Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Uczestnictwo we Mszy świętej w sierpniową, wakacyjną niedzielę, tak jak dzisiaj, ma swoisty wymiar. Prawdą bowiem jest, że istnieje wzajemne oddziaływanie, interakcja między tym, co się tu dzieje, co się czyni, sprawując Eucharystię, a tym, kto i w jaki sposób w niej uczestniczy. Właśnie na tym także polega uczestnictwo. Można się patrzeć, można być, można przez znak próbować wejść w misterium, w rzeczywistość ukrytą – najważniejszą, bo to co ważne widać, a najważniejszego nie widać. Na początku Mszy powiedziałem: prośmy o przebaczenie, byśmy mogli uczestniczyć w krzyżowej Ofierze Chrystusa, uobecnionej tu i teraz sakramentalnie. To znaczy: tu jest Krzyż, Golgota i Zmartwychwstały. Jeśli On jest, a nas nie ma, czy jesteśmy tylko zewnętrznie i nie ma tej interakcji między Nim a nami, to tracimy – Skarb wypada nam z rąk. Cóż z tego, że jest?

Niebawem nowy rok nauczania, nowy etap pracy uwrażliwi nas inaczej na niedzielne spotkania z Chrystusem. Teraz jest czas odpoczynku, mamy lepszy dystans, czas na refleksję. Wielu z nas czyta zaległą lekturę religijną, przeżywa swój urlop-wakacje jak poszerzone rekolekcje. Dominującym tematem przedstawionym dzisiaj w liturgii słowa jest Eucharystia. Zresztą wątek ten ciągnie się przez kilka niedziel. Biwakującym na urlopach Kościół mówi o Pokarmie nieśmiertelności, o życiu Boga dawanym ludziom w sposób niezwykle prosty i łatwy do przyjęcia. A iluż ludzi uznających się za chrześcijan tego nie pojmuje. I jeszcze nie zadali sobie trudu, by to zrozumieć czy nie zadali sobie pytania, dlaczego nie przyjmują w Komunii życia Boga, tłumacząc się łatwymi wymówkami i, jak to dzisiaj w Ewangelii słyszeliśmy, „szemrząc przeciwko Jezusowi” (por. J 6, 41a).

Kiedy Chrystus powiedział, mówiąc o Eucharystii: „Jam jest chleb, który z nieba zstąpił” (J 6, 41b) – dzisiaj w osobie Chrystusa powie te słowa kapłan, wskazując na Boże Ciało – mówili: „Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę znamy? Jakżeż może On teraz mówić: «Z nieba zstąpiłem»?” (J 6, 42). Niejeden z obecnych zada sobie pytanie: czy ja naprawdę w to wierzę? Inny powie wykrętnie, jak tamci: jakżeż może On mówić...

Problem Bóstwa Chrystusa – problem numer jeden ludzkiego życia, całej ludzkości i naszego życia! – łączy się ściśle z Eucharystią. Jeśli Bóg jest Bogiem wszechmogącym, objawiającym się w Chrystusie, i jest obecny w Eucharystii, to jest sprawą życia i śmierci spotkanie Chrystusa w Eucharystii i wejście w interakcję z Umierającym na krzyżu i Zmartwychwstającym. I zajęcie stanowiska. Różni stali pod krzyżem: od tych, którzy Go krzyżowali i jeszcze nie zdążyli uciec, po tych, którzy wołali: „Prawdziwie ten jest Synem Bożym!” (por. Mk 15, 39).

Ale naszą refleksję dzisiejszą poprowadzimy w określonym kierunku, bo wyznaczają nam ten kierunek dzisiejsze teksty, nie tylko Ewangelia, która mówi o Eucharystii jako Pokarmie wieczności. Kiedy tak to słyszymy, to sobie tę wieczność odkładamy gdzieś poza granice progu śmierci, która jest nie wiadomo gdzie dla każdego z nas. I wtedy sprawa Eucharystii relatywizuje się i spłaszcza, nie jest taka szokująca. Ale pójdźmy w kierunku pierwszego czytania. Oto starotestamentalny historyk, autor Księgi Królewskiej, przytacza nam opis cudownego pokarmu (jeszcze nie ma Eucharystii, jeszcze nie ma Chrystusa, są prorocy), który przywraca siły prorokowi Eliaszowi. Umęczony życiem – jaki to krótki idiom, którym można wyrazić i to, co było parę tysięcy lat temu, i co jest dziś – padł pod drzewem i już nie chce dalej iść. Ale jawi się przed nim wysłannik Boży: „Wstań i jedz, bo przed tobą długa droga” (1 Krl 19, 7).

Wstał (interakcja: zajął stanowisko), „zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do Bożej góry Horeb” (1 Krl 19, 8). Wszedł na szczyty zarysowane, przedstawione człowiekowi. Szczyt jest symbolem pułapu, do którego musi człowiek dojść, żeby spotkać Boga żywego. Kto nie idzie na szczyty... Stąd alpinistyka tak porywa młodych ludzi, którzy często nie wiedzą, co ich porywa. To jest naturalny krzyk do Boga o zbliżenie się do Niego. A iść na szczyt mocą pokarmu to proroctwo zapowiadające cud Eucharystii.

Jezus, mówiąc o cudownym Pokarmie, jakim jest Jego Ciało, nie tylko zapewnia o skutkach ostatecznych, o życiu wiecznym dawanym w sakramencie Ciała i Krwi, ale wyraźnie oznajmia i zapowiada – proszę przeczytać kiedyś Nowy Testament w tej optyce eucharystycznej – że na każdego człowieka, który posila się Jego Ciałem, oddziaływa jakaś potężna «siła napędowa». Przypomnijmy: Sobór Watykański II zwrócił uwagę na dynamiczny aspekt Eucharystii jako Pamiątki Pana1. Odprawiamy ją co niedziela, żeby spotkać się z tą «napędową siłą» zmartwychwstałego Boga-Człowieka, który wstał z krzyża. Jakaż to moc musi być, która rozwala kamienie grobu i zwycięża śmierć!

Ona jest ukryta w Eucharystii. Skoro więc człowiek otworzy się na przyjęcie tego dynamizmu, on jest w człowieku. Stąd promieniowanie Boga mieszkającego w człowieku chrześcijanie zwykli nazywać świętością. Człowiek święty to ten, który objawia moc zmartwychwstałego Chrystusa w swoim życiu, promieniuje obecnością Chrystusa, posiada mentalność Chrystusa.

I to bym chciał jeszcze w kilku zdaniach wam dzisiaj przybliżyć. Zwłaszcza, że zachęca nas do tego obok Kronikarza starotestamentalnego św. Paweł. Wysłuchaliśmy pewnie z uwagą tych kilku zdań. Otóż pisze tak: „Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani” (Ef 4, 30). Aluzja do chrztu, do bierzmowania. I zaraz: „Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i w dani Bogu” (Ef 5, 2).

I praktyczna konkluzja? „Niech (więc) zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 32).

Otóż moi drodzy, z tego tekstu wynika, że Eucharystia nie tylko tworzy naszą relację do Boga – wertykalną relację: Bóg i ja, ja i Bóg – ale ustala relację do człowieka. Do drugiego człowieka, do wspólnoty. Do wspólnoty małżeńskiej, rodzinnej, kościelnej (Kościół to wspólnota), do wspólnoty narodowej, do wspólnoty międzynarodowej. Ponieważ, wprawdzie Stary Testament mówił o dwóch przykazaniach miłości: „Będziesz miłował Boga i bliźniego”, Chrystus spiął te dwa przykazania w jedno nowe przykazanie: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34). Miejcie miłość. Miejcie Mnie! Bo „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8). A jeśli jest miłość, to idzie ona do góry, ku Bogu, i horyzontalnie, ku człowiekowi. Po prostu: jeśli się ma miłość, to się miłuje i kierunek jest wtedy obojętny, jest jedna miłość. Tylko ją trzeba mieć. Ludzka idzie tędy i sugerują nam, by szła tylko tędy: by ograniczała się do warstwy uczuciowej i biologicznej. Chrześcijanie wiedzą, że miłość z Boga idzie ku nam i w Chrystusie ku człowiekowi.

Oto dotykamy sprawy niezwykle ważnej. Proszę na chwilę jeszcze sięgnąć do pierwocin chrześcijaństwa, rzucić okiem na starożytny Rzym, dokąd z Jerozolimy przyszli Piotr i Paweł, popatrzeć na szaleństwo bogów i ludzi, jak to nam przypomniał Krasiński2. Jak się to stało, że chrześcijaństwo tak szybko zdobyło Rzym? Rzym cezarów, Rzym rozpusty, pychy i nienawiści? Wiara chrześcijan była dla starożytnych wydarzeniem szokującym. I czym tak niesłychanie szokowała? Chrześcijaństwo wystąpiło do frontalnej konfrontacji z rozprzężeniem moralnym antycznego świata.

Ale objawiło – co? Czym zdobyło ten Rzym? Nie ulega wątpliwości, że nie mówieniem tylko o jakiejś tajemniczej postaci Jezusa z Nazaretu, o nowym Bogu. W Panteonie mieli Rzymianie ustawionych na półkach wszystkich bogów z podbitych krajów i pozwalali na cześć wszystkich bogów, jacy byli. Chrześcijaństwo podbiło świat życiem chrześcijan, objawiło nowy sposób życia, postępowania, całkowicie różny od tego, który tam panował, jako owoc jakiejś tajemniczej więzi człowieka z Bogiem! Właśnie taka była metoda rozprzestrzeniania chrześci­jaństwa.

A my tak dzisiaj lubimy lać wodę na miecz i zacierać granice. Który młody człowiek ma dziś odwagę powiedzieć: jestem chrześcijaninem, a więc muszę być inny i chcę być inny! Nowość życia Chrystusa jest całkiem różna od nowości pogańskiej, inspirowanej często przez szatana i jego sprawy. A jeśli nawet sposób życia pogan jest uczciwy, bo (jak to mówimy dzisiaj z predylekcją) według wzorców humanistycznych, to jeszcze nie ma tego kształtu, który ma heroizm ukazany w stygmatach Jezusa Chrystusa, w Jego ukrzyżowanej miłości. (Nie mówię już o pseudohumanistycznej ideologii, preferującej taki rodzaj subiektywnej wolności, która godzi nawet w prawa natury).

Otóż proszę zapamiętać, że skoro tylko Apostołowie stanęli w Rzymie, zaczęli głosić „Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2, 2), i zmartwychwstanie z krzyża Jezusa z Nazaretu – czyli «kerygmat» o śmierci i zmartwychwstaniu Boga-Człowieka, ale równocześnie nauczali, jak żyć, wierząc w Boga i miłując Boga, i to była katecheza, «didache». Kerygmat mówił, co Bóg zdziałał dla człowieka: dał Syna, który ukrzyżowany zmartwychwstał i miłość swoją zostawił w Eucharystii. A didache, katecheza określała, czego Bóg oczekuje od człowieka, co jest potrzebne do zbawienia, co trzeba czynić, aby żyć tak, jak chce Chrystus. Kerygmat mówił o fakcie, katecheza co z tego faktu wynika. Mówili Apostołowie o Mszy świętej – i co z tego wynika, że jesteśmy na Mszy, co znaczy uczestniczenie.

Tak więc uświadamiano sobie, że być chrześcijaninem to nie tylko wierzyć w rzecz niesłychaną, tajemniczą i szokującą, w Boga Człowieka, który przyszedł na świat, żył, umarł, zmartwychwstał i pozostał z nami w Hostii aż do skończenia świata – ale także przyjąć nowy sposób życia! Kto wierzy w Chrystusa, wyraża zgodę na życie według tego nowego sposobu, który zaprogramował Jezus Chrystus. Kerygmat domaga się nawrócenia! Ileż to razy słyszymy, i w Wielkim Poście, i na rekolekcjach, i każdej niedzieli: nie możecie żyć w grzechach, nawracajcie się, „jedzcie i pijcie”, pożywajcie Ciało Chrystusowe, Jego miłość. Wtedy będziecie prawdziwymi uczniami Chrystusa.

Przykazanie Pana „miłujcie się wzajemnie” musi wyrazić się w konkretach codzienności. A nie można ich realizować bez odniesienia do ludzi, do wspólnoty, do Kościoła, do każdego człowieka. Właśnie! Nie ma prawdziwej wiary, jeśli nie wcieli się ona w życie przez miłość. Rozumiemy teraz, dlaczego prawo miłości urosło do rangi kryterium poprawności moralnej uczniów Chrystusa. „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi – mówił – jeśli miłość mieć będziecie...” (por. J 13, 35). Drugi człowiek! Zrozumieć go. Oswajać się z nim, zaprzyjaźniać się z nim! Miłować go! Kto to potrafi?

Wróćmy do św. Pawła – relacja do człowieka: „Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie – wraz z wszelką złością” (Ef 4, 31). Nie chcę robić tutaj jakiejś inwentaryzacji tej biedy ludzkiej, która wciąż nas przygniata, tych dramatów ludzkich, które prowokują do owej wrzaskliwości i do tej złości, żeby odpłacać oko za oko, ząb za ząb. Ale kto potrafi mieć dystans i być naśladowcą Chrystusa (naśladowcą Boga!) i postępować drogą miłości? Kto? Ten, kto ma w sobie ów Dar, który Bóg przez Chrystusa kładzie nam na ołtarzu w formie Posiłku i mówi: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”.

To jest miłość. Zanieś ją w konkrety twojego życia. Zanieś ją w relacje małżeńskie, rodzinne, zawodowe, narodowe, międzynarodowe. Oto zadanie do domu. Oto konkrety. Oto jak należy okazywać miłość, siłę miłości: z łagodnością i dobrocią. „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni” (Ef 4, 32).

Oczywiście, nie da się powiedzieć wszystkiego. To są myśli szarpane, skróty. Abstrahuję na przykład od gwałtowności ludzi łagodnych (ale to też problem), przytłoczonych wypadkami, doprowadzonych do rozpaczy oporem, jaki stawia rzeczywistość. Tu czasem gniew jest wyrazem miłości. Ileż by można mówić o wydarzeniach historycznych – choćby o gniewie ludu i zrywie powstańczym w Sierpniu. Ale to są już problemy wynikające z tego fundamentalnego. A to, co mamy zapamiętać na ten tydzień i następne: zapamiętajmy, że oto Chrystus gorąco pragnie, aby Jego miłość, aby Jego dobroć, aby Jego czułość przepełniała ludzkie serca. A ponieważ oni, my, każdy z nas, często niezdolni jesteśmy do zdobycia tej miłości i jej wyrażenia, pamiętajmy, że On sam nam ją daje! Ta miłość Jego, jeśli chcemy, może być naszą własnością.

Oto jeszcze jeden aspekt Eucharystii, bardzo ważny.

Dopełnijmy tego obrazu, który już mamy o Eucharystii, i próbujmy tak uczestniczyć w tym niedzielnym zgromadzeniu. I przekształcać nasze życie według tej zasady, którą nam dzisiaj święty Paweł ujął w proste słowa: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 32).

(1988)

 

1  Tytuł Dynamiczna „Pamiątka” Pana. Eucharystyczna anamneza Misterium Paschalnego i jego egzystencjalna dynamika dałem monografii poświęconej misterium Eucharystii (Kraków 1980, ss. 372). Teksty soborowej Konstytucji o liturgii świętej poruszają ten dynamiczny aspekt eucharystycznej liturgii zwłaszcza w numerze 7, a także w numerach 14, 43, 47, 48 i 52.

2  Zygmunt Krasiński, Irydion, Wstęp.

07 sierpnia 2021
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

19 NIEDZIELA OKRESU ZWYKŁEGO


ROK B

Pierwsze czytanie: 1 Krl 19, 4 8
Drugie czytanie: Ef 4, 30 – 5, 2
Ewangelia: J 6, 41 51