ROK B



Pierwsze czytanie: Lb 11, 25 29

Drugie czytanie: Jk 5, 1 6

Ewangelia: Mk 9, 38 43.45.47 48

26 NIEDZIELA ZWYKŁA

homilia bpa Wacława Świerzawskiego

28 września 2024

Historia, nauczycielka życia – powtarzamy często to określenie – mówi nam, że po epokach ładu następują okresy nieładu, po latach dobrobytu i pokoju lata kryzysu i wojny. Jak w przyrodzie: po dniu noc, po zimie wiosna i lato. Chrześcijanie wiedzą jeszcze więcej: że po krzyżu następuje zmartwychwstanie z krzyża. Warto to zapamiętać: z krzyża! Zmartwychwstanie jest z krzyża! Jest potrzebny krzyż, aby nastąpiło zmartwychwstanie.

            Kiedy, jak obecnie, wiele mówi się[1] o przeżywanym teraz kryzysie, ludzie umiejący patrzeć głębiej niż na zjawiska zewnętrzne wiedzą, że nawet najczarniejsza noc jest początkiem brzasku. Ale jeśli w przyrodzie dzieje się to samoczynnie, to w sferze ludzkiej trzeba przyłożyć rękę do tworzących się procesów. Każdy z nas wie, że choćby kryzys był najczarniejszy, musi nastąpić, aby go przezwyciężyć, odnowa – zresztą termin na równi skandowany z terminem „kryzys” – odnowa społeczeństwa,  nie tylko odnowa jego struktur. Ale ono żyje nie tylko w warstwie ekonomicznej, gospodarczej czy politycznej. Jak człowiek, każdy, ma swoją niezgłębioną tajemnicę, tak też swoją niezgłębioną tajemnicę ma każdy naród.

            Jest wiele ważnych zagadnień, którymi zajmuje się wielu ludzi dążących do naprawy Rzeczypospolitej. Ale pomyślmy dziś, mając do dyspozycji tych kilka chwil, nad zagadnieniem chyba fundamentalnym (może zgodzicie się ze mną, że tak należałoby przynajmniej od czasu do czasu powiedzieć czy też nad tym rozmyślać; nie mówiąc już, że dokładać do tego rękę): czy do zagadnień fundamentalnych nie należy pytanie: jak ze sfery polityki umiejętnie  przechodzić  (pascha!) na pole duchowych zmagań o wewnętrzne odrodzenie? Porcjowany teraz obficie ludziom przykład sportu (Olimpiada w Seulu) może niektórych pociągać do ubiegania się o laur więdnący i przemijający, u innych wzbudzać zdumienie, że tyle sił ludzie tracą na błahostki, ale może też być obrazem inspirującym analogiczne działania w sferze ducha. Właśnie do tego obrazu odwoływał się Paweł z Tarsu, apostoł Jezusa Chrystusa, który mówił: ci gonią za laurem mało wartym i przemija­jącym, a jest też walka o laur niewiędnący (1 Kor 9, 24‑25).

            Tymi działaniami analogicznymi są kultura wraz ze zmaganiami wokół jej tworzenia oraz również drugi ważny wielki dział, jakim jest wychowanie. Chyba jedno z największych zadań, które najbardziej służy owemu przechodzeniu ze sfery działań zewnętrznych do działań wewnętrznych. Bo nie ma prawdziwego wychowania bez pracy nad sobą, bez pracy nad drugimi, bez kształtowania drugich poprzez przykład odpowiedzialności własnej do odpowiedzialności za odrodzenie narodu, za jego trwanie i rozwój.

            Wiecie, że wprowadzam ten wstęp i podejmuję ten wątek dlatego, że za kilka dni rozpoczyna się rok akademicki. Dziesiątki wyższych uczelni w naszej Ojczyźnie otworzą swoje podwoje dla pełnych dynamizmu i poszukiwań młodych rozgorączkowanych ludzi. Niedawno otworzyliśmy szkoły, podstawowe i licea. Te cykle wychowawcze niższego rzędu są niezwykle istotne dla tego, by i ten trzeci mógł się sprawdzić, mógł wydać owoce.

            Do tego, żeby ten wątek dzisiaj trochę podrążyć, zachęca nas również Chrystus w tym przed chwilą proklamowanym słowie. Mówi Chrystus wyraźnie – kto wsłuchiwał się w te zapisy, w te słowa dzisiaj tutaj czytane, już zapamiętał sobie ten krótki schemat – mówi o zagrożeniach wychowania. Przez bogaczy i bogactwo. Przez gorszycieli i zgorszenia. Przez pysznych i zarozumiałych, i zazdrosnych. „Kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9, 42). Mówi Chrystus o walce z tymi zagrożeniami – to jest początek procesu wychowania: „Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę” (Psalm responsoryjny). W epokach nieładu moralnego, w epokach poobalanych drogowskazów – patrzeć wyraźnie na Prawo Pańskie. Na świadectwo Pana w świętych Jego, którzy zrealizowali literę Prawa w swoim życiu. Oto wzory do naśladowania, ideały do realizacji.

            Ale w tych słowach Chrystusa, Apostołów i Proroków mówi się nie tylko o wychowaniu. Także o  samowychowaniu.  Zagadnienie, które warto przynajmniej zasygnalizować, kiedy podejmujemy cały blok spraw dotyczących formacji wychowawczej.

            Najpełniej wyjaśnia istotę samowychowania walka z grzechem, aby mieć ducha Pana! Te mocne, drastyczne słowa: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją... Jeśli twoja noga prowadzi cię na drogi grzechu, utnij ją... Jeśli oczy twoje patrzą na grzech i zniewalają ciebie do grzechu, wyłup je” (por. Mk 43‑47). Mocne, radykalne słowa! Lecz towarzyszy temu wykładowi wielce realistyczne stwierdzenie natchnionego pisarza: „Kto jednak widzi swoje błędy? Oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte. Także od pychy broń swojego sługę” (Psalm responsoryjny).

            Ale to byłaby tylko negatywna strona, która nigdy nie jest całą prawdą. Człowiek poznający siebie wie o tym, po jakimś czasie pracy nad sobą, że są w nim zarzewia grzechu: „pożądliwość oczu, ciała, pycha” (1 J 2, 16). Jeśli to ogarnie, opanuje i podda pod dynamiczny prąd łaski – rodzi się wielkie bogactwo człowieka. I właśnie na tym polega wychowanie. Trzeba prosić: Oczyść mnie, Panie, z moich błędów, nawet tych, które są dla mnie zakryte.

            Moi drodzy, mówiąc o procesie wychowania i odpowiedzialności za wychowanie i samowychowanie, przypomnijmy (to tylko tak, żebyśmy się nie pogubili): kiedy mówimy: wychowywać, jasno musi być określony  cel,  ideał, wzór, musi być brany pod uwagę  wychowawca,  ten, który powinien mieć w sobie wcielony ideał i umieć go przekazać, i  wychowanek,  otwarty jak gleba na przyjęcie ziarna (oby tak było!), mający dobrą wolę i czekający na to, że odsłonięta prawda zafascynuje go, porwie. I zacznie się po epoce kryzysu jednostkowego – wzrost. Po epoce kryzysu społecznego – wzrost. Bo procesy wychowawcze można brać jednostkowo i społecznie.

            A więc ideał! Dwieście lat temu ks. Konarski w Ustawach Komisji Edukacji Narodowej – o których powiedziano, że po odkryciu Kopernika są największym dziełem Polaków – pisał: „Cokolwiek człowieka pobożnym ku Bogu, oświeconym i cnotliwym w całym życiu, a zatem sprawiedliwym i czułym względem bliźnich, dobrym Ojczyzny synem, szlachetnym w zdaniach, posłusznym prawu, znającym swobody swoje, około własnego dobra opatrznym, czynić może; cokolwiek do wychowania zdrowego, męzkiego, od wymysłów płochych dalekiego służy, to jest, cokolwiek do uszczęśliwienia osobistego i powszechnego prowadzi, to wszystko w tym zbiorze zalecono, radzono i nakazano jest”[2]. A więc radzi Konarski wychowywać dobrego chrześcijanina, wychowywać dobrego człowieka i wychowywać dobrego obywatela. Wiemy, że tak ma być. I pytania o „jak” są właśnie zespołem tych tez, który tworzy pedagogikę, naukę o wychowaniu, tworzy paideię, sposób wychowania społeczeństwa czy jednostki.

            Nie możemy o wszystkim mówić, więc jeśli poruszyliśmy ten temat, to naturalnie chodzi nam o ogromne skróty, choć również o pewien bardzo konkretny, praktyczny mały wniosek. Mianowicie, kiedy spojrzymy na proces wychowawczy – ideał-wychowawca-wychowanek – „z dołu”, od najniższego szczebla, to przecież człowiek, który się dopiero wyłania, zrodzony ku światłu swojej dojrzałości, nie wie tego wszystkiego, co wie człowiek stojący w kresu swej drogi, i idąc przez etapy wtajemniczenia chrześcijanina, człowieka, obywatela – nie widzi tej całej syntezy. Widzi tylko to, co widać w przedszkolu oczami przedszkolaka, w szkole podstawowej oczami dziecka ze szkoły podstawowej, oczyma licealisty, oczyma studenta, a potem dorosłego, dojrzałego człowieka.

            My możemy sobie pozwolić na spojrzenie wsteczne. Po wielu latach widzimy, jaki skarb niesiemy w rękach – lub że mamy ręce puste. Iluż to ludzi, właśnie słuchając takich refleksji, mówi: zmarnowałem! Iluż mówi: mogłem lepiej. Iluż mówi: nie spotkałem nigdy na drodze mistrza, który by mi pomógł rękę ustawić i posiąść kunszt pracy nad sobą, żebym wypracował z siebie przynajmniej jakieś zbliżenie do ideału.

            Otóż, moi drodzy, kiedy sobie to wszystko przypominamy, to to jest punkt pierwszy, który trzeba zapamiętać: trzeba widzieć całość. Czy wielu młodych ludzi, którzy przestępują progi uniwersytetu, ma poczucie odpowiedzialności, że każdy kiedyś będzie odpowiedzialny za to przęsło niższe? Będzie wychowawcą licealnym, będzie wychowawcą w przedszkolu, będzie ojcem-wychowawcą, będzie matką-wychowawcą. Jeśli tego nie widzi, nie patrząc jeszcze w górę... bo tam częściej patrzą: jak skończyć specjalizację i studia zagraniczne, i zdobyć laury, nie licząc się z tym „co” i „za co”: co będzie przedmiotem pracy i za co będzie odpowiadał... A więc – od czasu do czasu konieczna jest taka refleksja nad spojrzeniem ogólnym, by widzieć całość.

            Druga sprawa: trzeba pracować nad sobą na każdym etapie. Nie wymagajmy od studenta, żeby wiedział to, co wie człowiek mający siwiznę i mądrość życiową. Ale niech bierze odpowiedzialność za to, do czego go zobowiązują rygory, które tworzą z niego człowieka odpowiedzialnego. Tak samo niech czyni i licealista, i przedszkolak, wspomagany przykładem i radą wychowawcy. I niech każdy próbuje wiązać te wszystkie etapy, które już przeszedł, niech się na to wszystko patrzy jako na jeden wielki proces dojrzewania człowieka, chrześcijanina, obywatela Ojczyzny.

            A inni? Nie mam tutaj przed sobą samych tylko wychowawców czy samych tylko wychowywanych. Taka wspólnota jak nasza jest niezwykle zróżnicowana. Ale przypomniawszy sobie te ogólne zasady na początku roku szkolnego i akademickiego, mając w uszach te wspaniałe słowa Chrystusa, możemy zadać sobie pytanie właśnie o ten konkret: co my dzisiaj z tego rozważania mamy wziąć do siebie?

            Po pierwsze: widzieć swoje błędy, swoje braki, swoje niedomagania. „Oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte, także od pychy broń swojego sługę” (Psalm responsoryjny). A po wtóre, przyłożyć rękę do samowychowania.

            Nie wiem, czy wiecie, że największym problemem tych, którzy katechizują wasze dzieci, jeśli je macie i posyłacie na katechezę, czy w liceum, czy w przedszkolu, czy też problemem waszych dorosłych dzieci studiujących – jest brak formacji rodziców, ludzi dorosłych. Bo to, że ktoś jest zawodowo ukształtowany, jeszcze nie jest równoznaczne z tym, że jest ukształtowany religijnie. I proces wychowawczy studenta, dojrzewanie dzieci, licealistów musi współbrzmieć z samowychowaniem, z ciągłą pracą nad sobą rodziców! Trudno myśleć i oczekiwać, że szkoła wychowa człowieka. Co to jest szkoła? Anonimowy moloch, który jak i przed kim ma odpowiadać? Każdy ma odpowiadać! Jeśli rodzic, ojciec, matka pracuje nad sobą, szuka, pasjonuje się, jest coraz bliżej Boga, żyje dynamizmem Jego miłości – znajdzie wspólny język z córką, z synem, nawet w chwilach ich przejściowego kryzysu. Będą wspólnie szukać.

            Bo wszyscy stoimy wobec nieskończonej tajemnicy Boga, który dla każdego, najbardziej mądrego, jest Tajemnicą Nieprzeniknioną, wobec której wciąż trzeba być na początku. Ale wszyscy, jeśli szukają, to i idąc w górę, i w wymiarze horyzontalnym spotkają się. Tak więc zapamiętajmy sobie, żeby na początku tego roku, skoro te refleksje podejmujemy, pomyśleć również o własnym dopełnianiu, o samowychowaniu czy (jak kto woli) autoformacji. O nieustannym dopełnianiu siebie prawdą i mądrością Chrystusa, która w relacji do człowieka objawia to, co Chrystus chce, by Jego uczniowie czynili: aby byli „solą dla świata” i „światłem” (Mt 5, 13‑14).

            I to jest,  to jest  odnowa, która potem sięga i struktur ekonomicznych, gospodarczych i politycznych. I wszystkich innych, które są pochodną tego fundamentalnego ukształtowania człowieka.

            Powtórzmy na koniec: „Oczyść mnie, Panie, z błędów, które są dla mnie skryte. Także od pychy broń swojego sługę, by nie panowała nade mną. Wtedy będę bez skazy i wolny od wielkiego występku” (Psalm responsoryjny). „Słowo Twoje, Panie, jest prawdą, uświęć nas w prawdzie” (śpiew przed Ewangelią).

(1988)

 

   [1] W lecie 1988 przeszła przez Polskę kolejna fala strajków, po których zaplanowano spotkania „okrągłego stołu”. Głosiłem tę homilię 25 września, kiedy panowała atmosfera wyczekiwania na rozwój sytuacji, rząd bowiem nie chciał się zgodzić na rejestrację Solidarności, co miało być wstępnym warunkiem podjęcia przez przywódców związku rozmów z władzami.

   [2] Ustawy Komisyi Edukacyi Narodowej dla stanu akademickiego i na szkoły w Krajach Rzeczypospolitej przepisane w Warszawie roku 1783 z przedmową prof. Ludwika Skoczylasa, Lwów 1917, s. 14.

OŚRODEK  FORMACJI  LITURGICZNEJ

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz