Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Pomimo że otaczający nas świat, i jako kosmos, i jako społeczeństwo, jest pełen paradoksów i głębokich tajemnic, największą tajemnicą dla każdego człowieka jest on sam. Co my sami wiemy o sobie? Nawet po wielu latach życia jesteśmy ciągle jakby na początku drogi. Nawet my, wierzący w Jezusa Chrystusa, obdarzeni przywilejem bycia Jego uczniami, my chrześcijanie. Ilu na przykład ludzi spragnionych ciągle tego, co ich przerasta, ciągnie tłumnie do miejsc, gdzie ponoć objawiają się święte osoby, gdzie wypowiadane są proroctwa, dzieje się nadzwyczajność. Bo wciąż na nowo i przez każdego, i tyle razy, i na każdym etapie życia stawiane jest pytanie: jak żyć, co robić? Sytuacje się zmieniają – jak wejść w sytuację? Jakie zająć stanowisko? Co zatwierdzić, czemu się sprzeciwić? Wciąż są problemy otwarte i każdy z nas, pozostając sobą, nawet jeśli nie dotrze do sytuacji granicznej, musi wybierać i deklarować się za lub przeciw.

Dla chrześcijan, ludzi wierzących w Boga Trójjedynego, podstawową sprawą jest pełnienie Jego woli, Jego woli objawionej przez Chrystusa i Ducha Świętego działających w Kościele. To dzięki założonemu przez Jezusa Chrystusa Kościołowi „Bóg wzywa nas przez Ewangelię (jak nam dzisiaj przypomina tekst liturgiczny), abyśmy dostąpili chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa” (śpiew przed Ewangelią). To jest właśnie Jego wola podstawowa, jaką mamy wypełnić, to jest konkret naszego życiowego zadania, niezależnie od tego, kim jesteśmy i co w życiu robimy. Wprawdzie kiedy powiedziałem: konkret, można by rzec: Jakiż to konkret? dla nas, ludzi najczęściej żyjących w warstwie materialno-empirycznej, konkrety inaczej są określane.

W każdym razie na pytanie, jak żyć, na pytanie, którego podtekstem jest pytanie o cel życia, ostateczny, któremu są i muszą być podporządkowane wszystkie ogniwa pośrednie, odpowiedzmy sobie dzisiaj słowami – właśnie tymi, może dla nas nieznanymi, ponieważ wyraża je język biblijny, lecz ujmującymi samą istotę problemu; w opowieści o pierwszym cudzie Jezusa w Kanie Galilejskiej jest taki zapis: „Taki to początek znaków czynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2, 11). Na podsumowanie znaków, przemiany wody w wino – co było, jak już nie raz wspomnieliśmy, dalszym przygotowaniem do przemiany wina w Krew – Jan Ewangelista użył zwrotu: „objawił swoją chwałę”.

Właśnie w ten sposób można określić ten cel ludzkiego życia, a także cel przepowiadania Ewangelii, tego, co w tej chwili tutaj czynimy, sens przepowiadania i samego faktu słuchania. Po co słuchamy tego, który mówi? Po co ten, kto jest posłany, ma mówić, obwieszczać Ewangelię? Święty Paweł, wtórując jakby słowom „Chrystus objawił swoją chwałę”, dopełnia je: „abyśmy dostąpili chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa” (2 Tes 2, 14 – śpiew przed Ewangelią). Skoro zresztą tu, gdzie jesteśmy, Chrystus przemienia już wino w Krew, a nie jak w Kanie Galilejskiej wodę w wino, i objawia swoją chwałę, to może bliżej jesteśmy tego, co to znaczy: abyśmy tu zgromadzeni „dostąpili chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa”.

Czymże jest owa chwała – jeden z kluczowych terminów wypowiadanych przez nas podczas sprawowania Eucharystii? Przed chwilą nawet śpiewaliśmy: „Chwała na wysokości Bogu”, a za chwilę powtórzymy: „Święty, Święty, Święty Pan Bóg Zastępów. Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej”. Może się zastanowimy, czy to prawda, że są pełne niebiosa i ziemia, i nasze serca chwały Boga. Ale pamiętamy chyba i słowa Chrystusa skierowane do nas i wypowiedziane o nas, Jego uczniach; mówił Chrystus w Wieczerniku w przededniu śmierci: „aby widzieli chwałę moją” – jak gdyby aluzja do prośby Mojżesza na Synaju: Panie, „spraw, abym ujrzał Twoją chwałę” (Wj 33, 18) – i mówi w Wieczerniku Chrystus: „chwałę, którą Mi dałeś, Ojcze” (J 17, 24), aby i oni ją mieli, bo ją im dałem (J 17, 22). To właśnie cząstka tej chwały Chrystusa objawia się w cudzie dokonanym w Kanie Galilejskiej, w cudzie przemiany.

Otóż dotykamy tu problemu bardzo istotnego dla prawdziwego pojmowania naszej chrześcijańskiej tożsamości. Co więcej: mamy tutaj odpowiedź na pytanie, jaka jest wola Boża, a więc materiał do kształtowania naszego pojmowania tego, co jest wolą Bożą, o której wypełnienie w naszym życiu tyle razy prosimy, a bez której poznania jesteśmy rzucani na tym świecie jak zeschłe liście. Dotykamy tutaj problemu, który wiąże się z dynamicznym rozwojem roku liturgicznego.

Oto po okresie Bożego Narodzenia, do którego przygotowywaliśmy się przez wiele tygodni Adwentu, weszliśmy teraz w krótki okres liturgiczny, jednak niezwykle bogaty, mając na uwadze jego odpowiednik w życiu Chrystusa. Zanim nastąpi apogeum Jego życia: śmierć na krzyżu poprzedzona męką i wydarzenie zmartwychwstania, okres pośredni między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą zajmuje się działalnością publiczną Jezusa, Jego cudami, uzdrowieniami i nauczaniem, które jest zawsze komentarzem do Jego czynów. Oto w ten sposób w tym czasie trzyletniego „bloku” swego życia Jezus buduje zręby instytucji Kościoła. Powołuje i formuje Apostołów, ustanawia sakramenty i tworzy to, co potem jest jak gdyby pośrednim przęsłem, poprzez które działa On i Jego Duch Święty, uobecniony „po wszystkie dni aż do skończenia świata” (por. Mt 28, 20).

Jest w tym pewna analogia do Mszy świętej, która, jak ta w tej chwili odprawiana, ma dwie wyraźne części; kazanie przecina je na pół. Za chwilę będzie liturgia ofiary. Ale kto rozumie ofiarę i konieczność uczestniczenia w ofierze, którą składamy razem z Nim, przez Komunię? Tylko ten, kto rozumie to, co ją wyprzedza w pierwszej części, co do niej przygotowuje: słowo Boże. Bez liturgii słowa nie rozumiemy ofiary, ale bez złożenia ofiary i włączania siebie w ofiarę nie rozumiemy słowa.

Tak więc można powiedzieć, że ten krótki okres życia Jezusa, trzyletni, okres życia publicznego jest niesłychanie istotny dla formacji autentycznego chrześcijaństwa uczniów Chrystusa. I skoro mówimy dzisiaj: „objawił swoją chwałę” (J 2, 11), abyśmy dostąpili chwały naszego Pana“ (2 Tes 2, 14), pragniemy przypomnieć, że aby człowiek wierzący wierzył w Boga – a tym samym, aby uznał w Jezusie Chrystusie narodzonym z Marii Dziewicy Boga (co za niesłychanie skondensowane choć tak proste zdanie!), Boga bliskiego, Emmanuela (Iz 7, 14; Mt 1, 23), z którym jest możliwa «przygoda spotkania», spotkania Boga z człowiekiem, człowieka z Bogiem – by to nastąpiło, ma do wyboru dwie możliwości, dwie drogi: Boga można poznać przez to, co istnieje, przez naturę (stąd tyle fascynacji górami, pięknem przyrody, w którym jest możliwe wejście na tropy Boga), ale Boga można poznać również przez historię. Bóg jest przedmiotem historii w Jezusie Chrystusie!

Obydwie drogi są widzialne i dostępne dla człowieka. Stworzony świat i dzieje, będąc drogą, po której można dojść do Boga, są też – i to chciałbym podkreślić – symbolem. Czyli zarówno rzeczywistością możliwą do poznania naukowego, jak również symbolem do odkrywania w niej rzeczywistości duchowej. Pozostawiam na boku drogę pierwszą: pojmowanie Boga ze śladów stworzenia świata. Ale stawiam pytanie: czy w Słowie wcielonym, konkrecie historycznym, w Jezusie Chrystusie, czytelny jest dla nas Bóg? Kiedy mówię: „Jezus Chrystus” i: „wierzę w Jezusa Chrystusa”, to czy wierzę, że w Jezusie Chrystusie jest Bóg? I w tym sprzed 2000 lat i w tym w Eucharystii, teraz tutaj leżącym na tym ołtarzu.

Można próbować przykładać do osoby Jezusa z Nazaretu oko badacza naukowego i zasady hermeneutyki, lecz nie są one najważniejsze, zwłaszcza na etapie, kiedy historyczny fakt istnienia Jezusa nie budzi zastrzeżeń i dla większości z nas jest już poza nami. Ale pytam, czy wydarzenia z życia historycznego Jezusa, jak na przykład cud w Kanie Galilejskiej, nie objawiają rzeczywistości duchowej, Boskiej? Czy więc Jezus Chrystus jest „sakramentem” Boga, a więc patrząc w Hostię widzę Boga? To znaczy: jest On dla mnie Kimś rzeczywiście tu i teraz obecnym, Kimś realnym, w Kim odkrywam realnego Boga? Bo Bóg jest niewidzialny, a widzialny tylko w osobie Jezusa Chrystusa, i to jedynie przez czas pewien, żeby uczynić pomost, przez który człowiek wszystkich czasów będzie mógł dotrzeć do Niewidzialnego i Niepojętego Boga.

W dzień Bożego Narodzenia czytaliśmy w Ewangelii świętego Jana słowa: „Widzieliśmy (oglądaliśmy – w innym tłumaczeniu) Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1, 14). Można pytać: czy ja też to oglądam patrząc na Hostię? Ta sama chwała objawia się w dniu chwalebnego zmartwychwstania, a przedtem w wielu znakach dokonanych przez Niego, jak ten w Kanie Galilejskiej. Właśnie człowiek wierzący umie czytać te wszystkie objawienia chwały  razem:  i wtedy, kiedy w stajence betlejemskiej leżał jako małe Dziecko, i w mocy zmartwychwstania, i w krzaku Mojżesza – i w Eucharystii, i w znaku przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej, która zmierzała do tego największego cudu.

A więc: czy w każdym fragmencie widzi się ową rzeczywistość chwały, która w Jezusie Chrystusie objawia „Boga żywego i prawdziwego” (1 Tes 1, 9)? Objawia Jego miłość – miłość, „bo Bóg jest miłością” (1 J 4, 8) – objawia Jego mądrość i objawia, dodajmy, Jego moc (za chwilę to powiemy: wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego). A więc objawia fakt najistotniejszy dla naszej wiary (bez którego nie ma wiary, jest tylko fasada zewnętrzna), wiary ufnej i pełnej mocy: w Chrystusie Jezusie jest Bóg. Jezus Chrystus jest Bogiem. „Kto zobaczył Mnie, zobaczył Ojca” (J 14, 9). To właśnie jest Ewangelia (którą zaczynamy zawsze czytać: „Słowa Ewangelii według św. Mateusza, Marka, Łukasza czy Jana”), Dobrej Nowina: Jezus Chrystus jest Bogiem. Chrystus jest objawieniem Boga, On jest znakiem spełnienia planu Miłości Boga. I właśnie dzięki temu, że Chrystus jest Bogiem, Jego uczniowie, chrześcijanie, to znaczy my, możemy „dostąpić chwały naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

Co to znaczy, słyszeliśmy jakby w wyświetlonej tutaj ilustracji Izajasza. Jeden z najpiękniejszych tekstów biblijnych ukazujących godność człowieka wierzącego w Boga. Wprawdzie zapowiedź widziana jakby poprzez pomroki wieków, ale ile w niej już czaru i mocy! „Będziesz prześliczną koroną w rękach swego Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie będą mówić o tobie «Porzucona», o krainie twej już nie powiedzą «Spustoszona». Raczej cię nazwą «Moje w niej upodobanie», a krainę twoją «Poślubiona». Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje” (Iz 62, 35).

Kiedy świat szaleje (teraz wejdzie w szaleństwa karnawału), chrześcijanie wczytują się w dzieje Chrystusa, aby przez nie  dostrzec  sens tych dziejów, ale  dotrzeć  do dziejów Boga. Aby w słowie spisanym i pozostawionym dla pokoleń w Biblii odczytywać apel Boga określający, jaka jest Jego wola wobec nas i naszej konkretnej codziennej odpowiedzialności. Czytamy słowa Chrystusa i patrzymy na Jego działania jak na słowa i działania Boga. Tu jest wszystko. Wszystko, co mamy wiedzieć, aby żyć tak jak On. Wszystko, czego pragniemy. Wszystko, o co prosimy. Tu jest wszystko w pełni, do której już nikt niczego nie może dodać. On bowiem, Chrystus, jest moim Słowem, moją mową – mową do mnie, ale i moją odpowiedzią daną Ojcu w tym pełnym widzeniu, jakie On ma. I to On, będąc Bogiem (co za niesłychane rzeczy!) jest jednocześnie moim Mistrzem, a dla wielu Przyjacielem.

(1986)

 

15 stycznia 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

2 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C

      Pierwsze czytanie: Iz 62, 1-5
      Drugie czytanie: 1 Kor 12, 4-11
      Ewangelia: J 2, 1-12