Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Boże Narodzenie już za tydzień. Czyli – Pan jest blisko, przyjdzie niebawem. Zapytajmy więc, czy jesteśmy już gotowi na przyjście Pana, czy jesteśmy na nie przygotowani? Wiemy dobrze, że przygotowanie obejmuje wiele płaszczyzn, w zależności od tego, kim jesteśmy, na którym kilometrze drogi rozwoju duchowego, na którym etapie życia, według jakiego stanu żyjemy. Są na pewno różnice w przygotowaniu. Inaczej przygotowuje się zwyczajna rodzina, małżeństwo. Inaczej wspólnota zakonna. Inaczej patrzy na zbliżające się Święta ojciec rodziny, wiążąc ekonomię z duchowością, czy odwrotnie, sprawy duchowe z gospodarskimi. Inaczej matka, inaczej dzieci, młodzież. Myślę, że też są pewne specyficzne akcenty profesyjne: inaczej ksiądz, inaczej lekarz, inaczej robotnik, inaczej wieśniak. To wszystko wyciska swoje piętno na tym, co określamy mianem przygotowania.

Boże Narodzenie ma zasięg bardzo szeroki. Swoim czarem ogarnia nawet nie­wierzących. Iluż to ludzi niewierzących ubierze choinkę, połamie się opłatkiem, zje rybę. Być może, że kiedyś i to będzie dla nich „znakiem na głębi” i zrozumieją to, co należy zrozumieć. Zresztą wysiłki Kościoła w różnych regionach świata idą też i w tym kierunku. Przeczytałem niedawno, że w Erfurcie, u naszych sąsiadów zachodnich, w katedrze biskupiej pasterka jest specjalnie zaadresowana do ludzi niewierzących. Przychodzą na zaproszenie biskupa, słuchają słów Pisma świętego, przypatrują się, jak ludzie się modlą. Skoro zdecydowali się na przyjście, łamią się opłatkiem. I być może wtedy pada iskra światła Bożego, która ich skłania do włączenia się we wspólnotę ludzi wierzących.

Ale robiąc te różne dygresje, aluzje, nie utraćmy jednak wątku najważniejszego. Kościół obwieszcza nam dzisiaj jeszcze raz z całą mocą fakt przyjścia Pana. Pan przyjdzie! Więcej, mówi: Pan przychodzi! Przychodzi. To trzeba sobie dobrze uświadomić i – to jest treść naszej dzisiejszej refleksji – ustawić to wydarzenie w relacji do samych siebie. Czyli po prostu można by ująć rzecz w trzech punktach: ponieważ przychodzi, Przychodzącego trzeba przyjąć, aby przyjąć, trzeba się przygotować. Schemat jest prosty.

Kiedy mówimy: Pan przychodzi, to trzeba sobie wyjaśnić, kto to jest ten Pan. Kim On jest? Prorok Izajasz mówi (proszę zwrócić uwagę na takie małe słowo, ale tak wiele znaczące): „On sam przychodzi” (Iz 35, 4). On sam przychodzi! Iluż to ludzi nie zauważy w całym zespole wspaniałych przeżyć Bożego Narodzenia tego, że On przychodzi. Opłatek ważny, ryba ważna, drzewko ważne, podarki ważne, nawet pasterka, spowiedź, Komunia. I wreszcie: „On sam przychodzi”. Tak jakby zapukał do drzwi, odchylił, a my mówimy: Panie Jezu Chryste, w tę Wigilię do mnie przyszedłeś? Niesamowita sprawa!

Proszę nad takim słowem, nad taką krótką informacją się zatrzymać: „Pan sam przychodzi, aby nas zbawić” (Iz 35, 4). Mamy zostać odkupieni. Te stare terminy chrześcijańskie „zbawić, odkupić” wolimy zastąpić: dać nam wolność. Nie ma człowieka, który nie tęskni za wolnością. Zwłaszcza ostatnio tyle się o tym mówi. O zniewolonym umyśle. Choć równocześnie, kiedy pękają mury i opadają kajdany, zapomina się, że można również zniewolić człowieka inaczej. Choćby serwując mu papierosy, alkohol czy pornografię. Można zniewolić go od dziecka do zła, z któ­rego się już nie wyzwoli. I dostanie kajdany gorsze niż te, które brzęczą i które można kiedyś zrzucić z ręki. Rozbija się człowieka od wnętrza.

Ale tu jest niebezpieczeństwo interpretacji powierzchownej. „Pan sam przychodzi, aby nas zbawić” (Iz 35, 4). Będziemy uwolnieni przez Pana, a nie inaczej. Iluż to ludzi w doświadczeniu ostatecznego zhańbienia i pognębienia pozostało wolnymi do końca. Bo patrzyli w Pana i dzięki spotkaniu się oczu, twarzą w twarz, zachowali całkowitą wolność. Grzech zniewala, szatan zniewala, zdeprawowane sumienie zniewala. Pan wyzwala. Pan, który daje siebie, odsłania tajemnicę, jaką jest Bóg, Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty: ta Trójca mówi, że Bóg jest Miłością. I tylko prawdziwa Miłość daje prawdziwą wolność. Jest zbawieniem.

Teraz już wiemy, kim On jest, Ten „Który przychodzi” (Ap 1, 8). Wiemy też, czego pragnąć. I już widać, że człowiek, który nie dojdzie w swoim przygotowaniu do tej warstwy, Święta przeskoczy jak kangur uciekający przed lwem. Trzeba wiedzieć, Kto przychodzi. Bóg daje Syna, Słowo staje się Ciałem, aby zamieszkało wśród nas. Z rozrzewnieniem śpiewamy te wspaniałe kolędy: „Nie było miejsca w gospodzie”. Nie otworzono Mu domu, musiał iść do stajni, by w niej się zatrzymać. I tutaj się sprawa specyfikuje. Można obwieszczać, iż Pan przyjdzie, i żądać elementarnego przygotowania: idź do spowiedzi, wyrzuć grzechy ciężkie, żebyś nie zablokował Mu drzwi do swojego serca.

Ale można powiedzieć więcej. Mówię do ludzi, którzy to już uczynili i żyją w łasce, a więc: przyjdź w tym przygotowaniu do postanowienia, byś jeszcze głębiej się przygotował, abyś przychodzącemu Bogu, który jest Miłością, poddał siebie. Poddaj się Temu, który jest Miłością i chce objąć ciebie w uścisku miłości. Verbo omnibus viribus adhaerere, wołał Bernard z Clairvaux prawie tysiąc lat temu, głosząc po Europie rekolekcje: trzeba, żebyśmy się poddali Słowu i przylgnęli do Słowa omnibus viribus, całą mocą. Taka jest interpretacja przykazania Boskiego: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całym swoim umysłem, całym sobą” – żebyś wiedział, że pokonanie grzechu jest pierwszym etapem do tego, aby pójść w górę i zacząć żyć w zjednoczeniu ze Słowem. Co więc znaczy „przyjąć”? Ziarno pada na glebę. Jaka jest gleba? Słyszeliśmy dzisiaj proroka Izajasza: „Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia” (Iz 35, 1). Śpiewamy w Psalmach: „Jak spękana, zeschła ziemia w czas posuchy wody łaknie” (Ps 63). „Niebiosa, rosę spuszczajcie z góry”. My jesteśmy tą spękaną ziemią tęskniącą za wodą rosy. To jest przychodzący Bóg. I dlatego mówimy: jeśli Przychodzący przyjdzie, to kto Go przyjmie? Kim ja jestem? Ja, który chcę przeżyć Boże Narodzenie jeszcze raz. Bo dostałem przywilej, że mi jeszcze życia doczesnego nie zabrał.

Kto więc przyjmuje? Proszę zauważyć niezwykłą mądrość Kościoła, który od kilku tygodni przez cały Adwent ukazuje nam postać św. Jana Chrzciciela. To nie jest z przypadku. Jan jest człowiekiem, który bezpośrednio wyprzedza przyjście Pana. To on wołał o sobie: „Jam głos wołającego na pustyni” (J 1, 23). Zobaczmy, że jest różnica, ale i zbieżność między głosem a słowem. Głos, po łacinie vox, który przygotowuje do przyjęcia słowa, verbum. Głos jest dźwiękiem. Tak jak w kościele, tutaj, mogą stać, siedzieć ludzie, którzy mnie słuchają, i mówią sobie: no, mówi kazanie, słyszą głos, dźwięk. Ale ktoś nagle w tym dźwięku, w zestawie zdań, w logice argumentacji zobaczy sens słów. Nie moich, nie tego księdza X, który jest mądrzejszy czy głupszy od tamtego. Ale sens Słowa, którym jest Syn Boży: „a Słowo stało się Ciałem” (J 1, 14). Przyjąć Słowo! I proszę zauważyć, że ten, kto nie przyjmie głosu Jana Chrzciciela, który domaga się pokuty, wzywa do przemiany, do nawrócenia, ten nie potrafi przyjąć również Słowa, którym jest Jezus. I tu jest cała tajemnica. Cała tajemnica mocy Słowa i niemocy Słowa.

Można przyjąć Chrystusa i można przed Chrystusem zamknąć drzwi serca i powiedzieć: ograniczmy się do opłatka, ryby, choinki. I tak będziemy robić rok po roku. I będziemy zjeżdżać na nartach z Kasprowego, bo Bogu dzięki, śnieg jest. Nawet na pasterkę pójdziemy. Będziemy siedzieć jak górale na żerdkach i patrzeć, i słuchać, jak pięknie śpiewają, na gęślach grają, ale do spowiedzi, żeby oczyścić serca, do Komunii – po co podchodzić? Ilu jest takich ludzi, którzy szukają, ale nie do końca. Którzy otwierają drzwi, ale tylko przez szparę rozmawiają z Tym, który puka. I dlatego, moi drodzy, proszę patrzeć, co dzisiaj wspaniałego Kościół nam daje na tę niedzielę, trzecią, Adwentu. Jan Chrzciciel mówi: „Nawracajcie się”. Te słowa brzmią od pierwszych dni Adwentu. Dziś mówi coś innego. Mówi, co ma być dalej. „Gdy Jan usłyszał (a był już w więzieniu) o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?»” (Mt 11, 2 3). Człowiekowi, który wyraził zgodę na oczyszczenie duszy z grzechów, który się nawrócił, mówi: idź teraz do Jezusa i zadawaj Mu pytania, zapytaj Jezusa sam. Jan każe temu, kto szuka Jezusa, iść do Niego. Chce go doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji z Jezusem. I to konfrontacji znowu przez rozmowę, słuchanie („wiara jest ze słuchania” – por. Rz 10, 17) i przez patrzenie. Trzeba zobaczyć Chrystusa (por. J 1, 46; 12, 21) i zacząć z Nim dialogować.

„Jezus im odpowiedział: «Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie (konfrontacja, która prowadzi od olśnienia do fascynacji): niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi»” (Mt 11, 4 6). Ten się przygotowuje prawidłowo do przeżycia świąt Bożego Narodzenia, kto przyjmuje wstępne warunki Jana i następne, sprecyzowane dokładnie wymagania. A więc: idzie do Jezusa, patrzy i słucha.

Proszę zauważyć, jak wspaniale liturgia zestawia ten fakt ewangeliczny z zapowiedzią Izajasza: Pan „sam przychodzi, aby nas zbawić. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. I odkupieni przez Pana powrócą” (Iz 35, 4 6.10).

Pan otwiera oczy, Pan otwiera uszy. Mieliśmy w czwartek obrzęd przyjęcia katechumenów, ludzi dorosłych, którzy proszą o chrzest. Był to pierwszy akt, polegający właśnie na otwieraniu oczu i uszu przez znak krzyża. Znak krzyża na czole, byś otworzył swoje myślenie na przyjście Chrystusa, na oczach, byś patrzył nie na zło, ale na dobro i wreszcie zobaczył Chrystusa, na uszach, byś w powodzi informacji i książek, słów, gazet i bełkotu ludzkiego usłyszał głos Mistrza z Nazaretu. Najważniejszy. Bo „cóż pomoże człowiekowi, choćby nie pół świata, ale cały świat zyskał” (por. Mt 16, 26), jak Aleksander Wielki, a Chrystusa nie spotkał?

Jezus Chrystus, Syn Boży, staje się człowiekiem. Trzeba przyjść, podejść, popatrzeć i dotknąć. Orędzie adwentowe odnosi się do ludzi różnych warstw: którzy jeszcze nie zaczęli a mają zacząć, do początkujących, do tych, którzy zaczęli i postępują naprzód, ale też zwraca się do tych, którzy są już prawie u szczytu. Bo też tu, wśród nas są i tacy, którzy przeszli przez tygiel oczyszczenia i pozostali cierpliwi i wierni. I Bóg dał im taką porcję światła, że już zostaną przy Nim. „Trwajcie cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie” (Jk 5, 7). A więc powtórzmy, żeby lepiej zapamiętać. Przyjąć Przychodzącego to zerwać z grzechem, nawrócić się – spowiedź adwentowa, metanoia – ale po to, aby oczyściwszy się, przyjąć Jego miłość. Jego miłość! Bo ta „nasza” miłość jest bardzo niebezpieczna. Zresztą słowo jeszcze bardziej niebezpieczne. Żeby przyjąć Jego miłość i miłować Boga tak, aby Bóg mógł miłować Siebie w nas.

To zdanie warto zapamiętać. Łatwo to powiedzieć! Ale spróbujmy naszkicować sobie obraz taki: ze szczytu góry Bóg Ojciec patrzy na Syna, który na krzyżu umiera i zmartwychwstaje, a później ten, kto otrzyma przez Eucharystię przywilej uczestniczenia w Jego śmierci i zmartwychwstaniu, staje się jednym ciałem z Chrystusem. Ojciec patrzy na niego i mówi: to też mój syn. Dlatego używamy często tego terminu, nie przez wszystkich zrozumiałego, kiedy mówimy (jak to prymas Wyszyński powtarzał, rozpoczynając kazania): Dzieci Boże! To nie slogan. To jest najgłębsza treść Ewangelii zrealizowanej w człowieku. Bóg daje nam, abyśmy Jemu oddali, dar Siebie samego. Żebyśmy oddali Mu dar, który od Niego otrzymaliśmy. I wtedy widać – jeszcze raz wrócę do Izajasza – ale już głębiej rozumiemy, co powiedział: „On sam przychodzi, aby nas zbawić. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. I odkupieni przez Pana powrócą” (Iz 35, 4 6.10).

To jest orędzie adwentowe: przygotować się na przyjście Pana. Ten tydzień niech będzie szczególnym czasem przygotowań i w tej warstwie. Błądzilibyśmy, gdybyśmy powiedzieli: zostawcie sprawy materialne na boku, bo to nieważne. To też jest ważne. To jest część naszego życia, krzyża, który niesiemy. Ale też i tym krzyżem możemy otwierać drzwi, za którymi stoi Bóg. Chodzi o to, żebyśmy się nie ograniczali tylko do tej warstwy. Żebyśmy właśnie, korzystając z tego krzyża codzienności, mieli również czas na spowiedź, a zwłaszcza na przyjęcie Eucharystii, uczestniczenie we Mszy świętej, i na modlitwę, gdzie z Chrystusem, który tchnie Ducha Świętego, Miłość, nawiązujemy kontakt i czynimy dar Chrystusowy darem naszym. W tym duchu spróbujmy wejść w Boże Narodzenie. W jego Wielkie Misterium. I wołać: „Maranatha! Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 20). Veni, Domine Jesu! Co czynimy w każdej Mszy świętej, która jest przyjściem Pana i powinna być przyjęciem Pana. Kto o tym wie, ten z jeszcze większą radością przeżywa Boże Narodzenie.

(1989)

10 grudnia 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

3 NIEDZIELA adwentu

ROK A

Pierwsze czytanie: Iz 35, 1‑6.10
      Drugie czytanie: Jk 5, 7‑10
      Ewangelia: Mt 11, 2‑11