Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Wśród wielu zmian, w których uczestniczymy, zmian tworzących naszą codzienność, jedna jest szczególnie ważna. Dotyczy ona wzajemnej relacji Kościoła i Państwa. Nazywaliśmy to: tiara i korona, sacerdotium et imperium. I jest relacja tych dwu. A mogą być te relacje różne: relacja walki, relacja zgody i wiele pośrednich.

Mówimy o zmianach. Ufam, że wchodzimy w okres zgody. I dlatego rodzi się problem niezwykłej wagi. Problem, który oprócz tego, że ma swoje odniesienie do struktur państwowych, jest również problemem własnym chrześcijaństwa. Każdy chrześcijanin, dopowiedzmy: katolik, powinien sobie postawić pytanie (zresztą stawiamy to pytanie często) dotyczące prawdy własnej religijnej egzystencji. Jest ona powiązana z egzystencją narodową. Nie ma sytuacji rozdzielonych – może jest tak wtedy, gdy jest walka. Kiedy zaczyna być zgoda, wiąże się ona jak (nie przychodzi mi do głowy lepsze porównanie) cukier z płynem, który wypijamy. Tworzy się jedna postawa, zresztą powinna zawsze być ta jedna: wspólna troska o Ojczyznę.

Ale chcę ten problem zasygnalizować, postawić go i próbować go rozwiązać, właśnie jeszcze raz zadając pytanie, co to znaczy być chrześcijaninem, co znaczy być katolikiem. Funkcjonuje nad Wisłą – zresztą zarzucają nam, że to jest spłycenie naszej wizji chrześcijańskiej – obraz „Polak-katolik”. Gdybyśmy tylko zamienili słowa i powiedzieli: katolik-Polak, wtedy problem się wyjaśnia i staje przed nami z całkiem nową głębią.

To tak jak byśmy powiedzieli: teologia-filozofia. Są tacy, którzy Boga nie znają i zaczynają od filozofii: udowodnij mi, że Bóg jest. A drugi mówi: żaden dowód nie udowodni, że Bóg jest, tak jak nikt nie udowodni, że Boga nie ma. I zaczynamy spory. Wielu ludzi wychodzi „z dołu”, od filozofii, rozbudowują filozofię. A inni mówią: uwierz, wtedy zrozumiesz – stara zasada, którą wielcy teologowie nie tylko ukazali, objawili, ale sprawdzili.

Augustyn, który spotkał Boga jak Paweł pod Damaszkiem,zafascynowany doświadczeniem spotkań, czyta tylko Biblię – a filozofię poznaje po to, by (tak jak dzisiaj można powiedzieć) język filozofii czy literatury był narzędziem do rozmowy z człowiekiem jemu współczesnym, aby przez filozofię czy literaturę przekazać mu tę najgłębszą prawdę, którą on sam żyje.

A więc widzimy, jak zagadnienie się precyzuje. Dzisiaj też funkcjonuje drugie ciekawe rozróżnienie. Mówi się, że co innego jest religia, a co innego wiara. To jest niebezpieczne rozróżnienie, ponieważ człowiek prawdziwie religijny ma wiarę, a prawdziwa wiara jest religią. Ale pod wpływem protestantyzmu zaczęliśmy właśnie określać religię jako zewnętrzny kult ujmowany od strony zjawiskowej, któremu można się przypatrzyć: są świątynie, są obrzędy, podczas których stoimy, siedzimy, klęczymy, trzymamy sztandary, strzelamy z dział na wiwat w zależności od tego, czy klęska, czy zwycięstwo. I możemy stać nawet w grzechu. Znamy Msze polowe, gdzie bije się w werble, gra na trąbach – ale do Komunii nikt nie idzie. Wielu ludzi nawet to nie interesuje, by złączyć się i spotkać Boga Żywego na polu defilad, gdzie odprawia się czasem Msza. A właśnie wiara, w tym rozróżnieniu, sięga głębiej.

Zresztą tak jest i w niedzielnej liturgii. Dzisiaj są ludzie w kościele, którzy nie pójdą do Komunii świętej. Wiedzą, że jest obowiązek wysłuchania czy uczestniczenia we Mszy. Prawo kościelne formułuje to tak: „przynajmniej raz do roku spowiadać się i około Wielkanocy Komunię świętą przyjąć” – i nie przekroczą tego sformułowania, prawniczego li tylko. Ale Chrystus mówi:„Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”. Teraz. Nie czekaj Wielkanocy. Teraz jest! Przyszedłeś zaproszony na Ucztę, a więc zajmij stanowisko wobec Uczty. Chyba że masz szatę zbrukaną, nie jesteś w szacie godowej.

A więc to rozróżnienie między religią i wiarą może nam pomóc w ujęciu samej istoty rzeczy, ale to, czy podejdziemy do zjawiska religijnego od strony zewnętrznej, czy wewnętrznej, zależy od tego, kim jest mój Bóg.

Boję się takiego sformułowania, ponieważ jest ono też trochę niebezpieczne, bo co to znaczy: mój Bóg? Właśnie. Ten mówi: taki Bóg, ten mówi: taki Bóg, tamten mówi: taki Bóg. Ile głów, tyle też może być koncepcji Boga. Czyli lepiej powiedzieć: kim naprawdę jest Bóg. Patrzenie na religię od zewnątrz czy od wewnątrz zależy od tego, kim naprawdę jest Bóg i jak ja – zgodnie z prawdą czy nie – tego Boga rozumiem, jak ja Go znam, na ile Go znam.

I tutaj dopiero zaczyna się sprawa wyjaśniać. Obraz Boga może być (mówiąc najkrócej) albo statyczny – i to formuje postawę zewnętrznej religijności: Bóg statyczny i moja religia statyczna, ze sztandarami, zewnętrznymi strukturami w porządku władzy, ale wnętrze puste (często puste; nie musi być puste), albo jeśli Bóg jest Bogiem żywym, to Bóg jest dynamiczny i ta dynamika Boga sięga mojego życia. Ileż to razy mówiłem, że można przeżegnać się i nic z tego nie wynika. Pusty znak. A można przeżegnać się, wyznając wiarę w Boga żywego, dynamicznego, który jest Ojcem, który daje Syna i razem z Synem wysyła Ducha, który jest dynamiczny, który zapala jak ogień. Który przenika i tworzy chrześcijańskie życie, który tworzy logos chrześcijański i etos chrześcijański, myślenie chrześcijańskie i działanie chrześcijańskie.

Proszę popatrzeć, co zrobiliśmy na tej ziemi z pracą i odpowiedzialnością za pracę. My, którzy stoimy tak często przy ołtarzu i lubimy manifestować wierność religijną. Oczywiście, znam podteksty tego zagadnienia, które można dyskutować. Ale to jest część problemu. Proszę popatrzeć na etykę małżeńską, proszę popatrzeć na życie młodzieży w czystości, proszę popatrzeć na nasze wady narodowe, które się nie godzą, ale koegzystują po prostu z naszą wiernością religijną. Mówi się, że Polak-katolik to jest jednak fenomen w świecie, dość ciekawy.

I na tym tle znowu widać, że jeśli Bóg jest Bogiem żywym, to stanowisko wobec Boga musi być też żywe. Musi być wyznaniem wiary. Musi być spotkaniem Boga, aby upaść przed Nim na kolana, przyjąć Jego przykazania – nie tylko niektóre, wszystkie! – wsłuchać się w Jego natchnienia, w światło, które budzi w naszym umyśle, i żyć według Jego woli a nie naszej. I wtedy doświadczamy ciężaru chrześcijaństwa. Ludzie, którzy mówią, że są wierzącymi, bardzo często również wyznają, że są niepraktykującymi. Ponieważ właśnie przyjmują tylko obraz Boga statycznego, obraz religii statycznej, religii zewnętrznej – która jest potrzebna dla pewnych społecznych wyznań, ale praktycznie na życie nie ma wpływu.

Wiemy, że prawdziwe chrześcijaństwo jest wyznaniem wiary. Św. Paweł, który streszcza Ewangelię Chrystusa w kilku lapidarnych zdaniach (zresztą każdy jego List jest takim skrótem wiary), ujął to w Liście do Rzymian w sposób znakomity: „Proszę was, bracia, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża” (Rz 12, 12). To jest parafraza przykazania, dzięki któremu, spełniając je, żyjemy w prawdzie jako uczniowie Chrystusa, chrześcijanie: „Będziesz miłował Pana, Boga twego całym sercem, całym umysłem, całą duszą, całą mocą”. A więc, jeśli całą, to musisz być zaangażowany wobec Boga. Nie tylko przyjmować wiarę powierzchowną, czyli wyrażać postawę religijną zewnętrznie li tylko –ale sięgać do samego wnętrza.

Bo Bóg jest Bogiem żywym.

I to spotkanie z żywym Bogiem rozpoczęło się na chrzcie. Mówiąc tak najprościej: gdyby każdy z nas rozumiał chrzest i wiedział, co się wtedy stało i co się dokonuje wtedy, kiedy w imię Trójcy zanurza się człowiek w wodę, to by miał żywą wiarę. Bo wtedy właśnie Żywy Bóg, Bóg Jeden w Trójcy, Ojciec, Syn, Duch, daje nam przywilej uczestniczenia w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Jaki dynamizm jest między śmiercią a zmartwychwstaniem! Powstać z martwych! Człowiek zagrzebany w grobie wstaje – dlatego, że jest Bogiem. W momencie chrztu zaszczepia nas Bóg, tego nowo narodzonego człowieka, na tym straszliwym, wszechmogącym dynamizmie!

A potem jest życie. Albo rozumiemy ten dynamizm, który jest w nas, albo nie. Wychowanie chrześcijańskie – przez doprowadzenie do Pierwszej Komunii, bierzmowania, do modlitwy, przyjęcia zadań moralnych – ma pomóc dziecku, potem młodemu człowiekowi zrozumieć jego własny chrzest, a przede wszystkim ożywić w tej koegzystencji z mocą Boską, która nas jak gdyby zaanektowała w momencie chrztu z naszym ludzkim jednostkowym, wyjątkowym i jedynym, własnym działaniem. Człowiek staje się chrześcijaninem przez spożywanie Eucharystii, dzięki Eucharystii Bóg ogarnia całego człowieka, religijność zewnętrzną przekształca w wewnętrzną.Eucharystia jest Pokarmem, dzięki któremu dokonuje się w nas nieustanna przemiana. „Stajesz się Tym, kogo przyjmujesz” . Tym, co zaczątkowo dokonuje się we chrzcie.

A teraz proszę zobaczyć: wydaje się, że daleko odszedłem od czytań dzisiejszych, od słowa Bożego? Ale żeby to dzisiejsze słowo zrozumieć – jest całe o Bogu miłosiernym, litującym się nad grzesznym człowiekiem – dopiero teraz widać, czym jest grzech chrześcijanina, czym jest wejście na drogę syna marnotrawnego. Czym jest wejście na drogę interpretacji religijności li tylko w sferze zewnętrznej. Jaką niekonsekwencją i, powiem, głupotą jest mówić: ja jestem wierzący a niepraktykujący. To jest nonsens!

Słuchając tego, co dzisiaj nam Chrystus w słowie Bożym mówi, zrobiliśmy krótki rachunek sumienia. Poznaliśmy, kim jest chrześcijanin, od strony fundamentalnej: to ten, kto jest zrodzony przez Ojca, Syna i Ducha poprzez obmycie wodą, która jest symbolem nowego życia płynącego z ran Chrystusowych. I tym samym możemy sobie odpowiedzieć na pytanie: skoro moim Bogiem, jeśli chcę być prawdziwym chrześcijaninem, jest Bóg Żywy, to jeśli zapytacie, jaka jest prawda główna mojej wiary, odpowiem: nie tylko zewnętrznie będę ją manifestował, ale ona wejdzie do każdego zakamarka mojej egzystencji! Po prostu, być chrześcijaninem znaczy mieć odwagę zadać sobie kiedyś pytanie: czy jestem gotów objawić świętość Boga w sobie? Boga żywego, dynamizm Jego miłości?

Takie pytanie zadał sobie Stanisław Kostka, którego jutro Kościół stawia nam przed oczy. Każdy święty jest przypomnieniem tej teorii, którą tutaj wypowiedziałem. I jeśli chcemy prawidłowo rozwiązać relację: moje miejsce w Narodzie, miejsce jako chrześcijanina, to wraca hasło „katolik-Polak”, który najpierw jest prawdziwym katolikiem, a wtedy Polskę miłuje w duchu Chrystusa, w duchu Ojca, Syna i Ducha. Tak jak jeden z teologów powiedział: „Moją polityką ekonomiczną jest wiara w Trójcę”.

T o jest autentyczne chrześcijaństwo. I wtedy dopiero rozumie się, że tamto wszystko może się też udać. Gdy zmienimy proporcje, to znów można wejść w labirynt i pobłądzić.

Z ogłoszeń przed zakończeniem Mszy świętej:

(...) Z czwartkiem łączy się sprawa katechumenatu, przekształcenia naszych katechez – perspektywicznie od października – i wyjścia naprzeciw ludziom, którzy nie byli ochrzczeni, ale też, którzy żyją w kryzysach wiary albo szukają i chcą znaleźć (bo są tacy, którzy szukają a nie chcą znaleźć), by pomóc im w spotkaniu z Bogiem. I to będzie właśnie katechumenat. O tym szczegółowo mówi informacja w przedsionku; proszę wychodząc z tym się zapoznać, albo dla siebie, albo dla kogoś, żeby to komuś przekazać.

Bo są ludzie, którzy szukają i nie wiedzą o tym, że można przyjąć chrzest w wieku dorosłym. W każdej parafii już taka informacja o naszym Ośrodku Katechumenalnym jest wywieszona w gablocie.

Ale jeszcze w związku z tym pragnę powiedzieć, że w czwartki będą głoszone katechumenalne katechezy i dla tych, którzy wierzą i chcą wiarę pogłębić, i dla tych, którzy szukają. A więc trochę zagadnienie trudne: jak przemówić do każdego, żeby uzyskał to, czego chce? Ale będziemy próbować. Bo każdy, kto słucha, słucha dla siebie, ale też i dla innych. Dzisiaj wejść w dialog z ludźmi niewierzącymi i dać im prawdziwą, wyczerpującą odpowiedź na ich pytania nie jest rzeczą łatwą.

(1989)

10 września 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

24 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK C

Pierwsze czytanie: Wj 32, 7-11. 13-14
Drugie czytanie: 1 Tm 1, 12-17
Ewangelia: Łk 15, 1-32