codzienność, ale (i to też trzeba powiedzieć) obrzęd posypania głów popiołem, który mówi: „Pamiętaj, człowiecze, żeś prochem”, nie wchodź w pozorne opisy własnej prawdy; mówi to, zanim obmyje nas Krew Chrystusa spływająca z krzyża do kielicha Eucharystii.

Zacznijmy nasze dzisiejsze rozważanie od spraw najbardziej nam znanych, znanych z codzienności. Mianowicie, jako chrześcijanie (zawsze, kiedy używamy tego terminu, dodawajmy: uczniowie Chrystusa, bo może się okazać, że nawet uważając się za chrześcijan nie mamy kontaktu z Mistrzem, tylko też pozóretykietę przykleiliśmy do naszej sylwetki) modlimy się codziennie: „bądź wola Twoja” – i równocześnie: „nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”. Wskazuje to na nasze położenie in medio, między Bogiem, który jest Sprawcą dobra, a szatanem, który jest sprawcą zła. Wskazuje to też na konieczność nieustannego dokonywania wyboru. Jak Herkules na rozstajnych drogach między dobrem a złem, tak my. Poeta mówi: „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”[1].

Oczywiście, dla tego, kto wierzy w Boga, kto jest uczniem Chrystusa prawdziwym, nie ma problemu, jaki ma być wybór. Przykazanie jest jasne: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Będziesz miłował Boga całym sercem, całym umysłem, całym sobą”. A więc nie ma możliwości kompromisu i zdrady. Mojżesz dzisiaj przypomniał, po opisie wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej: „Oddasz pokłon Panu Bogu swemu” (Pwt 26, 10) – aluzja do dzisiejszej sceny ewangelicznej. Potwierdzenie fundamentalne. Taka jest logika wiary. Kto zaprzecza tej logice, zaprzecza samemu sobie, właśnie żyje pozorami.

I tu jest pytanie, właśnie niezwykle egzystencjalne: skoro rzeczy tak się mają, to czemu w życiu jest inaczej? Czym jest kryzys wiary? Zaprzeczeniem tej logiki. Czemu rodzi się w człowieku bunt: non serviam, owo szatańskie „nie będę służył”, skoro logika jest taka prosta? Czemu tylu wierzących a niepraktykujących? Którzy nawet nie potrudzą się nad rozwiązaniem tego fałszywego paradoksu, tylko tak tłumaczą się lub wręcz oznajmiają, jakby to nic nie było: jestem wierzący a niepraktykujący! Czemu mówi się o kryzysie chrześcijaństwa w pewnych regionach Kościoła?

Oto, moi drodzy, sprawa nie jest taka prosta. Teoretyczne rozróżnienie, podział na dobro i zło, Królestwo Boga i królestwo szatana nie uwalnia od konkretnych jasnych wyborów. Człowiek nie idzie prostą aleją między dwoma rzędami drzew: tu Bóg, tu szatan, tu dobro, tu zło. Na tym polega cały problem. In medio positus est homo, człowiek jest postawiony w środku, nie między dwoma rzędami, bo te rzędy drzew na przemian się przeplatają. Jest pszenica, ale wśród niej jest wmieszany w nią kąkol.

Właśnie dzisiejsza Ewangelia przybliża nam ten problem, by postawić go w całej prawdzie i w całej głębi. Kuszenie Chrystusa przez szatana, kuszenie Boga w Jego Człowieczeństwie. Szatan jeszcze nie wiedział całej prawdy o Chrystusie. Wiedział, że to jest Człowiek z krwi i kości. I wobec Niego stosuje metodę znaną do dziś. My też ją znamy. Kto przeżył kryzys religijny, nie musi nawet czytać głębokich analiz Augustyna w jego „Wyznaniach”, które oddają rzecz po mistrzowsku. Zna siebie. Nie niszczy nas wybór jasnych sytuacji: drzewo z prawej, drzewo z lewej. Niszczą nas te półtony czy ćwierćtony i półświatła, kiedy jest ciemno i trudno rozeznać, odróżnić pszenicę od kąkolu.

Szatan mówi, pokazując panoramę ludzkich wartości tego świata: „upadnij i oddaj mi pokłon” (por. Łk 4, 7). Chrystus, ponieważ jest Bogiem, idzie aleją między dwoma rzędami: „Idź precz, szatanie” (por. Mt 4, 10), „nie będziesz kusił Pana, Boga swego” (por. Łk 4, 12). Ale proszę zauważyć – bo to dla nas nauka; po to Chrystus pozwolił na kuszenie, żeby z tej sceny wydobyć naukę dla nas – na plan wchodzi subtelność szatańskiej metody: szatan kusi Chrystusa, a w Nim nas wszystkich, nas ludzi, pośrednictwem świata! Bierze do ręki dzieło, które wyszło z rąk Boga. „A wszystko – cytuję Księgę Rodzaju, Genesis, która opisuje również scenę kuszenia Adama w raju – a „wszystko, co stworzył Bóg, było bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31).

Szatan proponuje więc chleb, którym kusi głodne ciało; wspaniałość świata, którą kusi nienasycone niczym oczy; szczyty gór, na które wyprowadza Jezusa i kusi Go tą największą słabością i chorobą człowieka, pychą, która jest fundamentem tak zwanej samowolnej wolności. Proszę zauważyć, że w tej propozycji szatana owa subtelność i owo wyrafinowanie polega na tym, że  w dobru kryje się zło. Czy ktoś używając na przykład środków antykoncepcyjnych chce źle czynić? A jeśli ktoś idzie na kompromis, aby z małego zła wydobyć większe dobro, czyż nie myśli, że czyni, jak należy? Albo ten, kto lekceważy tyle razy słyszany nakaz Pański: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy” (my dziś to znowu usłyszymy), kto nie bierze Chleba, który Chrystus kładzie na stół, a ciągle krzyczy, że ma za mało masła do chleba – czy naprawdę rozumie, o co chodzi? Jutro będzie krzyczał: chleba i igrzysk! bo znowu mu za mało. I nie wie, co krzyczy w nim o to „więcej” i o jakie „więcej” chodzi.

Oto, moi drodzy, problem. Iluż to ludzi zafascynowanych światem i jego sprawami, ale i (dodajmy jeszcze) ich interpretowaniem według własnego rozumu, gubi się. Gubi prawdziwy sens istnienia i gubi prawdziwy sens życia chrześcijańskiego. Można by tu powiedzieć, że rozum bez światła Bożego jest karłem. „Rozumie ludzki, tyś mały przed Panem”[1]. Ale kiedy się mówi: kochaj bardzo rozum, intellectum valde ama, to kochaj dlatego, że ten rozum jest receptorem Bożego światła, dzięki któremu można nie tylko idąc aleją wybierać dobro i zło, ale rozeznawać dobro od zła przemieszane jak pszenica z kąkolem.

I tutaj dochodzimy do niezwykle ważnych stwierdzeń. W dzisiejszej Ewangelii Chrystus w dialogu                      z szatanem wyraźnie pokazuje, że ten świat należy traktować poważnie, podczas gdy szatan – słychać to dziś   i widać w mediach – proponuje, by go nie traktować poważnie. Myślę, że chrześcijanie poważniej go traktują niż ci, którzy Boga nie znają i niby robią, co się im podoba. Przecież – zatrzymując się jeszcze przez chwilę nad tym terminem „świat” – dzisiaj we Mszy usłyszymy, zanim przyjmiemy Komunię: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29). Jezus Chrystus idzie na krzyż prosząc Ojca, by „nie zabierał Jego uczniów ze świata, ale aby ich ustrzegł od złego” (por. J 17, 15). I Chrystus, Ten który nie uczynił grzechu, staje się grzechem (2 Kor 5, 21), aby odsłonić świat w jego prawdzie... Za chwilę to jeszcze przybliżę                   i wyjaśnię.

Oto istotny moment naszego życiowego „alboalbo” przedstawionego w scenie kuszenia: Chrystus w swoim nauczaniu nie zajmuje się teorią zła! Ludzie chętniej by to czynili, wielkie znane nam traktaty teologiczne nieraz podejmowały tę tematykę, która nęci człowieka. Chrystus nawet nie tłumaczy zła w jego istocie, tego nie ma w Ewangelii, nie mówi, czym ono jest samo w sobie. Ale na przykładzie próby wolności, próby wyboru, mówi, że kiedy człowiek korzysta z owoców swojej samowoli, kiedy spożywa je, jak Ewa i Adam        w raju, zło rodzi się w nim. Wtedy człowiek grzeszy, to zło nazywa się grzechem.

Grzech to jest zło zrodzone w człowieku, który zamiast przyjąć Boga, Jego wolę, Jego przykazania – „nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” – odwrócił się od Niego i przyjął dar szatana. Przed chwilą            w opisie kuszenia odczytanym z Ewangelii św. Łukasza usłyszeliśmy zdumiewające słowa (proszę je sobie raz jeszcze w czwartym rozdziale Łukasza przeczytać i dobrze zapamiętać). Mówi szatan, kiedy roztacza przed Chrystusem panoramę szczęścia i wizję horyzontalnych osiągnięć: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę” (Łk 4, 6). Szafarz dóbr tego świata! „Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje” (Łk 4, 7). Chyba to na tym tekście oparło się powiedzenie: sprzedać duszę diabłu.

Aby to, co Chrystus tu mówi w dialogu z szatanem, pojąć wyraźnie, trzeba na koniec tej refleksji rzucić okiem na scenę kuszenia w raju. Dwa obrazy bardzo wyraźne: szatan kusi Chrystusa i to mu się nie udaje, bo napotkał w Człowieku Boga, a w raju szatan kusi człowieka i udaje mu się to, ta sama metoda zastosowana w raju przynosi owoc. Adam uwiedziony przez Złego, właśnie nie umiejąc rozszyfrować tej metody, wybiera zło. Proszę zauważyć, że sam zaczął szukać swojego dobra (cytuję słowa Pisma – Rdz 3, 6) w stworzeniach „dobrych do jedzenia (pokusa ciała) i rozkosznych dla oczu” (pokusa oczu), „i nadających się do zdobycia wiedzy” (pycha); trzy pożądliwości (1 J 2, 16), które gładzi dopiero chrzest, zostawiając jednak zarzewie tych pożądliwości w człowieku.

Człowiek, wybierając sam, przez pychę własną pomija wolę Boga, który powiedział: „Nie wolno ci jeść tego owocu” (por. Rdz 2, 17). Łamie nakaz Boga, robi, co chce, i w rezultacie, nie wiedząc o tym, pełni wolę szatana – grzeszy. Propozycję szatana przyjmuje, propozycję Boga odrzuca. Jest wolny, dokonuje wyboru według kryterium własnego rozumu i własnej woli – przeciw mądrości Boga i Jego woli. I taki wybór, moi drodzy, jest złem w człowieku. Czasem chcemy definiować grzech, pytamy, co to jest grzech.  To jest właśnie grzech: ten wybór samowolny, odwrócenie się od Boga i przyjęcie sugestii szatana, jest grzechem i złem w człowieku.

I rzecz jeszcze gorsza: człowiek, mając wolność, wprowadza zło (znowu można zapytać, ale nie pytajmy, czym ono jest) w świat, czyni świat królestwem szatana. Bez człowieka świat nie jest zły. Świat jest zły w człowieku. To nie przyroda wymyśliła bombę atomową (mówię skrótami), to człowiek zły wymyślił bombę atomową. Mówimy: „Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja”, a grzech to niszczy: niszczy dobroć świata. Więcej: grzech okalecza człowieka w jego wolności.

Słowo „wolność” jest wciąż na naszych ustach. Czemu nie ma słowa „grzech” na naszych ustach i prośby: „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami”? Bo grzech czyni z każdego, kto grzeszy, „człowieka grzechu” (2 Tes 2, 3), to znaczy okalecza jego poznanie i wolność jego chcenia. I rzecz straszliwa (proszę patrzeć jeszcze dalej): wpływa na fałszowanie moralnego porządku rzeczy – przypomnijmy ten slogan, który słyszymy dość często: stawanie na głowie – nazywa dobro złem a zło dobrem. I ktoś taki program życia albo komuś proponuje, albo sam bierze za swój, oddając przez to pokłon szatanowi, zaprzedając się mu na służbę. A ten zmienia proponowaną wolność w niewolę.

Jak mocno, moi drodzy, na takim tle brzmią słowa Chrystusa: „Idź precz, szatanie! apage satanas!”                (Mt 4, 10)! Jak mocno na tym tle brzmią proste słowa Chrystusa: „Muszę iść do Jerozolimy, aby tam dać się ukrzyżować” (por. Mt 16, 21; Łk 9, 22.44; 18, 3133) i – słuchajmy dobrze (wizerunek Ukrzyżowanego stoi wciąż przy ołtarzach naszych, wisi w naszych domach, na naszej piersi, żegnamy się, klękamy przed krzyżem): aby zaproponować swoją metodę. Nie jest ona skomplikowana, ale jest trudna. Ujęta w „instytucję” Eucharystii, w której daje się nam Chrystus już zmartwychwstały, zwycięski, metoda krzyża niesie moc i gwarancję zwycięstwa wszystkim pokoleniom na wszystkie czasy – ale tylko tym, którzy w konfesjonale odrzucili grzech i przyjęli program woli Boga, chcą pełnić Jego przykazania i chcą żyć według ducha Chrystusowego. I wtedy mają prawo mówić, ale już z głębokim światłem i rozumieniem: „Bądź wola Twoja... nie wódź nas na pokuszenie i zbaw nas ode Złego”.

Wtedy to wszystko znaczy po prostu: Eucharystia to nie jest zwykły dar, to jest sam Bóg, sama Miłość przyjęta przez człowieka, która (proszę dobrze słuchać, jeśli ktoś ma w tym miejscu kłopoty) pozwala mi        z powrotem wejść w świat, w jego piękno, w jego fascynacje – i wtedy nic nie jest groźne. Chrystus już pokonał szatana i szatan nie zniszczy swoim jadem i złem piękna tego świata. Człowiek może wejść w tajemnice świata, bo wszedł w tajemnice Boga, który sam jeden obejmuje razem i jedno, i drugie. Mając Boga i mając odpuszczone grzechy dzięki obmyciu w krwi Chrystusa, bez grzechu możemy żyć w tym świecie.

I to jest prawda życia chrześcijańskiego. Kto to rozumie, kto wybiera Boga, ten świata nie przeklina, ten od świata nie ucieka. Ten wie, jak dzisiaj nam pięknie Psalm responsoryjny przypomniał, że „będzie stąpał po wężach i żmijach, na lwa siądzie i smoka podepcze” (por. Ps 91, 13), bo z Bogiem wszedł w sens tego świata.  I nawet, aby ludzie otwierali oczy na to wielkie piękno świata, gotów jest, tak jak Chrystus, życie położyć. Służy temu, by przybliżać ludziom prawdę istnienia i prawdę świata poprzez prawdę Boga – poznanego i umiłowanego.

(1989)

 
 

 

 

 

1 NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
Z HOMLII BPA W. ŚWIERZAWSKIEGO

03 marca 2022