Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Obok własnych, prywatnych spraw, które tworzą opowieść każdego ludzkiego życia, dominują nad naszymi dniami i codziennością sprawy polityczne, ekonomiczno-gospodarcze i chyba już – ponieważ nowy rok szkolny na horyzoncie – wychowawcze. Dziwny czas. Szybko dokonujące się zmiany tworzą napięcia, absorbują, budzą niepokój, obawę, trwogę i w całej ostrości pobudzają do pytania: jak żyć? Zresztą to pytanie zadajemy sobie, czy jest tak, czy inaczej.

Człowiek, który nie wie, jak żyć, jest nieszczęśliwy, dąży donikąd. Nie zna sensu własnego istnienia i tworzy wtedy styl życia... no właśnie, wtedy tworzy styl życia nie-ludzki, nie-prawdziwy.

Ale od tych lęków i trwóg nie są wolni i chrześcijanie, a więc my, bo to, co przeżywa świat, dotyczy wszystkich ludzi; my, którzy jednak obok trwogi, niepokoju mamy również i nadzieję – termin, który ostatnio zrobił ogromną karierę. Każdy nawołuje do nadziei, począwszy od filozofów, poprzez polityków, ekonomistów, aż do Kościoła, który nieustannie od przyjścia Chrystusa przez dwa tysiące lat mówi, że chrześcijaninem jest ten, kto ma wiarę, kto ma nadzieję i kto ma miłość. Te trzy dają człowiekowi poznanie Chrystusa i udział w już dokonanym przez Niego zwycięstwie – „zwycięzca śmierci, piekła i szatana” – a więc mogą w Chrystusie odkryć sens i drogę.

Ale jeśli gnębi nas angor, trwoga, niepokój jako część naszego uczestnictwa we wspólnocie ludzkiej, to też pada pytanie, jaka jest ta nadzieja, spes, jaka jest ta wiara, jaka jest ta miłość. Po prostu, weryfikują one autentyzm naszego chrześcijaństwa, bo wielu z nas się przyznaje, zwłaszcza tu, w nadbrzeżach Wisły, do chrześcijaństwa, ale wielu bierze pewne potrzebne im do różnych celów elementy chrześcijaństwa, nie żyjąc wcale jego prawdą, jego głębią. Życie weryfikuje, jaka jest nasza prawda. Są tacy nawet, którzy manipulują chrześcijaństwem, bo jest im potrzebne.

Ale nie tędy prowadźmy naszą refleksję. Oto przyszliśmy tutaj i stoimy wobec Chrystusa .   I właśnie dzisiaj usłyszeliśmy te tak wspaniałe i mocne słowa (może taka marginalna „nota własna”: to, co dzisiaj czytamy w Ewangelii, słyszałem z ust Kardynała Wyszyńskiego dwie godziny przed jego aresztowaniem, czytał właśnie ten wyjątek Ewangelii, po dziś dzień pamiętam, bo miałem przywilej uczestniczyć w tej Mszy w kościele św. Anny w Warszawie): „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci; aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12, 3238).

Gdybyśmy byli proszeni o powtórzenie tego tekstu w jakimś lapidarnym skrócie, to byśmy powiedzieli: skarb – serce. Tam gdzie jest skarb, tam dąży, dzięki poznaniu przez umysł, ludzkie serce. Wiadomo, że to jest poetycka fraza mówiąca o relacji: Bóg i my, Bóg i ja. Ale kiedy mówimy: Bóg, może sobie nie zdajemy sprawy, albo i zdajemy sobie dobrze sprawę, że Bóg to jest Trójca. A skoro Trójca, to Bóg jest Miłość, a skoro Miłość, to jakże głębokiego sensu nabierają słowa, że Pan, gdy przyjdzie i znajdzie „czuwających” – drugie kluczowe słowo w tym tekście: „czuwać” – zaprosi ich do wspólnej uczty (wyraźna aluzja do Eucharystii), ale dojście do stołu, aby zasiąść do biesiady z Panem, domaga się wiary, nadziei i miłości. I tu się właśnie rodzi nasz angor, nasz lęk, nasz strach, nasza trwoga, jeśli tego nie rozumiemy. Jeśli tworzymy własne życie, niby chrześcijańskie, pozornie katolickie, ale gdzieś na opłotkach, oddaleni od  tego  centrum: „Kto pożywa Ciało moje i pije Krew moją, choćby i umarł, żyć będzie” (por. J 6, 54; 11, 25). Wierzysz w to? Jeśli w to wierzysz, to czego jeszcze nie wiesz?

Bóg nasz, choć jest Jeden, jest w Trójcy. A skoro jest Trójca, to jest Miłość. „Bóg jest Miłością” (1 J 4, 8). A skoro Go tu spotykasz, to się dobrze zastanów, w jakiej relacji jest to spotkanie do całego twego życia. Czy to jest twój skarb? I czy tu jest twoje serce? Czy swoje serce lokujesz byle gdzie? Mówił wielki Augustyn: „Trójcę wszechmocną któż pojąć zdoła? (wszechmocną! za chwilę powiemy: wierzę w Boga wszechmogącego). Każdy o Niej mówi, ale czy naprawdę o Niej? Niewiele jest takich dusz, które mówiąc o Niej wiedzą, co mówią”.

Tak wyznawał swoją wiarę w Boga Jedynego w Trójcy. I wyznawał, że Ten Bóg, który jest wieczny, czyli stały, czyli niezmienny, nunc stans, Ten „który  jest”  (Wj 3, 14), ten który  wie,  i Ten który  chce  – z istnienia się rodzi poznanie i wola; tak jak u człowieka, który jest stworzony „na obraz i podobieństwo Boga” (por. Rdz 1, 26), i w tym jest to podobieństwo, że  jesteśmy,  że  wiemy  i że  chcemy  tego, co wiemy – Bóg który niezmiennie istnieje, Bóg który niezmiennie wie, i Bóg który niezmiennie chce, który stale jest dla nas wraz ze swoją wszechmocą i swoją miłością, domaga się naszej odpowiedzi. Chce, aby o Nim pamiętać. Chce, aby Go poznawać. Chce, aby Go miłować. Taka ma być nasza odpowiedź!

Stąd Kościół, Matka nasza, każe nam czynić każdego dnia znak krzyża; znak krzyża, który jest znakiem rozumnym, znakiem pamięci, ale też jest znakiem wiary i znakiem naszej nadziei i miłości. Jeśli jest znakiem czynionym bezdusznie, to staje się jednym z wielu nieużytecznych znaków, z których nic nie wynika. Zwłaszcza jeśli czynimy go pośpiesznie, niedbale, nieczytelnie. Wielu ludzi ulegających herezjom czy sektom w swoim często zapale szukania prawdy, spotykając się z niewiarą chrześcijan, odchodzi – choć też nie mają prawdy, a sama gorliwość nie wystarczy. Ale to oni powiedzieli o księżach, widząc ich pośpiech i rutynę, że Mszę odprawiają tak jak magię. „Hokus pokus” to jest ironiczny               i szyderczy skrót słów konsekracji: Hoc est enim Corpus meum. Ale zostańmy przy tym zbliżeniu.

W symbolicznym znaku krzyża, który czynimy, wyraża się to wszystko, o czym tu mówię,      a co dzisiaj, przez dzisiejszą Ewangelię zostało ujęte w inny symbol, dla wielu bardziej jeszcze zrozumiały niż znak krzyża: „Czuwajcie i bądźcie gotowi” (śpiew przed Ewangelią     i Łk 12, 40). Ale to czuwanie i wezwanie do czujności ma w ustach Chrystusa całkiem inne znaczenie niż znaczenie, powiedzmy, świeckie, jakiekolwiek. Każdy człowiek, kiedy wsiada do samolotu, to sobie uświadamia: uważaj, bo za chwilę może być kres twojego życia. Nie    o to czuwanie chodzi. Choć to czuwanie ze względu na groźbę śmierci, która wisi nad każdym, też daje dużo mądrości. Memento mori, mówią mnisi na Bielanach: pamiętaj, że umrzesz. I to przynajmniej człowieka myślącego broni przed głupotą grzechu. Ale powtórzmy, to „czuwajcie” jest innym sformułowaniem fundamentalnego prawa wiary         w Boga: wiara czuwa; fundamentalnego prawa nadziei: ufność czuwa; i fundamentalnego prawa miłości Boga: miłość czuwa. Czuwa wobec skarbu.

Proszę zauważyć, że przykazanie miłości jest sformułowane w Biblii i powtórzone przez Chrystusa właśnie słowami bardzo podobnymi: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem” (Mt 22, 37), ponieważ największy twój skarb, który domaga się całego twojego serca, jest w Bogu. „Szukajcie wpierw królestwa Bożego i sprawiedliwości jego,       a wszystko inne będzie wam przydane” (por. Mt 6, 33). Warto sobie te skojarzenia wprowadzić w indeks swojej pamięci.

Ale w dzisiejszej perykopie ewangelicznej – ukazującej związek między czuwaniem a stołem zastawionym przez Pana, który, jeśli zostanie napotkany albo sam stanie w poprzek naszej drogi, zaprosi do stołu – warto przede wszystkim dostrzec wyraźną aluzję do wieczerzy będącej czymś w rodzaju greckiego sympozjonu, ucztą przyjaźni, czy dla chrześcijan czymś jeszcze bardziej jednoznacznym: Ucztą Wieczernika, gdzie wszyscy czujnie wsłuchują się w słowo Pana i chcieliby podejść do Niego jak najbliżej. Ponieważ wiedzą, że z bliskości Pana jest owa szkoła, w której nasza wiara staje się czujna. Właśnie tak czujna, że potrafimy, będąc blisko Obecnego, również dzięki tej bliskości zdobyć mądrość dla interpretacji świata.

Zawsze mam niedosyt, kiedy posługuję się takim skrótem: „dla interpretacji świata”, lecz dla mnie takie jedno ogólne sformułowanie ujmuje wszystkie szczegóły codzienności                     i konkrety życia, z którymi właśnie się paramy, czy to w wymiarze politycznym, czy ekonomicznym, czy wychowawczym, czy jakimkolwiek. Ale wróćmy jeszcze na moment do naszego wątku.

Bliskość Chrystusa w Eucharystii, nasza bliskość przy Nim i Jego przy nas, uczestnictwo nasze w liturgii – to do czego nas zobowiązuje Kościół przykazaniem, po to, byśmy to za chwilę zrozumieli jako dany nam przywilej – jest niezwykłą szkołą. Liturgia i uczestnictwo  w liturgii jest dla wiary tym, jak ktoś pięknie powiedział, czym czułość dla miłości. Niezwykła analogia! Wiemy, czym jest miłość bez czułości. „Jest miłością bez miłości”, jak mówi poeta. Ale tak też jest i z religią. Są ludzie religijni, którzy nie są wykształceni w bliskości Chrystusa. Nie są wykształceni przez Jego obecność. Nie są wykształceni, tym samym, przez głębię Jego słowa, które szepcze człowiekowi do uszu i kształci jego serce.     I daje mu tę głęboką wrażliwość i tę delikatność chrześcijańską, jaką jest to, co określamy przez dzisiejsze słowo zasugerowane nam przez Chrystusa: „Czuwajcie!”

Ileż by tu można było dawać bardzo konkretnych już wskazań, jak to w praktyce wygląda. Dopiero taka czujność jest czujnością, której dzisiaj domaga się Chrystus.

Taka czujność wyraża naszą autentyczną wiarę, wyraża naszą autentyczną chrześcijańską egzystencję, bo chrześcijanin – powtórzę – wierzy w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. A to, że my spotykamy Chrystusa i Jego wielkanocne z krzyża zmartwychwstanie, i że mamy szansę udziału w tym misterium, dokonuje się dzięki impulsowi Ducha Świętego, który nas tu zgromadził (a więc jest Duch Święty i jest Chrystus), a spożywając Eucharystię, dzięki czynimy Ojcu (a więc jest Ojciec) z pozycji Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Wtedy znak krzyża, najświętszy znak chrześcijan, nie jest pustym gestem, jest wyznaniem wiary czujnej. I te chwile spędzone przy ołtarzu w niedzielę, przez niektórych codziennie, nie są stratą czasu.

Ten schemat, który tutaj wspólnie przeżywamy – Duch nas gromadzi, abyśmy spotkali Syna Bożego wraz z Jego męką i zmartwychwstaniem, by iść ku Ojcu – „wychodzi z nami” ze świątyni jako twórczy schemat naszych chrześcijańskich działań i czynów. Staje się zaczynem naszego delikatnego, czujnego chrześcijańskiego sumienia, które potrafi rozróżniać dobro od zła, prawdę od fałszu w labiryncie, powiem mocniej: w dżungli dzisiejszego świata – i jakiegokolwiek świata, bo dzisiejszy jest taki sam, jaki był tysiąc lat temu i trzy tysiące lat temu, bo zło jest zawsze takie samo, choć dziś może bardziej zmasowane i wyrafinowane.

Chrześcijanin potrafi wiedzieć, gdzie jest prawda. Ma mądrość, ma miłość. Bóg w nim działa. I tego Boga może objawić. Objawić według sposobu, jakiego się nauczył przy stole przyjaźni, przy którym trzeba być czujnym. Jak bardzo grzeszą ci chrześcijanie, którzy lekceważą niedzielną Mszę, którzy spóźniają się na niedzielną Mszę, którzy stoją na opłotkach niedzielnej Mszy, którzy swoim dzieciom ułatwiają Pierwszą Komunię, a nie wprowadzają ich dalej w częstą Komunię, w pełne uczestnictwo w Eucharystii. „Nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Są okaleczeni na duchu. I później się dziwią, kiedy chrześcijaństwo   w tym regionie, na tym terenie rozlatuje się jak domek z kart, bo nie było w nim ujęcia samej istoty rzeczy.

Czuwajcie! A kiedy Pan przyjdzie i „zastanie was czuwających, przepasze się i każe wam zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie wam usługiwał” (por. Łk 12, 37).

Jak wyjdziemy z tej świątyni, zastanówmy się, co to znaczy, że Chrystus nam usługuje. Nogi myje (nie chcesz iść do konfesjonału, nie chcesz, żeby ci Pan nogi umył?), nogi myje i sadza przy sobie, a czasem pozwoli tak blisko przyjść jak Ewangeliście Janowi, aby szepnąć mu do ucha tajemnice, o których ci, którzy nie wiedzą, co czynią, pojęcia nie mają.

„Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem” (Psalm responsoryjny). „Szczęśliwy naród wybrany przez Pana” (refren Psalmu). Ale w tym rozumieniu. Nie tak po wierzchu: zagrać na trąbce, sztandar postawić, krzyżyk powiesić i mówić: jestem wierzący. To bardzo mało.

(1989)

06 sierpnia 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

19 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C

Pierwsze czytanie: Mdr 18, 6-9
Drugie czytanie: Hbr 11, 12.8-19
Ewangelia:  Łk 12, 32-48