Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Głoszone dzisiaj – to „dzisiaj” jest każdego dnia, każdej niedzieli, w każde święto; każdy moment czasu przynosi nowe „dzisiaj” – głoszone „dzisiaj” słowo Boże styka się z różnymi wydarzeniami, które tworzy historia. W tej chwili są to wydarzenia dużego formatu.

Dzisiejsza, dwudziesta pierwsza niedziela zwykła ma swój program, który jest zawarty        w samym sprawowaniu misterium (to co czynimy) i w czytaniach, w „słowie Bożym”, jak mówimy, jakie Bóg przez Chrystusa kieruje do ludzi, których gromadzi. Ten program wynika z Paschy Chrystusa, albo jeszcze głębiej sięgając – tylko o tym nie myślimy –                z mądrości Boga, który realizuje wobec ludzkości swój plan. Którego my nie znamy. Który jest zakryty przed naszymi oczami. I stąd też często nie rozumiemy sensu istnienia.

Otóż ten program, ten plan Boga trzeba odczytywać. Po to, by znaleźć prawdę własnego życia i w świetle tej prawdy ukształtować, uformować autentyczną chrześcijańską postawę. Postawę ucznia Chrystusa. Wciąż o tym mówimy (i wciąż o to pytamy), że człowiek musi znać sens istnienia, wiedzieć, skąd idzie, dokąd idzie, po co żyje. I dopiero wtedy to wszystko, co wykonuje, co przeżywa, jego uczestnictwo w faktach i wydarzeniach dziejów jest też autentyczne, prawdziwe i twórcze.

Otóż Bóg głosi słowo, Bóg interweniuje, ale też doświadczamy ciśnienia tych wydarzeń horyzontalnych, dziejowych, oddolnych, które tworzą ów kairos (jak to nam Sobór Watykański II przypomniał), owe znaki czasu, które też są głosem Boga, kierowanym do nas w inny sposób niż z Ewangelii. To też ma swoje znaczenie, i człowiek mądry, po chrześcijańsku mądry, słucha, przykładając ucho do ziemi, a drugim uchem słucha mądrości Boga – i tworzy tę życiodajną syntezę, dzięki której sam wie, dokąd idzie, i może drugim      w tym pomóc.

To ciśnienie wydarzeń ostatnich jest ogromne. Tak nawet, że ksiądz, który dzisiaj mówi kazanie, często się zastanawia, o czym powinien mówić. Pięćdziesięciolecie wybuchu drugiej wojny światowej. Jak to się łączy z pierwszym dniem września, początkiem nauczania dzieci i młodzieży: wychować człowieka pokoju! Przeżywamy nową Wiosnę Ludów, która idzie poprzez świat jak iskry po ściernisku. Przeżywamy na naszym domowym podwórku tyle niezwykłych spraw, przeżywamy je głęboko i nasłuchujemy dobrze, co one znaczą i ku czemu prowadzą. Propozycja demokratyzacji, walka o dobrą gospodarkę rynkową – można by cytować całe litanie problemów.

Kościół też przeżywa swój wielki zakręt. Rzadko kiedy tak jest (kto z nas jeszcze pamięta?), by premier rządu stał obok prymasa na Jasnej Górze. To są symptomy innych, ważnych dokonań: nuncjusz wraca do swojego pałacu w Alei Szucha w Warszawie. To nie tylko sprawa jeszcze jednej nominacji, to wydarzenie o niezwykłych konsekwencjach dla Kościoła, które już łączą się na przykład z uznaniem osobowości prawnej Kościoła i jego instytucji, między innymi wyższych szkół katolickich. A więc idzie wielka fala tego, co nazywamy „nowym”, wobec czego papież Jan Paweł II, nie mając na oku tylko naszej Ojczyzny, ale patrząc okiem uniwersalnym na cały świat, na jego pozytywy i negatywy, na jego kryzysy i zwycięstwa, powiedział: nasz przełom wieków domaga się „nowej ewangelizacji”.

Tak czasem drapie człowieka to słowo: „nowej”, bo jest jedna ewangelizacja. Ta, która idzie od Boga przez Chrystusa w Duchu Świętym. Ale potrzebna jest a nawet konieczna jest „nowa” w sensie powtórna, bardziej intensywna, często wobec ochrzczonych, którzy gdzieś kiedyś przeżyli kryzys wiary i z niego nie wyszli. Tak dzisiaj popatrzmy nawet na najwyższe osobistości tego kraju, czy ościennych krajów, przecież to są wszystko ludzie ochrzczeni     w imię Trójcy Przenajświętszej. I co zrobili z życiem Chrystusa ukrzyżowanego                          i zmartwychwstałego, który przez chrzest wprowadził ich w dynamizm, ten który idzie od Wielkanocy?

Otóż, te sprawy horyzontalne, a jest ich wiele, bo dochodzą do nich nasze osobiste, indywidualne, każda opowieść życiowa każdego człowieka, mają tak wielkie ciśnienie, że mogą zamącić wymiar pionowy, zagłuszyć orędzie słowa Bożego. I tak jest u wielu z nas, że ginie nam z oczu ów pion, właśnie ustalanie prawidłowej relacji do Boga, a tym samym gubi się nam obraz całościowy, tworzenie prawdziwej syntezy, czyli czytanie świata w świetle Zmartwychwstałego; a jeśli tego nie znamy, to już dobrze wiemy, co się może dziać w przebiegu wydarzeń codziennych, horyzontalnych.

Trzeba więc przede wszystkim pamiętać i stale wracać (i to jest fundamentalna rola Kościoła) do uświadamiania sobie tego fundamentu, na którym stoimy, na którym budujemy nasz życiowy dom. Tej skały, bez której każda budowa rozsypuje się w proch; proszę przeczytać końcówkę Kazania na Górze (Mt 7, 2427), które Chrystus wypowiedział, promulgując program życiowy dla swoich uczniów nazywany programem Ośmiu Błogosławieństw.

Kto jest ochrzczony, ma sam dojść do tej świadomości, że w nim żyje zmartwychwstały          z krzyża Chrystus, ma posiąść mądrość Chrystusa i miłość Chrystusa, ma czytać świat oczyma Zmartwychwstałego i Jego sercem i Go objawiać. Jakiekolwiek bowiem będą losy ludzi, prawdą pozostanie los człowieka: życie, śmierć, wieczność. I cel jego życia: „człowiek stworzony jest – powtórzmy za św. Ignacym Loyolą – aby Boga poznał, umiłował i tak zbawił duszą swoją”.

Ileż to razy słyszeliście, że jeśli po chrzcie człowiek wierzący w Jezusa Chrystusa nie karmi tego wydarzenia Eucharystią, wszystko się rozsypuje, przychodzą kryzysy i zdrady.                  I czemuż, wiedząc o tym, nie troszczy się o to na pierwszym miejscu, jako o owo unum necessarium, „jedyne konieczne” i najważniejsze (por. Łk 10, 42), czemu tego nie pielęgnuje u swoich najbliższych? Iluż to rodziców chrześcijańskich, ojców, matek będzie kiedyś ciężko odpowiadać wobec swoich dzieci za to, że je zanieśli do chrztu, doprowadzili do Pierwszej Komunii, nawet do bierzmowania, ale sami stroniąc od spowiedzi i coniedzielnej Komunii nie dali im tego klimatu, w którym można spotkać Boga Żywego. I doprowadzili do późniejszej ruiny, która, jak wiecie, ma dramatyczne skutki.

Tak się składa, że w naszym kościele żyli przez całe stulecia synowie świętego Augustyna. Jutro jest wspomnienie świętego Augustyna, dzisiaj świętej Moniki, jego matki. Nie sposób pominąć milczeniem tego, co przeżył ten tysiąc sześćset lat temu żyjący człowiek, którego ślady są wyraźne w tej świątyni. Przyszedł z daleka, doświadczył życia bez Boga.                        I doświadczył dotknięcia palącego ognia, jakim jest bliskość Żywego Boga. I pomaga nam   w tworzeniu tej syntezy, tego łączenia faktów codziennych, dziejowych, horyzontalnych     z widzeniem zmartwychwstałego Chrystusa.

Właśnie mam przywilej, że obok mnie znajduje się ambona, którą tutaj wmontowali synowie świętego Augustyna (przez sześćset lat posługiwali w tym kościele) w kształcie serca z krzyżem. To jest symbol-skrót tego, co wyraził Augustyn na początku swoich Wyznań, najsławniejszej książki – mówi się tak – napisanej przez człowieka: „Stworzyłeś nas dla siebie, Boże, i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Serce z krzyżem ukazuje tę prawdę człowieka: pokazuje, że serce znajduje odpocznienie, pokój – głęboki pokój, z którego rodzi się radość i ta duchowa pełnia, która człowieka nasyca – w krzyżu Chrystusa. To tak jakby z serca wyrastająca strzałka skierowana w górę poprzez krzyż, pokazująca, że ten wymiar jest najistotniejszy dla interpretacji wszystkich wymiarów poziomych, dla interpretacji wszystkich poczynań i dokonań, i dla tworzenia wszystkich struktur poziomych, jak to dzisiaj powtarzamy. Zanim człowiek wejdzie                w jakikolwiek problem tego świata, ten codzienny problem, z którym się zmagamy i wobec którego często stoimy bezradni i bezsilni, musi wpierw przymknąć oczy i popatrzeć ku niebu, popatrzeć ku tabernakulum, popatrzeć na ołtarz, gdzie jest Bóg, uklęknąć przed Chlebem Żywym, oczyścić serce, przyjąć Boga i powiedzieć: teraz pójdę w tę sytuację.

Znane jest to powiedzenie Mickiewicza: „Rozmawiałem z księdzem prostakiem                          i przerozumowałem go. A on powiedział: «Apeluję do Chrystusa, porozmawiamy jutro po Komunii». I musiałem przyznać mu rację”, bo mówił do mnie takim językiem, że zdumiałem się. Gdybyż ojcowie i matki, i mężowie stanu, ludzie odpowiedzialni na każdym szczeblu każdego zawodu umieli szukać nie tylko rozwiązań praktycznych – bo przy ołtarzu nie uczy się człowiek ekonomii i rządzenia gospodarką, ale się uczy sprawiedliwości i prawdy, która też jest potrzebna w każdym ludzkim działaniu... Uczy się tej największej prawdy, że przez krzyż i ogołocenie, i ciasną drogę dochodzi się do szerokiej drogi, nie odwrotnie. Nie odwrotnie! I o tym właśnie mówi dzisiaj Ewangelia.

Pewnie umknęło waszej uwadze to niezwykle dyskretne przypomnienie (tak jak serce           z krzyżem), proste, kronikarskie stwierdzenie świętego Łukasza: „Jezus nauczając szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy” (Łk 13, 22). Cóż to jest ta podróż do Jerozolimy? Wiemy dobrze.

Kiedy było wiele spraw do załatwienia w owym czasie, chyba nie mniej palących, niż my mamy dzisiaj, Jezus wybrał szaloną metodę. Szedł do Jerozolimy, aby się dać ukrzyżować     i pozornie doprowadzić do totalnej klęski. Ale On wiedział, co jest po ukrzyżowaniu.               I wiedział, co to znaczy wąska i ciasna droga. I wiedział, co to znaczy ofiara życia za to, by inni mieli Życie (J 10, 10.16). By innym spadły łuski z oczu i by inni zobaczyli to, czego nie widzą w swojej ślepocie, choć oczy mają otwarte. I dlatego zaraz mówi, kiedy spotkał pierwszego człowieka i wszedł w dialog: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi” (Łk 13, 24).      I przestrzegał ich: „Ostatni będą pierwszymi” (Łk 13, 30). A Autor Listu do Hebrajczyków dodaje: „Trwajcie w karności! Bo tego Pan miłuje, kogo karze” (Hbr 12, 7.6).

Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi... Chrześcijaństwo nigdy nie uczyło łatwizny życiowej. Nigdy nikomu nie obiecywało dojrzałych owoców bez wpierw rzucenia ziarna w ziemię, przydeptania ziarna i cierpliwego czekania, aż wyrośnie z tego owoc.

To jest fundamentalna nauka, której też nas uczy Augustyn, bo z serca wyrastający krzyż mówi: znajdziesz pokój głębi wtedy, kiedy przyjmiesz  to  jako zasadę fundamentalną twojego życia.

Augustyn, który tyle napisał, tyle przemyślał, tyle wiedział, tyle doświadczył... Chcąc go dzisiaj w jakiś sposób wam przybliżyć, nie wiedziałbym nawet, jaki moment wybrać, żeby odświeżyć w was żywy obraz tej postaci. Ale oprócz tego, że zajmował się właśnie tymi dwoma wymiarami – największe jego dzieła to De Trinitate, o Trójcy Świętej, i Enarrationes in Psalmos, komentarz do Psalmów, które mówią o Bogu, a drugie De civitate Dei, o teologii dziejów – ten Augustyn, wpierw grzesznik, a potem wielki święty, wyrósł z pewnej sytuacji. To jest chyba najbardziej pasjonujące, w jaki sposób dokonała się ta przemiana, która nie była przemianą powierzchowną. Gdy przyjmował chrzest, miał lat trzydzieści trzy, a to, co spowodowało chrzest, jest najbardziej interesujące.

Kiedy mu opowiedziano życiorys świętego Antoniego Pustelnika, który tak głęboko poznał Boga, że wszystko, co widzialne, dostępne, dobre i pożyteczne dla człowieka odrzucił, by pójść na pustynię, aby wspinać się jakby po drabinie prosto do Boga, ponieważ wiedział, że życie jest krótkie, a potem dopiero jest cała pełnia wieczności przeznaczona przez Boga dla człowieka, kiedy więc usłyszał życiorys świętego Antoniego, wypowiedział to krótkie znane zdanie, obok tego, które cytowałem o niespokojnym sercu: „Czemu zwlekasz? Co znaczy to, coś słyszał, Augustynie? Co znaczy to, coś słyszał o tym człowieku? Oto powstają prostaczkowie i zdobywają niebo, a ty ciągle tarzasz się w swoich pożądliwościach”, wciąż wyciągasz rękę nie wiadomo za czym, ciągle chcesz rozwiązywać wszystkie sprawy nie tak, jak Bóg chce, tylko tak, jak ty chcesz...

I dokonała się ta wielka metanoia, przemiana Augustyna (co robić, żeby w nas dokonywała się taka przemiana?): podejmuje walkę, w której ścierają się wiara i niewiara, pycha i pokora, wreszcie przyjmuje chrzest, bo poznał Jezusa Chrystusa i poznał drogę krzyża. Odkrył tę ascetyczną redukcję: zrozumiał, że trzeba paść na kolana przed Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym ukrytym w krążku Chleba i żyć życiem Tego, który jest nam dany jako Głowa Ciała (Głowa ratuje swoje Ciało!), jako Mądrość i Miłość Boga pozwalająca rozwiązywać wszystkie sprawy tego świata według norm najwyższych. Oto jedyny i najgłębszy wątek jego zainteresowań: Augustyn głosi Ewangelię życiem i słowami, zakłada zakon, by żyć na sposób Apostołów, jego Wyznania to wielka spowiedź życia i apostolstwo. Etiam peccata, nawet grzechy – mówi – mogą być drogą do Boga!

A więc, jeśli to czy inne rozwiązanie stwarza pozór drogi ciasnej i wąskiej, to tylko pozór. Po krótkim czasie udręczenia przychodzi dojrzałość, pełnia, pokój i radość, gaudium de veritate, radość z posiadania prawdy, największa i najbardziej motoryczna moc człowieka, który (dzięki Eucharystii!) tworzy dobro w sobie i to dobro rozprzestrzenia.

A więc (kończąc tę refleksję) co mamy zapamiętać? na te dni ważne, na dzisiaj, jutro, pojutrze? Troszczyć się – kiedy wszyscy troszczą się o to, o co się troszczą; niech się troszczą, bo mają swoją za to odpowiedzialność – troszczyć się o swoją wewnętrzną przemianę. O przemianę naszych bliskich, dzieci, młodzieży; o przemianę tych ludzi, którzy podejmują wielkie decyzje, by one były w mądrości Boga, w prawdzie Boga, w miłości Boga. O to się też dzisiaj bardzo módlmy podczas tej Mszy świętej.

(1989)

 

20 sierpnia 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

21 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C
Pierwsze czytanie: Iz 66, 18-21
Drugie czytanie: Hbr 12, 57.11-13
Ewangelia:  Łk 13, 22-30