Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Usłyszeliśmy przed chwilą z ust świętego Pawła, Apostoła Jezusa Chrystusa, słowa wypowiedziane przed dwoma tysiącami lat. Ale słowa, które są aktualne zawsze i bardzo aktualne w tej godzinie historii. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1). Wolność, słowo tak często dziś powtarzane, kojarzone z różnymi określeniami, które wydają się mieć pretensje do eksplikacji, czym wolność jest. Wolność należy do tych słów czarodziejskich, które fascynują, budzą i porywają zwłaszcza tych, którzy doświadczyli przeciwieństwa wolności: niewoli lub zniewolenia, czy to w skali narodu, czy to w skali osoby. Ale słowo wolność jest jednak nazwą rzeczywistości tajemniczej. Tym samym bardzo trudnej do poznania, a tym bardziej wcielenia w życie. Życie w wolności... Czym więc jest wolność? Kto wie? Za co walczą ci, którzy walczą o wolność – szczycimy się: „za waszą i naszą”? Warto by tak zadać to pytanie tym, którzy kładą życie, jak to się mówi, na ołtarzu Ojczyzny. Co chcą osiągnąć?

Jaki jest kształt ludzi wolnych? Tych, którzy pretendują do tego, że wolność osiągnęli. Gdzie oni są? Tenże sam Apostoł Narodów przestrzega Koryntian: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść” (1 Kor 6, 12). Już tutaj widać, że właśnie ta znaczeniowa ambiwalencja jest niezwykle ważna. Norwid, który też snuł refleksje na temat tej kategorii, napisał kiedyś bulwersujące słowa, zresztą nie tylko tę kategorię określał w taki sposób: „Nie niewola ni wolność są w stanie / uszczęśliwić cię... nie! – tyś osobą: / udziałem twym     – więcej!... panowanie / nad wszystkim na świecie, i nad sobą”. A więc czym jest wolność?

Według Norwida, w tej chwili tutaj cytowanego, nie jest wolność wartością subiektywną. To znaczy nie jest tak, że każdy poszczególny człowiek może powiedzieć: jestem wolny,  bo... i podać swoje kryterium wolności. Norwid określa wolność przedmiotowo (cytuję):  „Bo wolność?... jest to celem przetrawienie doczesnej formy. Oto wyzwolenie!...”. A więc zastanawianie się nad celem, nad celem ostatecznym, nad celem transcendentnym, nad celem przewyższającym wszystkie wartości jest istotną sprawą ludzkiego życia. A wcielanie celu w życie doczesne, osiągnięcie celu poprzez antycypację, jest zadaniem całego życia. Trzeba wiedzieć, dokąd się idzie, po co się idzie, skąd się idzie. Trzeba znać sens istnienia.

To stwierdzenie Norwida jest niezwykłe. Ale to tylko jest na marginesie, bo (żeby wejść do głównego nurtu) Norwid wiąże wolność z pracą. My wiemy, czym jest praca, chora praca       i zdrowa praca. Otóż mówi Norwid: „Wiadomo jest wszystkim na świecie, że praca odnosi się swoją dzielnością i obfitością do miary wolności; gdzie więcej wolności, tam i pracy więcej, i o ile wolniejszym społeczeństwo, o tyle dzielniejszą jest i praca”. Warto o tym pamiętać, kiedy się szuka przyczyn tej strasznej plagi, którą określamy: praca jest chora. Wiąże się to z wolnością. I dlatego refleksja nad tą kategorią jest niezwykle istotna.

Właśnie, jeszcze raz w tym miejscu, chcąc jak gdyby zaostrzyć problem, trzeba dodać: wolność jest tajemnicą, jest – jak mówimy językiem biblijnym czy teologicznym – misterium, skoro Paweł mówi: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1), a Chrystus mówi: „Bądź wola Twoja!”. Równocześnie dodaje: „Ale nas zbaw ode złego”.

W tym kierunku trzeba iść, żeby zrozumieć tę wielką prawdę, której tylu chrześcijan nie rozumie. Iluż ludzi łamie wolę Bożą. Buntują się przeciw prawu i przykazaniu Boga, niszczą natchnienie Boga w imię własnego widzimisię. Ponieważ nie potrafią ująć tej wielkiej, antytetycznej prawdy, którą trzeba ująć przez stworzenie syntezy, dla której umysł ludzki, skądinąd genialny, jest zbyt mały i nie pojmuje tych ujęć syntetycznych. Stąd kryzys wiary.

Zacznijmy drążyć ten główny wątek od takiego stwierdzenia: człowiek ma potrzebę wyzwolenia, aby żyć w wolności. Ma – wprowadźmy tutaj to słowo biblijne i chrześcijańskie – ma potrzebę zbawienia. Często nie widzimy tej zbieżności, zafascynowani wolnością, którą skandujemy, a nie skandujemy słowa: daj nam, Panie, zbawienie. A to jest to samo.   „W ranach swoich ukryj mnie!” „Duszo Chrystusowa, uświęć mnie!” Otóż, kto mówi: wolność, musi od razu rozróżnić, że jest wolność i wyzwolenie od niewoli zewnętrznej, ale jest też wyzwolenie od niewoli gorszej, od niewoli wewnętrznej. Brzmi to nie tylko paradoksalnie, ale wręcz bluźnierczo w tej godzinie historii. Lecz człowiek przez wiarę         w Chrystusa wykracza poza sferę stosunków czysto społecznych. Wychodzi jak gdyby na szczyt, na górę. Tworzy perspektywy. Ma dystans. I ten dystans jest wolnością.

Chrześcijanin jest wolny w ten sposób, że otrzymuje od Chrystusa możność życia w szczególnej bliskości z Bogiem, który nie jest „bez twarzy”, bez serca. Jest Sercem i Twarzą, Obliczem. Jest Ojcem. Jest Ojcem Chrystusa i Ojcem naszym. I człowiek może żyć                w bliskości Boga wtedy, kiedy nie jest skrępowany ani przez tyranię grzechu, ani przez lęk przed śmiercią, ani przez prawo, bo ma takie Prawo (oczywiście pisane dużą literą), którego wszelkie prawa pisane małą literą są tylko pochodną. A więc  może,  powiedziałem. Ale nie musi. I skoro Bóg przez Chrystusa daje mu tę propozycję, człowiek ma możność zmienić ją w czyn. Słowo ma stać się ciałem, teoria praktyką.

Właśnie, w tym miejscu dotykamy wielkiej tajemnicy. Proszę sobie przypomnieć młodzieńcze dyskusje nad relacją wolnej woli do łaski. Najwięksi teologowie Kościoła pozostawili po sobie całe traktaty, usiłujące rozwiązać tę antynomię, pozorną: rzekome zniewolenie wolności człowieka przez łaskę. Norwid też w swoim dramacie Zwolon próbował rozgryźć ten paradoks. Otóż ta tajemnica jest tajemnicą prawdy człowieka. Chcesz poznać siebie, prawdę swoją? Chcesz poznać swoją nędzę i swoją nieprawość – ale równocześnie swoją godność wysoką? Musisz wyjść już w refleksji nad tym, kim jesteś, poza siebie.

Prawda o grzechu pierworodnym. Wiemy o tym, a ilu z nas sobie to lekceważy. Prawda         o szatanie, inspiratorze zła. Wiemy o tym, a ilu z nas kpi sobie z diabła i jego inspiracji. Można by tutaj snuć całą litanię tych napięć, które czynią z wolności tajemnicę,                          a równocześnie tak często przyczyniają się do tego, że nie dochodzimy do prawdziwej wolności, że wolność w nas jest chora. Ponieważ wybór między Bogiem a szatanem nie jest łatwy, ponieważ umysł nasz jest zamącony przez grzech, a wola osłabiona przez nieprawość.

I tak, można powiedzieć, ze zdumieniem i zdziwieniem patrzymy na chrześcijan, którzy nie żyją serio tym, co przeżyli, ochrzczeni, zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie. Wyrzekli się szatana i jego spraw, zmartwychwstali w Chrystusie, bierzmowani, karmieni Eucharystią – żyją często jak poganie. To jest zagadnienie niezwykłe. I to zagadnienie ciągle nas niepokoi. Ciągle budzi w nas chęci szukania nowych rozwiązań: jak to jest, że człowiek, który widzi dobro, pochwala dobro, w końcu czyni zło, którego nie chce. Video meliora proboque, deteriora sequor – widzę dobro, pochwalam dobro, a idę za złem. O tym samym mówi też cytat z świętego Pawła: „Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7, 1819). Jak to jest? Czy człowiek, który czyni zło, jest wolny? Czy jego praca, jego moralność, jego zachowanie, obyczaj jest zdrowy?

Oto, moi drodzy, w tym kontekście widać, czym jest orędzie Chrystusa o zbawieniu, czym jest Ewangelia (słyszymy: Ewangelia według świętego Mateusza, Łukasza...), Dobra Nowina o wolności. O prawdziwej wolności. O tej wolności, za którą tęskni każdy człowiek, wierzący czy niewierzący, czy chrześcijanin, czy muzułmanin. Wszyscy chcę wolności. Przeczuwają ją. I oto dzisiaj słyszymy w tym krótkim, lapidarnym ujęciu: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Czyli trzeba sobie odświeżyć, zdmuchnąć kurz z tej prawdy: Chrystus jest moim Zbawicielem. Chrystus jest sensem mojego życia, prawdą mojego życia.

I to jest przygotowanie do ujęcia dzisiejszej Ewangelii według świętego Łukasza w tak kategoryczny imperatyw – idzie Jezus przez drogi świata i mówi: „Pójdź za Mną!” (Łk 9, 59a). I zaczyna się wobec tego kategorycznego imperatywu wycofywanie: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mego ojca” (Łk 9, 59b). „Zostaw umarłym grzebanie umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boga” (Łk 9, 60). I znowu ten rozmiękczony dialog (warto też sobie takie zdanie zapamiętać: Nie zwalczam religii, tylko ją rozmiękczam): „Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu” (Łk 9, 61). I te słowa, pełne radykalizmu: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” (Łk 9, 62). I wtedy zaczyna się najczęściej dezercja w imię wolności. Bo jak On może żądać tego ode mnie?

I tu, moi drodzy, jest puenta zagadnienia. W jaki sposób wolność nasza – przy świadomości, że wychodzimy z korzeni tej walki, która jest w nas, między dobrem a złem, niosąc w sobie zarzewie grzechu, nawet po chrzcie – jak ona wiąże się z wolnością Boga? I jak powoli dojrzewać do tworzenia nie dylematu między jednym a drugim i wygrywania jednego przeciw drugiemu, tylko do tworzenia syntezy – bo ta antyteza jest pozorna. Trzeba stworzyć jedność: trzeba pełnić wolę Boga, ale pełnić ją w wolności. To znaczy: w miłości.

A w miłości pełni wolę ten, kto zna Tego, który „jest miłością” (1 J 4, 8). Rozkaz musi być umotywowany. O tym wie każdy wychowawca, który chce pretendować do tytułu dobrego wychowawcy. Wiązanie kogoś normą musi się dokonywać z równoczesnym wtajemniczaniem w prawdę, do czego ta norma zobowiązuje.

To są istotne sprawy. Proszę wziąć taki przykład, prosty: post. Iluż ludzi wyznaje w konfesjonale: Proszę księdza, nie pościłem. Czy: przed Komunią złamałem godzinę postu. Dyspensy? Dobre uczynki za dyspensy? O co chodzi w poście? Żeby zrozumieć, że chrzest daje zjednoczenie z Paschą Chrystusa, ale nie ma udziału w Jego zmartwychwstaniu bez udziału w Jego krzyżu. Post jest symbolem ogołocenia krzyża i chodzi o ten znak, a nie o to, czy pięć centymetrów tędy, czy siedem tamtędy.

A spóźnianie się na Mszę świętą? Iluż to ludzi pyta: Proszę księdza, czy po Ewangelii jest jeszcze ważna? Ewangelia mówi nam o Ciele Chrystusa, które jest na ołtarzu. Przyszedłeś w tej chwili do świątyni, po kazaniu, po odczytaniu słowa, spełniasz obowiązek – można by powiedzieć: według Starego Testamentu i jego litery spełniłeś przykazanie – ale nie rozumiesz tego, co tu jest. Czemu nie przyjmujesz Ciała Boga żywego, który jest życiem, miłością i wolnością? I nie masz tej wolności w sobie! A chodzenie na Mszę staje się niewolą. I kiedy tylko możesz, nie tylko się spóźniasz, ale umykasz od tego przykazania, które jest, jeśli się go nie rozumie, ciężkie. Usprawiedliwiasz się, lekceważysz, relatywizujesz.

Tych kilka przykładów można by zastąpić innymi, poważniejszymi, ale istotę rzeczy ujmujemy: „ku wolności wyswobodził nas Chrystus”. Chrystus, który jest i Słowem, i Ciałem – i motywacją, i mocą, które nam dają przyjąć Jego wolność, wtedy kiedy Jego prawo, Jego przykazania, Jego natchnienia, Jego miłość stają się naszym sumieniem. I wtedy w każdej sytuacji potrafimy spełnić wolę Boga, ponieważ Chrystus daje nam i światło, i moc, aby poznać dobro i wypełnić dobro.

Tak więc, mówiąc językiem katechizmowym (proszę też umieć to wszystko razem wiązać      i syntezę tworzyć), wolność to troska o to, by żyć w  łasce,  w łasce Boga, która jest w nas Jego miłością, która jest Jego wolnością. „Łaska Boska jest do zbawienia, do wolności, koniecznie potrzebna”. Kto nie ma łaski, nie ma wolności. Tej autentycznej, prawdziwej. Bo łaska – co to jest? To jest antycypacja w nas celu ostatecznego. Podziękujmy Norwidowi, że nam to dzisiaj przypomniał językiem poetyckim: wolność to przetrawienie doczesnej formy celem ostatecznym. To przetrawienie każdego konkretu życia miarą, która jest w Bogu: Jego miłością. Wtedy nawet, jak Paweł pisał do Kolosan, zewnętrzny podział na wolnych      i niewolników nie jest istotny (Kol 3, 11).

Brzmi to niemal bluźnierczo albo co najmniej szokująco. Ale to jest dopiero prawda. Bo nawet pan niewolnika miłuje, niewolnik pana, bo „we wszystkich jest Chrystus” (tamże), bo nie ma innego układu w życiu, niż  ten  układ, który potrafi rozwiązać wszelkie paradoksy. Znając historię, wiemy, że tylko to jest prawdziwe: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”.

Dlatego te pozostałe słowa, które wyśpiewaliśmy, stają się brzemienne treścią: „Pan mym dziedzictwem, moim przeznaczeniem” (refren Psalmu responsoryjnego). Czy te przed przeczytaną Ewangelią: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha; Ty masz słowa życia wiecznego”. Ty masz wolność. I Ty mi ją daj. Niech Twoje słowo stanie się Ciałem na ołtarzu, a potem we mnie. Niech będzie moim dziękczynieniem, zanim przyjdzie graniczna walka na progu śmierci, kiedy trzeba będzie wejść w pełnię „dnia, który już nie zna zachodu”.

(1989)

25 czerwca 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

13 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C

Pierwsze czytanie: 1 Krl 19, 16.19-21
Drugie czytanie:  Ga 5, 1.13-18
Ewangelia: Łk 9, 51-62