Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Zgromadzeni dzisiaj w tę lipcową upalną niedzielę w świątyniach przy ołtarzach sprawowanej Eucharystii, Ofiary Chrystusa, otrzymujemy z rąk Kościoła bogaty dar. Kto jest przygotowany bardziej, otrzyma więcej: przyjmie Boże Ciało. Kto jest mniej przygotowany, będzie mógł przyjąć słowo Boże. Można by się zastanowić, co znaczy: mniej przygotowany, więcej przygotowany. Bo i do przyjęcia Ciała, i do przyjęcia słowa trzeba przygotowania: czystości duszy, prawości, wiary, miłości.

Ale to na marginesie. W każdym razie tak już jest, że niedziela za niedzielą, kiedy oddalamy się od Wielkanocy – przeżywaliśmy ją w wielkim splendorze, żeby nie zapomnieć – kiedy więc oddalamy się w czasie od uroczystości paschalnych, każda niedziela jest jakby postojem. Dla odpoczynku, dla przyjęcia Posiłku, dla zweryfikowania poprawności kierunku, nastawienia na cel. I też po to, by zacząć następny etap od nowa, pełniej, głębiej, w sposób bardziej odpowiedzialny.

Tak też jest i dzisiaj. Przed chwilą usłyszeliśmy słowo (liturgia słowa), słowo Boże. Bogu dzięki, że po każdym czytaniu słyszymy: „Oto słowo Boże”, „Oto słowo Pańskie”. I dzisiejsze słowo jest na ten temat, który tutaj już od wstępu zapowiadam: Jezus rozmnaża chleb i karmi. A podtekstem tej opowieści ewangelicznej jest to, co Paweł ujął w jednym zdaniu w Liście do Efezjan: „Abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4, 1 3).

Dzisiejszą refleksję pragnę jednak skierować w osobliwym kierunku. Zresztą nie jest to zamiar arbitralny – jest on zarysowany w przedstawionym tutaj opisie rozmnożenia chleba. Może uszedł waszej pamięci czy uwagi, ale go wydobędziemy teraz i przez chwilę spróbujemy pogłębić.

Po cudzie rozmnożenia chleba, po cudzie dokonanym na oczach tłumów: jedli i „nasycili się” (J 6, 12), „kiedy ci ludzie spostrzegli (tak relacjonuje święty Jan), jaki cud uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat»” (J 6, 14). Zresztą i wstęp do odczytanej Ewangelii uwydatnił ten wątek: „Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój” w kontekście okrzyku herolda: „Alleluja!” (śpiew przed Ewangelią).

„Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój”. A więc nasza uwaga koncentruje się na osobie proroka, czy lepiej powiedzieć na tytule proroka przyznanym Jezusowi Chrystusowi. Termin „prorok” jest nam znany, cała Biblia mówi o prorokach: prorocy więksi, mniejsi, Starego Testamentu, Nowego Testamentu, Jan Chrzciciel „prorok Najwyższego” (Łk 1, 76), i wreszcie Chrystus. Od Soboru mówimy, żyjemy już tym klimatem, że wszyscy, i kapłan, i wierni, lud Boży, mamy świadomie uczestniczyć w prorockiej funkcji Jezusa Chrystusa. Nie zawsze się zastanawiamy nad tym, co to znaczy, ale jeśli damy znak równania między prorok a nauczyciel: w nauczycielskiej funkcji Chrystusa, to jawi się przed nami zadanie, za które jesteśmy odpowiedzialni.

Obok funkcji pasterskiej i kapłańskiej funkcja nauczycielska jest wołaniem o odpowiedzialność za apostolstwo. Et tu, puer, propheta Altissimi vocaberis. „I ty, dziecię, masz być prorokiem Najwyższego” (por. Łk 1, 76). Jakie to jest ważne – może nawet nie zastanawiamy się nad tym zbyt często – w momentach trudnych, zwanych zakrętami dziejów, zakrętami historii. Ale nie uprzedzajmy jeszcze faktów. Sięgając do Biblii widzimy, że prorocy nie odnosili wielkich sukcesów i najczęściej nie byli dobrze widziani. Choćby wymienić kilku: prorok Amos – skazany na wygnanie, Jeremiasz – więziony, Jan Chrzciciel – zamordowany, Jezus wreszcie – ukrzyżowany. Władcy tego świata używali wielkich środków, by nakazać prorokom milczenie. Jezus wołał: „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani” (Mt 23, 37; Łk 13, 34).

Łatwo zrozumieć (czy łatwo? chyba niełatwo), że prorocy nie byli miłowani. Ale warto sobie zadać pytanie, za co prorocy nie są miłowani. Władców krytykowali, a lud wzywali do nawrócenia. W imię Boga, nie we własnym imieniu. W imię Boga, którego byli świadkami. A wielu ludziom i wielu władcom wydaje się, że jest o wiele lepiej i można być szczęśliwym wtedy, kiedy prorocy milczą. Kiedy ich nie ma. Kiedy można robić, co się chce, próbować żyć, jak się chce. Kiedy można zaspokajać głód według własnego menu.

To zjawisko znamy. W różnych epokach różnie ludzie wyzwalali się od wieszczenia proroków. Skrót „chleba i igrzysk” wyraża kryzys o wiele głębszy niż powierzchowna ocena materializacji postępowania ludzkiego. Wskazuje, że ci, którzy krzyczą „chleba i igrzysk”, nie znają prawdziwego celu życia. Nie wiedzą, jaki jest kierunek, jaka orientacja istotna. I w konsekwencji, w konsekwencji ci ludzie najczęściej produkują własnych bogów, łamiąc podstawowe przykazanie, które mówi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. A kiedy nie ma prawdziwych bogów, nie ma też prawdziwych proroków. Co gorsza, pojawiają się prorocy bogów fałszywych. Ale ci nie mają ludziom nic do powiedzenia. Nic. O tym mówi cała Biblia i o tym mówią dzieje Kościoła. Zresztą nie tylko Kościoła, ale dzieje ludzkości.

Ale jest jeszcze jeden niezwykle ważny moment, który pragnę w dzisiejszej refleksji wydobyć. Mianowicie, Biblia mówi o jednym niezwykłym przypadku: że oto sam Bóg, widząc nieprawość ludzi, każe prorokom zamilknąć. Zabiera ich spośród ludu, nie powołuje nowych proroków, pozostawia ludzi samym sobie.

Prorok Amos (bo ta myśl jest wzięta z jego tekstu) pisze: „Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Boga. Wtedy błąkać się będą od morza do morza, z północy na wschód będą krążyli, by znaleźć słowo Boga, lecz go nie znajdą” (Am 8, 11 12).

Ten z takim realizmem naszkicowany obraz, powtórzmy, jest znany, od dawna funkcjonuje powiedzenie, że historia jest nauczycielką życia. Ten zapis ukazuje ludzi pewnych epok, którzy, pragnąc przekroczyć zamknięte ściany ograniczonych sytuacji, jak zwierzęta w klatce, i wyjść przez prawdę na wolność, nie wiedzą, którędy. Bo nie wiedzą, gdzie jest prawda, choć to słowo mają wciąż na ustach. Tacy ludzie są dopiero głodni, naprawdę głodni! Nie tylko chleba, bo „nie samym chlebem żyje człowiek” (Mt 4, 4), ale są głodni przede wszystkim chleba, którym jest słowo Boże. Zwłaszcza to Słowo, które stało się Ciałem i zamieszkało, i mieszka wśród nas.

Proszę zauważyć, że na tym tle głośno rozbrzmiewają Lamentacje starotestamentalne opłakujące nieobecność proroków (Lm 2, 9; por. Ps 74, 9). Kiedy śpiewamy je tutaj w Wielkim Tygodniu, aż drżenie przechodzi człowieka. Mówią, że zamilkły głosy proroków, a ból ludzi wzrasta, ponieważ nie rozumieją bólu istnienia, który ich dręczy. Bo to jest właśnie zadaniem proroków: wyjaśniać im, jaki jest sens cierpień, jak można wyjść z przepaści, rozumiejąc, czym jest prawda i na czym polega prawdziwa wolność: że jest ona jedynie w Duchu Świętym, zesłanym przez Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego z krzyża.

Kiedy więc brak proroków, rodzi się jakby pewien rodzaj nostalgii za prawdziwymi prorokami. Za ich nauką o Bogu prawdziwym, nauką o zmartwychwstaniu, za ukazaniem zmartwychwstania, za prawdą, która wyzwala od błędu, kłamstwa – z tej najgorszej niewoli, jaką czasem ludzie znoszą. I rodzi się wtedy w takiej pustyni gotowość przyjęcia stawianych przez Boga warunków.

Na tym tle dopiero widać, z czego wyrósł polski romantyzm, na tym tle widać pełniej twórczość Norwida czy jemu podobnych głosicieli treści patriotycznych i niepodległościowych. Na tym tle lepiej widać, czym jest milczenie i głód Oświęcimia. I „czasów po Oświęcimiu”.

Ale wróćmy na koniec naszego rozważania do opowieści, jaką usłyszeliśmy dzisiaj w Ewangelii. Oto Jezus rozmnaża chleb, aby nasycić głód ludu. Wspomnę tylko: wyraźna aluzja do Eucharystii. Po to rozmnożył chleb, aby rozmnażać go już przez wszystkie wieki w inny sposób. Aby stworzyć przy ołtarzu miejsce, gdzie Bóg mówi i gdzie Bóg karmi słowem Boga i Ciałem Boga ludzi, aby wiedzieli, gdzie jest prawda. „Słuchaj, Izraelu” – przez cały Stary Testament idzie ta krótka aklamacja: Szema Israel (Pwt 5, 1; 6, 3 4; 9, 1; 20, 3), „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. (Dlatego) nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie”! (Wj 20, 2 3). A w Nowym Testamencie, którego apel nakłada się na to odwieczne wołanie, Chrystus mówi: „Słuchaj!” (Mk 12, 29; por. Mt 11, 15; 13, 9.43; Mk 7, 14). Tak jak do nas w tej chwili (po coś przyszedł do świątyni? słuchaj Jezusa Chrystusa!): Słuchaj: „To jest Ciało moje (oto słowo Boże, oto słowo Pańskie!), bierzcie i jedzcie wszyscy, to czyńcie na moją pamiątkę”.

I teraz proszę zobaczyć: kiedy ludzie spostrzegli rozmnożenie chleba – tak jak my dziś: łamiemy i rozdajemy – mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat” (J 6, 14), „wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój” (śpiew przed Ewangelią).

Każdej niedzieli Kościół od dwóch tysięcy lat – w czasie roku pracy, w czasie wakacji, w czasie klęsk i w czasie wspaniałości dziejowych – gromadzi ludzi tam, gdzie przemawia Prorok największy, Jezus Chrystus, i gdzie Słowo swoje przemienia w Chleb, którym nas karmi. Daje nam Pokarm, który nasyca głód człowieka wyrastającego na pustyni.

Dobrze, żeśmy sobie to dzisiaj przypomnieli. I innymi oczami będziemy patrzeć na zastawiony przed nami też i dzisiaj stół Chleba i stół słowa. Tak jak zresztą Psalmista nam podsunął: „Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, a Ty karmisz ich we właściwym czasie. Ty otwierasz swą rękę i karmisz do syta wszystko co żyje” (Psalm responsoryjny).

(1988)

24 lipca 2021
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

17 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO


ROK B


Pierwsze czytanie: 2 Krl 4, 42 44
Drugie czytanie: Ef 4, 1 6
Ewangelia: J 6, 1 15