Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Lubimy słuchać innych ludzi. O sobie, zwłaszcza o swoich sprawach wewnętrznych, mniej lubimy mówić. Ale tak jak sięgamy pamięcią wstecz, w nasze dzieciństwo i w naszą młodość, zaczęliśmy mieć coraz żywszy kontakt ze światem Boga. I zauważyliśmy, że drogi nasze z innymi powoli się rozchodzą. Całe grono najbliższych kolegów, koleżanek, przyjaciół, do których i my należeliśmy, zaczęło dzielić się niejako na dwie części: jedni zaczęli coraz bardziej odchodzić, a drudzy zaczęli coraz bardziej zbliżać się do Chrystusa.

Jak to się stało?

Dzisiaj, kiedy jesteśmy na tym etapie naszego życia, moglibyśmy podać już nawet pewne dokładniejsze statystyki, ilu odeszło a ilu zostało, a ilu z tych, którzy zostali, poznało jeszcze więcej, Bóg dał im wgląd w swój świat, w swoje królestwo, które na ziemi buduje. Wiemy, jak było w naszym życiu, może też nie zawsze szliśmy prostą drogą, były różne zygzaki, były różne warstwy, które pokonywaliśmy, schodząc coraz głębiej czy idąc coraz wyżej. Może też były zdrady i odejścia.

Są ludzie, którzy powrócili. Odeszli i znowu weszli na drogę szukania Boga, ponieważ On sam do nich mocno kiedyś zapukał i zaczęło się – tak jak słońce, które wtargnęło w życie – i zaczęło się coś całkiem innego i nowego: zaczęliśmy czytać świat poprzez Jego światło. Kto otrzymał największy dar w życiu, jaki jest, powołanie do kapłaństwa czy do życia konsekrowanego Bogu, to znaczy do Jego wyłącznej własności, ten zobaczył, że była jakaś ostra granica, wyraźny i decydujący moment, kiedy zawołał1 i zaświeciło słońce. I w świetle tego słońca cały świat zaczął wyglądać inaczej.

Ale wiemy również, że właśnie wtedy dopiero, kiedy zaświeciło słońce, zobaczyliśmy, że to, co nas otacza, z jednej strony było bardzo wyraźne i proste, ale z drugiej tworzyły się ciągle jakieś zakręcone zakamarki, labirynty, jakie tutaj mamy na obrusie. Wchodziliśmy w trudne poplątane ścieżki. I nie raz może mówiliśmy: nie potrafię rozeznać dobra od zła, nie potrafię rozeznać lepszego od dobrego. Chciałbym dać Bogu wszystko co najlepsze, a nie wiem, czego On chce.

I wtedy zrodziła się w nas gwałtowna potrzeba posiadania pasterza (może to dziwnie brzmi w naszym języku, może mówiliśmy: mistrza): chciałbym spotkać w życiu kogoś takiego, kto by mi wszystko powiedział, kto by mi ułatwił rozumienie tego w życiu najtrudniejszego momentu nieustannego wyboru, żebym idąc za nim nie błądził – bo ślepy wiódł ślepego i obydwaj w dół wpadli (Mt 15, 14), o tym wiemy – ale chciałbym mieć takiego mistrza, który wie, który jest już na samym szczycie góry, tam gdzie już jest tylko słońce i gdzie już nie ma ścieżek, bo jest szczyt, z którego wszystko widać, a widać tak, jak Bóg widzi.

I widzieliśmy, że to pragnienie jest chyba bardzo trudne do zrealizowania. Wielu z nas spotkało takiego mistrza w konfesjonale, miało kierownika duchowego. Zamiast „mistrzu” zaczęliśmy mówić do niego: ojcze. Coś się nowego rodziło i coraz bardziej dojrzewało. I wtedy może uzyskaliśmy też i takie doświadczenie, że ten, którego nazywaliśmy mistrzem, pasterzem i ojcem, zaczął nas wprowadzać w taką przestrzeń, gdzie sam znikał, a coraz bardziej zaczynaliśmy widzieć, że jest na świecie jedyny Mistrz, właśnie Ten, który nam kiedyś zaświecił światłem i poszliśmy za tym światłem. Że tym Mistrzem jest sam Pan nasz Jezus Chrystus.

Święty Augustyn po długich medytacjach i poszukiwaniach dotarł do tej chwili, kiedy całkowicie oparł się na ramieniu, to znaczy na mądrości i miłości tego wewnętrznego Mistrza, jak powiedział, kiedy we własnym wnętrzu odkrył Chrystusa jako Pasterza swego życia.

Mamy tutaj już wyraźny trop do tego tematu, który nam narzuca dzisiejsza liturgia słowa: „Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego” (refren Psalmu responsoryjnego). Nasza tęsknota wtedy zostaje zaspokojona, kiedy sam Pan staje się pasterzem – i wtedy „niczego mi nie brak”. Mamy tutaj w tym wspaniałym psalmie, przeplatanym refrenem „Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego”, opis pasterza. Nie mogę w tej chwili robić długiej, szczegółowej analizy duchowego profilu tego pasterza, ale główne zadanie pasterza sprowadza się do dwu rzeczy: pasterz uczy, uczy nas, a uczy w sposób przedziwny, jak przed chwilą powiedziałem: otwierając oczy na pokarm, który jedyny zdoła nas w pełni nasycić.

Kiedyś ktoś powiedział: mówiąc o Bogu uczycie nas teologii, ale czy ta teologia daje nam to, za czym dusza nasza tęskni, czego pragnie? I mówi: Chciałbym pić z kielicha teologii. „Namaszczasz mi głowę olejkiem, a kielich mój pełny po brzegi” (Psalm responsoryjny). Uczy się człowiek z książek teologii, czyli dróg tego Mistrza wewnętrznego, ale uczy się pijąc z tej mądrości, którą On nam daje. „Prowadzisz mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć (wyraźna aluzja do Ducha Świętego, który jest w Biblii wiązany z symbolem wody), orzeźwiasz moją duszę. Wiedziesz mnie po właściwych ścieżkach. Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą. Stół dla mnie zastawiasz” (Psalm responsoryjny).

A więc dajesz pić z kielicha, karmisz mnie manną przysposobioną dla pielgrzymów tej ziemi, Eucharystią, i z tej manny i z kielicha idzie światło do moich oczu, które pomaga mi iść i spełniać to zadanie, które mam w życiu spełnić. A to zadanie jest celem nauczania Pasterza (wspaniale przedstawił nam je dzisiaj święty Paweł w swoim Liście do Efezjan): jednoczyć. „On, który jest naszym pokojem, On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur, wrogość” (por. Ef 2, 14), i mnie nakazał to czynić. Jedno z największych zadań świata. Służebniczki poprzez służbę swoją jednoczą. Ludzie żyjący w świecie poprzez swoje bycie z ludźmi jednoczą. I tworzy się to, co Bóg, Ojciec ludzkości, najwyższy Nauczyciel, Mistrz, Pasterz, zamierzył. Dokonuje się, tworzy się i urzeczywistnia.

Ale jest jeszcze jedno zagadnienie, które nie zostało poruszone i które powinno stanowić puentę dzisiejszego rozważania. Jeśli spotkaliśmy w Chrystusie Mistrza wewnętrznego, który stał się naszym Pasterzem – Bogu niech będą dzięki. Ale jest jeszcze coś przerażającego, zwłaszcza gdybyśmy naprawdę takiego Mistrza spotkali i mieli, i dzięki Niemu doszli do tego, do czegośmy doszli. „«Biada pasterzom – pisze dzisiaj Jeremiasz – którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce swojego pastwiska». Dlatego to mówi Bóg Izraela o pasterzach, którzy mają paść mój naród: «Wy rozproszyliście moją trzodę, rozpędziliście i nie zatroszczyliście się o nią; oto Ja się zatroszczę o nieprawość waszych uczynków»” (Jr 23, 1 2).

Kiedy słuchamy tych słów Jeremiasza, to najczęściej myślimy „o nich”, o jakimś anonimowym pasterzu, który prowadzi do zguby. Czy pomyśleliśmy kiedyś, że tak jak my byliśmy bez pasterza, aż go znaleźliśmy dzięki miłosierdziu Boga, bo Pan stał się naszym pasterzem, tak teraz my mamy być pasterzami, aby tym, którzy wciąż jeszcze są bez pasterza, pomóc w odnalezieniu tego, co nam dzięki czy to światłu przygodnego człowieka w konfesjonale, czy na ambonie, czy dobroci drugiego człowieka dał odkryć.

Czy z coraz pełniejszą świadomością wchodzimy w tę odpowiedzialność za drugich? To jest niesłychane zagadnienie. Są ludzie, którzy – jak mówią – nie nadają się do tego, by pasterzować. I są pasterze z urzędu, od Ojca Świętego poprzez arcybiskupów, biskupów prezbiterów, wyznaczeni do pasterzowania na mocy sakramentu kapłaństwa, i z tego kiedyś będą zdawać sprawę, i będą bardzo ostro sądzeni. Ale wszyscy ludzie, ojcowie, matki, a zwłaszcza ci, którym kiedyś zaświeciło nowe słońce i w nowym świetle – in mysterio – poznali prawdę świata i weszli do królestwa, muszą być świadomi swojej odpowiedzialności, że jest się najpierw bez pasterza, potem się ma pasterza, a potem się ma być pasterzem. Ma się być pasterzem i ma się odpowiadać, czy to za tych tysiąc owiec, czy za dwie owce, które Bóg zlecił naszej opiece.

Czy za tę współsiostrę, którą razem ze mną od rana do nocy pracuje i patrzy na mnie, i chce, żeby zaświeciło w moim wnętrzu więcej światła, żeby w tym świetle mogła zrozumieć, żeby w tym świetle przybliżyła się jeszcze bardziej do swojego wewnętrznego Mistrza, który jest Pierwszym i Ostatnim (Ap 1, 17). Czasem lubimy sobie to ułatwić i wieszamy w naszym mieszkaniu znak wizerunku Ukrzyżowanego bez rąk, po to, by przypomnieć sobie, że my mamy być Jego rękoma i poprzez nas ma być pasterzem dla innych.

Przecież to nasze kiedyś spotkanie z Nim tak się zapowiadało: że woła nas po to, aby posłać, przepala nasze usta ognistym węglem jak musnął nim wargi Izajasza (Iz 6, 6 8), aby mówiły słowa o tym wewnętrznym Mistrzu, albo zdziera z naszych oczu bielmo, abyśmy widząc mogli pomóc w naszym widzeniu innym widzieć, albo przepala nasze serce, aby w naszym przepalonym bólem i ogniem sercu inni mogli odczuć to, czego nie czują, żyjąc w sercu świata. Właśnie w sercu tego świata, do którego „na wygnanie” (por. Jr 23, 3) posłał nas Bóg.

Wracam teraz do Pawła, po to, żeby powiedzieć, że ta sprawa „pojednania, jednania” świata, która jest największym zadaniem ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa – bo Jezus Chrystus w przededniu śmierci swojej w Arcykapłańskiej Modlitwie, jako Dobry Pasterz, umierając za innych, modlił się: „Spraw, aby byli jedno” (por. J 17, 21) – to nie tylko jednanie zwaśnionych, pokłóconych, walczących, nienawidzących się. To też. I to byłoby już wiele. Ale jest jeszcze inne jednanie. I kto z was to zrozumie, ten zrozumie, ale przypominam wam to dzisiaj i kładę na sercu, że dzisiaj ludzie żyjący w świecie, ci, którzy zaczynają słuchać i myśleć, i szukać wpierw Boga, potem Mistrza wewnętrznego, chyba mniej mają problemów (myślę o ludziach wierzących w Chrystusa, o chrześcijanach) z tym, czy Bóg jest, czy Boga nie ma, ale mają problem inny: Czy możliwe jest współistnienie – a więc pojednanie – świata z wymaganiami Boga?

Czy można żyć w sercu świata w wierności Chrystusowi, Pasterzowi i Mistrzowi wewnętrznemu, i immaculatum se custodire ab hoc saeculo, i pozostać niepokalanym od wpływów Złego, wpływów szatana, grzechu i zła? Jak widać z tego, na co patrzymy w tym świecie, nawet w naszym kraju, to nie jest proste. Są ludzie – jak to sami mówią często – „wierzący a nie praktykujący”, ludzie, którzy nie potrafią scalić i zjednoczyć tego podstawowego zagadnienia: żyć w świecie i pozostać wiernym Chrystusowi.

I to wam kładę jako wasze zadanie do przemyślenia na serce i jako zadanie do realizacji na najbliższe dni, tygodnie, miesiące: pokazać, jak żyje się w sercu świata. Trudnego świata, czasem dla nas niezrozumiałego świata. Jak się żyje pełnią życia Bożego i jak to życie pełnią życia Bożego nie przeszkadza być nie tylko zwyczajnym człowiekiem, ale jeszcze w tym ogniu pasterzem dla innych, którzy w naszym kształcie życia zobaczą, jak się jedna paradoksy, przeciwieństwa, jak się dokonuje tej najtrudniejszej operacji i jak się realizuje Ewangelię w drugiej połowie XX wieku. I w naszym małym światełku odnajdą złotą nić, która ich doprowadzi do wielkiego światła, jakim jest Pan nasz Jezus Chrystus, wewnętrzny Mistrz każdego. Pan nasz i Pasterz, którego gdy znajdą – „oto nadejdą dni” (Jr 23, 5) – „niczego im nie będzie brakować” (refren Psalmu responsoryjnego).

(1982)

1  Głosiłem tę homilię w Zakopanem, w publicznej kaplicy sióstr służebniczek.

17 lipca 2021
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

16 NIEDZIELA okresu ZWYKŁego

ROK B

Pierwsze czytanie: Jr 23, 1 6
Drugie czytanie: Ef 2, 13 18
Ewangelia: Mk 6, 30 34