Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Wprowadzenie do Mszy świętej:

Przekroczyliśmy przed chwilą próg świątyni. Jesteśmy w miejscu świętym. Bo tu jest Bóg. Aby nie wnieść ze sobą gwaru świata i grzechu świata, wyznajmy nasze grzechy i prośmy     z pokorą o przebaczenie. Przyszliśmy, by wysłuchać – jak to mówimy, i słusznie – słowa Bożego i spożyć Chleb, stanąć wobec Ofiary Boga-Człowieka, która się tu uobecnia.

Żebyśmy byli godni uczestniczyć w Najświętszej Ofierze, przeprośmy Boga za nasze grzechy. (Chwila milczenia).

Homilia:

Ta sytuacja jest niezwykła. Oto ksiądz ma powiedzieć kazanie nie do swoich parafian. Nie znamy się. Jesteśmy tu z przypadku. Ale przyszliśmy wszyscy, by spotkać Boga-Człowieka. Jedni są z Lublina, inni z Wrocławia, Krakowa. Jesteśmy tu w różnej sytuacji.

Są niedawno nawróceni i są tacy, którzy od dziecka nigdy nie zdradzili Chrystusa. Są tacy, którzy się spóźnili, i tacy, którzy przyszli punktualnie. Są niewierzący, którzy nudzą się w niedzielę, bo zimno i pochmurno, i przyszli do kościoła zobaczyć, „co oni tu robią”. Ale wszyscy jesteśmy chrześcijanami, czyli uczniami Chrystusa, i przyszliśmy tutaj, by skonfrontować z Nim nasze chrześcijaństwo. To jest aluzja do modlitwy, którą kapłan – to znaczy ja – przed chwilą w waszym imieniu wypowiedział: Spraw, Boże wszechmogący, „niech ci, którzy uważają się za chrześcijan, odrzucą wszystko, co się sprzeciwia tej godności, a zabiegają o to, co jest z nią zgodne”.

Wszyscy tutaj zgromadzeni uważamy się za chrześcijan i chcemy porzucać to, co jest niegodne tej postawy, i chcemy wyznawać to, co jest zgodne z postawą ucznia Chrystusa. Zresztą – przypomnę – tak odbywa się chrzest, przypominany uroczyście w Wielką Sobotę: „Wyrzekasz się ducha złego? szatana i jego spraw?” „Wyrzekam”. „Wyrzekasz się pychy, nieczystości, chciwości, kłamstwa?” „Wyrzekam”. „Wierzysz w Boga Ojca? wierzysz w Jezusa Chrystusa? wierzysz w Ducha Świętego?” „Wierzę!” A więc, samookreślenie nastąpiło w momencie chrztu. A teraz kontynuujemy to. Było bierzmowanie, była Pierwsza Komunia, coroczne (ufam) uczestnictwo w Triduum Świętym, solennym, w uroczystości Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, kiedy biją dzwony na rezurekcję, bo zmartwychwstał – i jest. I dlatego odprawiana Eucharystia jest prawdą. Jest nie tylko prawdą dla naszego umysłu, ale prawdą dla norm moralnych, które zobowiązują ucznia Chrystusa.

Czy to wszystko dojrzewa u mnie?

Czy ta perspektywa (wrócę do terminu „rekolekcji poszerzonych”), kiedy zdystansu odcięcia od swego środowiska, z wydm nadmorskich patrzymy na siebie, zatwierdza tę tożsamość, czy też nie? Czy są odchylenia od tego, co w imieniu Chrystusa głosi Kościół, bo nie rozumiem, czym jest chrześcijaństwo? Zwłaszcza, że żyjemy w czasach, kiedy może nawet bardziej niż kiedykolwiek, jak to Krasiński określił, „bogi szaleją i ludzie”. Szaleństwo prawd lansowanych, które są kłamstwem, szaleństwo norm omijanych, które wczoraj obowiązywały, dzisiaj nie, zmiana wartości, wysuwanie w miejsce starych wciąż nowych propozycji, i tak dalej.

Czy w tym całym chaosie świata mam precyzyjnie określoną linię, mam kamień, na którym stoję, o który się opieram? Mam prawdę absolutną, dla której gotów jestem poświęcić życie? Mam normę, która określa i wytycza kierunek, cel, równocześnie mówiąc mi, skąd idę i po co żyję?

Nie jest to proste, ale to jest istotne. I zauważmy, że dzisiejszy dialog z Ewangelii rozpoczyna się w ten właśnie sposób: „Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»” (Łk 10, 25). Termin techniczny, „życie wieczne”, znany był w ówczesnym judaizmie jako skrót tego, co jest dla człowieka najważniejsze. Zresztą, dzisiaj jest nie mniej aktualny. Wiemy, że to życie –  to życie  – dziecka, człowieka młodego, w średnim wieku, dojrzałego, nie kończy się, że to jest jakiś mały procent tego, co się nazywa życiem wiecznym, jeśli wieczność rozumiemy jako ciąg nieśmiertelności. Ale życie wieczne to jest coś więcej: to jest właśnie życie Boga w nas. Bóg jest  inny  i ta inność Boga to jest wieczność, którą niesiemy w sobie. Albo nie.

Sprawa grzechu-łaski to nie jest sprawa terminów katechizmowych li tylko. Sprawa grzechu jest sprawą śmierci życia wiecznego w nas. A sprawa łaski – „łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna” – to jest odpowiedź na to pytanie: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Łk 10, 25). To jest poszukiwanie tej skały, na której trzeba oprzeć życie.

Właśnie, na takich perspektywicznych rekolekcjach trzeba sobie to pytanie zadać: Jakie jest moje autentyczne stanowisko wobec tej skały, na której mam stanąć? która jest prawdą mojego życia, która jest normą mojego życia i która jest życiem mojego życia? Też nie jest arbitralne sformułowanie, ponieważ Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą                i życiem” (J 14, 6). „Kto za Mną idzie, nie idzie w ciemności” (por. J 8, 12).

Droga, prawda, życie! Moi drodzy, kiedy ten zadał pytanie: co trzeba czynić, żeby to życie wieczne osiągnąć, Chrystus odpowiedział (Mt 22, 37) znanym też nam sformułowaniem. Przypominamy je sobie, czy raczej przypomina nam to dzisiaj Kościół: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a bliźniego jak siebie samego” (Łk 10, 27). Komentarzem do tego zdania jest przypowieść, którą  dla nas  Jezus opowiedział, o miłosiernym Samarytaninie. Ale jej dzisiaj nie interpretujmy. Zatrzymajmy się jeszcze przez moment nad tym jednym słowem, które określa istotny wymiar, najgłębszy wymiar relacji człowieka do Boga i do drugiego człowieka: „Miłuj  całym  sercem, całą duszą, całym umysłem”.

Myślę, że nie trzeba do tego wielkiej uczoności, żeby od razu ująć, co znaczy: „całym”. Co znaczy: „całym sobą”. Co znaczy: w sposób pewny, wierny, niezawodny w każdej sytuacji.      I radykalny. Ten wstępny rachunek sumienia był potrzebny do tego, żeby te słowa wyszły jeszcze bardziej wyraziście w tym kontekście. Czy miłuję Boga (i tym samym bliźniego) całym sercem, całą duszą, całym umysłem? Proszę popatrzeć już nie na innych, tylko na siebie samych. Jak często rozgrzeszamy się, łamiąc niektóre Boskie przykazania! Jeśli się miłuje Prawodawcę tego prawa, to trzeba, chcąc spełnić przykazanie miłowania  całym  sercem, zachować to przykazanie co do joty.

Wiemy, jak nie lubimy – jeśli na przykład pewne małe prawa rodzice ogłaszają czy obwieszczają swoim małym dzieciom – kiedy dzieci są nieposłuszne rozkazom rodzicielskim. Bóg wie dobrze, czego człowiekowi potrzeba. I nie wdawajmy się w tej chwili w szukanie motywacji dla poszczególnych przykazań i praw, ale łamanie praw, grzeszne, zuchwałe łamanie praw jest obwieszczeniem, że nie miłuję z całego serca. Lekceważę sobie Boskie prawo. I te własne koncepcje życia, które kończą się często straszliwą niewolą, niewolą alkoholizmu, narkomanii, seksomanii, niewolami przeróżnego typu, najczęściej wynikają z tego, że człowiek sobie kpi z Bożych przykazań. Często ich nie rozumie, a ponieważ Bóg nie jest dla niego najwyższą wartością, nie miłuje Go „całym sercem” i nie zna Go „całym umysłem”.

Nawet nie szuka sposobu, żeby poznać Boga na tyle, by poddać Mu całe serce – bo nie ma jednego bez drugiego, nie oddaje się serca bez wystarczającej motywacji. To byłoby naiwnością.

Otóż, to pytanie sobie dzisiaj zadajemy: Co mamy czynić, by osiągnąć życie wieczne?               I zauważmy, że w tym pytaniu i w odpowiedzi na nie mieści się odpowiedź na pytanie, co znaczy być chrześcijaninem, co znaczy być wiernym temu, co się powiedziało na chrzcie,       i co znaczy dać temu świadectwo. Co znaczy wiedzieć, że prawdą mojego życia jest Bóg objawiony przez Jezusa Chrystusa i udzielający mi siebie przez słowo i Chleb, że to jest motywacją dla moich czynów, moralnych czynów, jak mówimy: żebym wiedział, co jest „tak”, a co jest „nie”, wtedy kiedy zamazuje się granice między „tak” a „nie”.

I dlatego nie tylko przykazanie Boże, promulgowane tak, jak je dzisiaj słyszymy, mamy brać na serio, owo przykazanie: „Będziesz miłował Pana Boga z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił” – ale przykazanie, które Jezus Chrystus dodaje (bo to pierwsze przykazanie jest starotestamentowe, jak dobrze wiemy), chcąc nam pomóc w realizowaniu tego przykazania „miłowania całym sercem, całą duszą i całym sobą”: przykazanie o Eucharystii.

Czy sobie zdajecie sprawę, że to przykazanie jest niezbędne dla realizacji tamtego, fundamentalnego? I to też jest dzisiaj ukazane. Proszę dobrze się wsłuchiwać, co ksiądz będzie mówił podczas Mszy, za chwilę. W momencie Przeistoczenia, kiedy powie: „To jest Ciało moje” – nie księdza, Chrystusa – wypowie również słowa Chrystusa: „Bierzcie i jedzcie z tego  wszyscy.  To czyńcie na moją pamiątkę”.

Kto chce miłować Chrystusa-Boga i człowieka, każdego, całym sercem, całą duszą, i spełnić tym samym wymagania Chrystusa, by być chrześcijaninem, musi spełnić i stale spełniać to przykazanie: brać i spożywać z zastawionego stołu. Tutaj, „biorąc i spożywając”, przekuwa się normy wyjęte z paragrafów kodeksu, normy moralne – nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij – w normę miłości. Żyć tą normą.

„Ja jestem drogąnormą, prawdąmotywacją tej normy i życiem”. „To jest Ciało moje”. To Ja jestem. Tu jest moja miłość. Ta miłość, którą masz dostać, byś miłował całym sercem, całą duszą, całym umysłem, całym sobą. I Boga, i bliźniego.

To jest samo sedno chrześcijaństwa!

Trzeba zakończyć, ponieważ czas się wypełnił. I co zapamięta sobie człowiek przygodny       z tych refleksji? Myślę, że każdy coś już zapisał w swoim sercu, w swoim umyśle, w swojej pamięci. Proszę próbować drążyć ten motyw, który tutaj padł, ten wątek, który tutaj został dotknięty tylko z lekka: jedność przykazań-norm z ich motywacją, którą jest Jezus Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, i życie położone na stole w kształcie Chleba, aby jeść i żyć według tego, co nakazuje prawda i czym wiąże norma moralna.

Wyznajmy teraz naszą wiarę.

Zakończenie Mszy świętej:

Zanim się rozejdziemy, jeszcze słowo. Spróbujmy dziś, wracając z kościoła, i przez cały ten tydzień popatrzeć na przypowieść o miłosiernym Samarytaninie w takiej optyce: Tym leżącym zranionym przy drodze jest Chrystus w tabernakulum. A my? nie mamy dla Niego pół godziny czasu, aby pójść do spowiedzi, oczyścić się, a potem przyjąć Go w Chlebie?

(1989)

09 lipca 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

15 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C

Pierwsze czytanie: Pwt 30, 10-14
Drugie czytanie: Kol 1, 15-20
Ewangelia: Łk 10, 25-37