Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Dla wielu okres wakacji, urlopów, który teraz przeżywamy, dzięki dystansowi, jaki tworzy się wobec codzienności i zwyczajności ujętej w schematy, jest jakby czasem rekolekcji. Słyszałem to od niejednego człowieka: jadę na odpoczynek, to będą moje poszerzone rekolekcje. Można wtedy głębiej wniknąć w sens życia, bo głos, który idzie od oglądanych  w nocy szlaków Drogi Mlecznej a w dzień od bezkresu morza czy majestatu gór, czy od kultur innych narodów a tym samym od minionych epok, jest bardziej ostry, natarczywy.

Może zaczynamy wtedy patrzeć inaczej na wszystko, co nasze, a może w ogóle na wszystko. Bo rekolekcje są czasem nawrócenia. Przewartościowują wartości, zmieniają oceny, a tym samym wielu z nas wchodzi głębiej w duchowy dramat Koheleta: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami, wszystko marność. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność               i wielkie zło” (Koh, 1, 2; 2, 21).

Dramat Koheleta dotyczy jednego z trzech wątków ludzkiej tajemnicy nieprawości. Ale         i ludzkiej wolności. Jest w człowieku, jak Bóg nam przypomniał (1 J 2, 16), pożądliwość oczu, chciwość i wszelka żądza, jest pożądliwość ciała, nieczystość, lubieżność, rozpusta; jest też i pycha – owo, w sumie, pragnienie posiadania zawsze więcej, bez przejmowania się często innymi, a nawet ich kosztem, tak w porządku indywidualnym, jak i społecznym. I taka postawa jest zaburzeniem, chorobą chcenia. To nie jest prawda człowieka. Jest chceniem egoistycznym i egocentrycznym. Poza tym, że rani bliźniego, obraża Boga przymierza. Więcej, często staje się bałwochwalstwem. Są ludzie, którzy budują sobie bałwanów chciwości, nieczystości i pychy (1 J 2, 16) i wszystko im dają, sprzedają swoją duszę                  i wszystko swoje.

Chrystus w Kazaniu na Górze wskazał na postawę, którą winni legitymować się Jego uczniowie: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (śpiew przed Ewangelią). Przypowieści dzisiaj czytanej nie opowiada wprawdzie smętnym tonem Koheleta, który mówi o swoim dramacie, ale obraz, jaki tam rysuje, jest chyba o wiele bardziej dramatyczny: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole.                  I rozważał sam w sobie: «Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić swoich zbiorów». I rzekł: «Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę wszystko zboże    i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj». Lecz Bóg rzekł do niego: «Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?» (Łk 12, 1620).

Człowiekowi chciwemu, idącemu za swoją pożądliwością, ubogiemu przed Bogiem, Chrystus przeciwstawia człowieka ubogiego w duchu, człowieka bogatego przed Bogiem. Znany w dziejach ludzkich podział na bogatych i biednych – a dziś możemy dodać: na społeczeństwa bogate i biedne – zaczyna mieć od przyjścia na świat Chrystusa całkiem nowe znaczenie i nową, niezwykłą interpretację. Nie wynika ona, dodajmy, z samej tylko nauki-doktryny Chrystusa, nie jest przeto jedną z ideologii, których tyle zajmuje się tym ważnym problemem ludzkiego życia, ale jest on ukazany na  przykładzie  życia Jezusa Chrystusa.

Bóg Człowiek, Jezus Chrystus, żył na tej ziemi, cierpiał jak każdy człowiek, i więcej: umarł,   i wreszcie – zmartwychwstał. I jest, jako Bóg Człowiek uwielbiony, obecny w sakramentach Kościoła, zwłaszcza w Eucharystii, i jako Bóg Człowiek jest dla swoich uczniów zasadą całego ich życia. Żyje w nas, powiadamy. Każdy, kto dziś przyjmie Ciało Pańskie i wyjdzie      z kościoła, może powiedzieć: we mnie żyje Bóg.

Chrześcijanin to człowiek, w którym żyje Chrystus.

Do tego nawiązuje właśnie Paweł w swoim komentarzu do przypowieści Chrystusowej: „Jeśliście (więc) razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale” (Kol 3, 14).

Tak więc życie Chrystusa w nas jest normą, według której rozwiązuje się dramat Koheleta: dążenie do tego, co w górze, a nie pożądanie tego, co na ziemi. Kategoryczne wymagania: „Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem” (Kol 3, 5), są wyraźne. Ale trzeba dobrze zrozumieć tę postawę nie dopuszczającą kompromisu: „dążenie do tego, co w górze, a nie do tego, co na ziemi”. Ten nakaz Chrystusa, wyrażony tutaj przez Pawła, nie pozwala na zwierzęcość, do której człowiek jest zdolny, ale też nie zachęca do angelizmu oderwanego od ziemi. Ukazuje  nowość,  domaga się  inności  wewnętrznej, która jest życiem Chrystusa przenikającym nas od środka. „Nie okłamujcie się nawzajem – kończy Paweł – boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, Scyty, niewolnika (czy) wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus” (Kol 3, 911).

Na pozór – i temu pozorowi ulegają ci wszyscy, którzy mimo przynależności do chrześcijaństwa preferują drogę chciwości, złej żądzy, rozpusty, nieczystości i pychy – na pozór propozycje Chrystusa są nie do przyjęcia, nieludzkie, nieziemskie. Ale tylko na pozór. Jeśli uważnie i oczywiście w duchu Chrystusa spojrzymy na wielkie misterium, jakim jest człowiek i jego niepokój, trwający tak długo, „dopóki serce nie spocznie w Bogu”, to widzimy, że faktycznie trzeba rozróżnić w życiu ludzkim między tym, co konieczne dla człowieka, a tym, co ważne i co najważniejsze.

Rzeczą konieczną jest, by człowiek jadł, ponieważ kiedy nie jest właściwie odżywiony, „przestaje być człowiekiem” i nie stawia problemów, może nawet nie dojrzy dramatu Koheleta. Ale miłość, sens życia i pragnienie Boga są ważniejsze niż chleb. Czym jest społeczeństwo, jeśli jego zainteresowania koncentrują się tylko dokoła kuchni czy igrzysk? Nie jest ważne, paradoksalnie mówiąc,  czy  człowiek jest szczęśliwy, opływa w dobra materialne i doświadcza powodzenia. Ale ważne jest,  jaki  człowiek jest szczęśliwy,  jaki  człowiek opływa we wszystko,  jaki  człowiek ma władzę. Ważne jest,  kto  ma,  jak ważne jest też,  kto  nie ma. Jeśli budujesz dom, a schody prowadzą na górę, co będzie na górze? Świątynia czy dom gry? Ogrzewalnia dla ubogich czy dom rozpusty? Człowiek żyjący na tej ziemi potrzebuje mieszkań (dobrze wiemy w naszej Ojczyźnie, czym jest problem mieszkaniowy), bo człowiek potrzebuje, jak ziarno rzucone w glebę, zagrzebać się „na swoim”. Ale kiedy przychodzi czas żniw i pole dobrze obrodzi, trzeba wiedzieć, co się ma zrobić z ziarnem. Jeśli się burzy spichlerze, aby gromadzić bez końca, jeśli się zacznie odpoczywać, jeść, pić i używać – przyjdzie anioł śmierci i powie: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie”.

Dlatego Chrystus przypomina i tym, i tym – i tym, którzy mają, i tym, którzy nie mają, wszystkim: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (śpiew przed Ewangelią). Broń się, abyś nie był niewolnikiem pożądliwości. Wszystko, co tworzysz, ma być tylko  etapem,  oknem otwartym na  coś innego.  Jeśli zatrzymasz budulec na własny piedestał – zginiesz, jak tylu przed tobą. Wszystko, co tworzysz, ma być schodami prowadzącymi do Chrystusa. A On powie, co ma być dalej. I On poprowadzi dalej i da więcej.

A więc, Kohelecie, pamiętaj, że wszystko, co jest w Chrystusie, nie jest marnością. Ale           w Chrystusie!

(1983)

 

30 lipca 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

18 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C

Pierwsze czytanie: Koh 1, 2; 2, 21-23
Drugie czytanie: Kol 3, 15.9-11
Ewangelia:  Łk 12, 13-21