ROK B



Pierwsze czytanie: Iz 35, 4 7


Drugie czytanie: Jk 2, 1 5


Ewangelia: Mk 7, 31 37

23 NIEDZIELA ZWYKŁA

homilia bpa Wacława Świerzawskiego

07 września 2024

Kiedy słyszymy o ślepych, głuchych i niemych, to myślimy o nich: gdzieś tam są, w zakładach specjalnych, czekają na swojego Zbawiciela – jak mówi dziś Izajasz: „On sam przychodzi, by was zbawić” (Iz 35, 4) – bo jeśli ich nie uleczy lekarz, to ich uleczy śmierć. Tak jak nas wszystkich.

            Czy to tylko do nich ta mowa?

            Księdzem jestem już dość długo. Uczono mnie: jak przyjdziesz w niedzielę do kościoła, to zanim odprawisz Mszę, usiądź do konfesjonału, bo może ludzie zechcą się spowiadać. Zrobiłem to dzisiaj w Tryszczynie, w nowej kaplicy sióstr karmelitanek. Nie wyspowiadałem nikogo.

            Ale zaczynam Mszę.

            Nie wiem, czy wszyscy, którzy są w tej chwili w kaplicy, wiedzą, że tutaj jest Żywy Bóg. To jest szokujące, co ja w tej chwili mówię, ale to wynika z faktu, który zaistniał tu, na tej ziemi, od roku. Przedtem kościółka jeszcze nie było, w tej chwili jest. Chodziliście albo do Bydgoszczy, albo do Wtelna, albo nie wiem gdzie jeszcze.

            Chodzi się do kościoła. Po co się chodzi do kościoła? Też jest takie przykazanie kościelne, żeby w niedziele i święta być na Mszy. Już nawet doprecyzowują nam to przykazanie: mamy we Mszy świętej uczestniczyć, żebyśmy nie myśleli, że trzeba tylko  być  na Mszy i z pozycji niezaangażowanego widza patrzeć, jak przychodzi Bóg. Niech sobie idzie. Niech ślepcy wołają: Panie, uzdrów mnie! Niech głusi szarpią Go za szaty i mówią: otwórz nam uszy! Niech niemi jęczą i krzyczą: ulecz!... To jest jeden z tych paradoksów naszej wiary w Jezusa Chrystusa, któremu się dziwimy my sami, a częściej dziwią się ci, którzy patrzą na nas z boku.

            I oto stanął w poprzek waszego życia kościół. Cenicie sobie to, bo macie bliżej. Można przyjść, paść na kolana, spotkać tutaj Boga Żywego.

            Można wsłuchać się w Jego szept i Jego słowo. Można później wyjść z kościoła i albo wołać (to przenośnia?): „Miłość nie jest kochana”, tak jak wołał święty Franciszek z Asyżu, kiedy mu Bóg dał stygmaty na ręce, albo dać ciche świadectwo tam, gdzie jesteście, w swoim warsztacie pracy, na ulicy, w domu, w rodzinie, wobec własnych dzieci, wobec Ojczyzny. Świadectwo o Jezusie Chrystusie, Bogu, który stał się Człowiekiem.

            Po co to mówię? Żeby tę nową rzeczywistość, jaka zaistniała na tej ziemi, tutaj, w promieniu tych kilku kilometrów, zacząć odczytywać w najgłębszych warstwach. Można się cieszyć także w warstwie socjologicznej: jest nowy kościół, o jeden więcej ośrodek powstał. Można tak mówić. Można – nawet wielu ludzi pomagało prawdopodobnie w budowaniu tego kościoła – zapytać: po co  ten  kościół był budowany? Też można tłumaczyć: dla sióstr, które są tam, za kratą, i w dzień i w nocy się modlą.

            Ale zejdźmy głębiej. Bo można zajść i z tej strony i zapytać, po co w ogóle buduje się kościoły? Po to, żeby postawić ołtarz. I żeby na ołtarzu mogła być sprawowana Najświętsza Ofiara, którą Bóg, sam Bóg Wszechmogący, którego zaraz będziemy słowami wyznawać, mógł tutaj zejść, pojawić się wśród nas i z ołtarza przyjść do naszego serca. I żyć w nas.

            Jeśli tego człowiek nie widzi, to nie widzi sensu tego wszystkiego, co się tutaj dzieje. I też nie widzi sensu, często, własnego życia.

            Proszę tak popatrzeć na ten wasz tydzień udręczony, na te gonitwy za powszednim chlebem. Proszę popatrzeć na sens poszerzonych spraw: sens waszej rodziny, sens waszej instytucji, w której pracujecie, czy sens naszej Ojczyzny, sens świata, kiedy wszyscy pytamy, do czego to wszystko idzie, po co to wszystko jest. W ciągłej groźbie i oczekiwaniu, jak w Apokalipsie, na coś, co nastąpi.

            Otóż stanął w poprzek was, waszego życia, Bóg bliski. Naprawdę bliski. Gdyby to ktoś tak sobie uświadomił na trzeźwo, do końca – to jest nieprawdopodobne! To nie jest ksiądz kardynał, prymas, który tutaj stanął. To nie jest Ojciec Święty, który przyjechał nagle do Tryszczyna i zasiadł na tronie. To jest Bóg, Jezus Chrystus. I nie dziw, że ludzie idąc koło kościoła czapki zdejmują. Powinniśmy na kolanach koło Boga Żywego chodzić. To jest wielka prawda.

            Moi drodzy, mówię wam o tym, żeby tę przypowieść o ślepych, głuchych, niemych tak dzisiaj sobie rozważyć: nie z punktu widzenia – to oni, tylko ślepi na ciele; głusi – oni; niemi – oni. To my. To my jesteśmy tacy. Trudno się przyznać do tego. Trudno się przyznać. Ale jeśli ktoś wczoraj trzy godziny siedział przed telewizorem i patrzył, mało mu oczy nie wyszły, a tu nie widzi Boga, to równowaga jest zachwiana. Nie łudźmy się.

            Jeśli ktoś wczoraj przeczytał książkę czy gazetę, a nie czytał Ewangelii, to równowaga jest zachwiana.

            Nie łudźmy się. To nie jest chrześcijaństwo żywe, jeśli my wczoraj czy dziś ustami czy czynem nie wyznajemy Jezusa Chrystusa wobec naszych dzieci, mąż wobec żony, żona wobec męża, wobec świadków, wobec Ojczyzny, wobec ludzkości – używając wielkich słów.

            Czemu ziemia cuchnie? Czemu ta polska ziemia, która szczyci się Jezusem Chrystusem i Matką Jezusową, ma tylu pijaków, taka rozpusta jest, narkomanów tylu, czemu młodzież się degeneruje, czemu? Bo tacy są chrześcijanie. Często jesteśmy solą zwietrzałą i światłem zagasłym. Jesteśmy ślepi, głusi i niemi.

            Stanął wpośród was Chrystus, żebyście to cenili jak największy skarb. Cenili w ten sposób, żeby jak zobaczycie księdza, to go szarpcie za szaty, mówcie: Księże, jestem grzesznik, w imię Jezusa Chrystusa niech mi ksiądz grzechy odpuści, żebym mógł zbliżyć się do Eucharystii, by przyjąć Ciało Boga Żywego. Żebym mógł mieć uszy otwarte, żebym słyszał, co Bóg mówi, a nie wszyscy inni, którzy chcą mieć rację i mówią, i wciąż tak mówią, że nam już uszy puchną.

            Chcę słyszeć twój głos, Boże, który by przeszedł do samego wnętrza mojej duszy.  Tak  żeby było! I żebym ja później mógł dać świadectwo i wyznać, wyznać tego Boga, dla którego tylu ludzi oddaje siebie bez reszty, a nawet tylu ludzi umiera, bo tak tego Boga miłują, bo dał im łaskę słuchania Jego głosu i odkrywania Go w Przenajświętszej Hostii.

            Przyjmijcie te słowa tak, jak zostały do was skierowane. W każdej chwili trzeba zaczynać być chrześcijaninem. Tak, jak nas na chrzcie wprowadzono w to wielkie misterium Boga w imię Trójcy Przenajświętszej, jak mamy jeszcze łaskę zdrowia i możemy przyjść do kościoła – żebyśmy też do końca to starali się pojąć, co Bóg  dał  nam tak wyraźnie: postawił w środku tej osady, wśród kilku waszych domów, jeszcze Dom Boga samego. Nie po to, żeby się na to patrzeć, ale po to, żeby żyć życiem Boga, który tutaj dla nas jest.

            Wyznajmy teraz słowami naszą wiarę: „Wierzę w jednego Boga...”

(1985)

OŚRODEK  FORMACJI  LITURGICZNEJ

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz