Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Chętniej wytężamy słuch na słowo mówione, kiedy dotyczy spraw
naszych, kiedy jest aktualne, a do tego rzeczowe i konkretne. Przecież każdy
z nas niesie w sobie wiele pytań, na które chce uzyskać odpowiedź. Szukamy
wciąż. Nie ma takiego człowieka, który by już wiedział wszystko i tym samym
był do końca uspokojony.

Oczywiście, są pytania, które dotyczą naszej codzienności,
najczęściej z nimi łączymy to, co nazywamy: aktualne. Jak ktoś zaczyna
mówić zbyt teoretycznie, mówimy: to nieaktualne, to niepraktyczne, to mnie
nie obchodzi. A to, co dotyczy codzienności, to polityka, ekonomia,
wychowanie, choroba, zdrowie, sport, sztuka... Jedna warstwa.
Ale są także pytania – i wiemy o tym dobrze, że przychodzą chwile w
życiu, kiedy bardzo ostro te pytania się odzywają – od których zależy tamta
warstwa i odpowiedzi na te wszystkie poszczególne, szczegółowe pytania. To
jakby drugi stopień, druga płaszczyzna naszego życia. Pytania o sens życia, o
sens umierania przede wszystkim, czy też „umierania, by żyć”, pytania o los
pośmiertny (zbliża się listopad, pójdziemy na cmentarne rekolekcje, gdzie
będziemy słyszeć głośno memento mori), pytania o sens historii, o sens bytu
narodowego, o sens wolności. To są te wielkie pytania, dotyczące niby
tematów bardziej odległych. Ale czy może człowiek rozwiązywać tamte
powszednie, zwyczajne, codzienne bez posiadania odpowiedzi na te
podstawowe?
Oto właśnie te z drugiego piętra, czy idąc w dół, fundamentalne, są dla
naszego życia istotne. Słusznie nazywamy je podstawowymi,
fundamentalnymi, bo bez nich życie ludzkie się załamuje. Wymyśliliśmy
niedawno słowo „frustracja”, którym często operujemy. Beznadziejność jest
słowem określającym stan człowieka, który nie ma nadziei, a wróciła dzisiaj
„nadzieja” jako słowo modne i ciągle nim się posługujemy (nawet ktoś ostatnio
powiedział o naszym Papieżu, że jest Papieżem nadziei). I człowiek
sfrustrowany, człowiek, który nie ma nadziei, zaczyna chorować na śmiertelną
chorobę, jaką jest rozpacz (tak ją Kierkegaard nazwał 69 ), chorobę na śmierć.
Rozpacz to jest prawdziwa śmierć. Stąd też szukanie rozwiązania w
narkotykach czy w jeszcze bardziej radykalnym przecięciu linii życia.
Ten wstęp, jak wiadomo, jest zasugerowany dzisiejszym słowem Boga
do nas. Jak to wszystko coś znaczy! Tak przyzwyczailiśmy się do słuchania
Ewangelii, Pisma świętego. Mówimy: oto słowo Boże, oto słowo Pańskie. Tak,
to jest słowo Boga. Zasypywani słowami ludzkimi jak trocinami, czasem już
słowa Bożego nie słyszymy.
O co chodzi w słowie Boga powiedzianym do nas dzisiaj? Przed
chwilą słyszeliśmy – lektorzy tutaj przeczytali je głośno, jak heroldowie, którzy
trąbią w fanfary, żeby ludzie zatrzymali się i słyszeli, jakie orędzie chce do nich
skierować sam Bóg. Mówiąc najkrócej i ujmując treść dzisiejszego słowa
Boga skierowanego do nas w pewien schemat, trzeba wyjść od Ewangelii.
Jest tutaj naszkicowana postać człowieka niewidomego (jeśli chcemy,
powiedzmy mocniej: ślepego), który wchodzi w dialog z przechodzącym obok
Chrystusem. Od razu nasuwa się to porównanie, ale gdyby ktoś powiedział,
że to my jesteśmy ślepi i niewidomi wobec Chrystusa, który jest wśród nas, to
byśmy to poczytali za obelgę albo zaczepkę.

Ślepy – co to znaczy? Człowiek, który nie widzi tego, co ma widzieć.
Bo ślepota oczu jeszcze nie jest ślepotą najbardziej uciążliwą. Są inne ślepoty,
właśnie na tę wewnętrzną treść, która jest często ukryta pod grubszym czy
cieńszym nakryciem, powłoką. „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się! – Co chcesz,
abym ci uczynił? – Abym przejrzał” (por. Mk 10, 47.51). Nie każdy niewidomy i
ślepy pragnie przejrzeć. Gorsza jest ślepota ślepych, którzy nie chcą już
przejrzeć. „«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za
Nim” (Mk 10, 52). Ileż tu treści w każdym najmniejszym słowie!
Ale zatrzymajmy się nie na nim, tylko na nas – aluzja do ludzkich
wołań, do ludzkiej ślepoty i też do ludzkich pragnień, do ludzkich tęsknot.
Jeszcze doprecyzujmy: nie do ich tęsknot, tych wszystkich, których tu nie
ma (którzy nawet nie chcą słuchać słów Bożych, bo słuchają ciągle tylko tych
swoich albo tych drugich, tych z pierwszego poziomu), ale do naszych.
Jak żyjemy, czego od życia chcemy, co jest rzeczą najważniejszą w naszym
życiu? Tak czasem przypatrujemy się ludziom wierzącym w Jezusa
Chrystusa, którzy żyją tak, jak gdyby się nic nie dokonało. Trudno dzisiaj
mówić, że dopiero dzwony biły na rezurekcję. Ale one biją dalej i rezurekcja
trwa dalej, Chrystus wciąż codziennie wstaje z krzyża. A oni żyją dalej swoimi
sprawami i idą, i siedzą przy drogach jak ślepcy. I w ogóle nie wiedzą, kim jest
Jezus z Nazaretu.
Ale znowu: nie oni, tylko my. Kim jest Chrystus w moim życiu? Można
nawet zadać pytanie, precyzując je: w życiu człowieka, który uzyskał
największy przywilej: nawet codziennie uczestniczy w zmartwychwstaniu
Pańskim z krzyża, przyjmując Komunię świętą. Tu też są wobec tego faktu
ślepi. I dzisiaj właśnie w ten tak naszkicowany kontekst, w ten krajobraz
wdziera się zdanie, które już wyśpiewaliśmy: „Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy
dla nas” (refren Psalmu responsoryjnego). „Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla
nas”. Nie tylko ludzie czynią wielkie rzeczy, nie tylko genialni ludzie czynią
wielkie rzeczy, artyści, filozofowie, naukowcy, społecznicy. Moglibyśmy
wyliczać tutaj tych wszystkich wielkich tego świata. Pan Bóg uczynił
wielkie rzeczy dla nas. Pan Bóg czyni wielkie rzeczy dla nas. Co czyni?
Czemu o tym nie mówią i nie krzyczą wszystkie środki masowego przekazu?
Czemu nie piszą wszystkie gazety idące w tysięcznych nakładach? To jak to
jest: nie uczynił czy uczynił?
C o uczynił, co czyni? Jedno zdanie dzisiaj też takie padło, które
streszcza nam to wszystko, o co chodzi: „Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus
śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię” (śpiew przed
Ewangelią). Kto mówi, że wierzy, kto nawet chodzi codziennie do Komunii
świętej, zrozumie to zdanie wtedy, kiedy będzie trzymał w ręku werdykt swojej
własnej śmierci. Już wtedy nic nie będzie ważne. Wszystko będzie (jak
Bołkoński pod Austerlitz mówił, kiedy krzyczeli, że Napoleon jedzie)
brzęczeniem muchy. Nic nie warte, wszystko jak proch. Co wtedy?
Jest ktoś, kto śmierć zwyciężył. I moją śmierć zwyciężył. Nazywamy
Go: Jezus z Nazaretu. I mówimy o Nim jednym symbolicznym skrótem: nasz
Zbawiciel. Zbawiciel – też słowo często niezrozumiałe, wytarte. Nawet u tych

wszystkich, którzy ciągle szukają wolności i krzyczą, nie wiedząc, czego chcą.
Bardzo często nie wiedzą. Choć wielu z nich wie, o co chodzi.
I dzisiaj do tego nawiązuje Jeremiasz: „Wykrzykujcie radośnie na
cześć Jakuba, weselcie się pierwszym wśród narodów. Głoście, wychwalajcie
i mówcie: «Pan wybawił swój lud»” (Jr 31, 7). To jest właśnie ta wielka rzecz,
którą uczynił i czyni. Nie ma wolności ludzkiej bez Chrystusa 70 . Poddać się pod
Jego panowanie, poddać się pod Jego wymagania, Jego przykazania. Być
wiernym w cierpliwości aż do śmierci. Nawet jak mocno w twarz dmucha
przeciwny wiatr 71 .
Co to jest to, co Pan czyni, co nazywamy: „wielkie rzeczy uczynił
Pan”? W te teksty wplotło się też i to zdanie: „Ci, którzy we łzach sieją, żąć
będą w radości” (Psalm responsoryjny). Tak więc owo „co” czyni jest jeszcze
wyjaśnione przez owo „jak” czyni. Całe czytanie wyjęte z Listu do
Hebrajczyków mówi, że Jezus Chrystus jest Arcykapłanem, który nas
prowadzi do Boga. To jest ta „wielka rzecz”, którą nam czyni. To jest właśnie
to, co my chcemy każdej niedzieli, każdego dnia świadomie i z wiarą
powtórzyć, jak ów ślepiec pod Jerychem, który się przysunął do zbliżającego
się Chrystusa i wołał: „Ulituj się nade mną!” (Mk 10, 47).
Chrystus obecny „dla nas i dla naszego zbawienia” w
Przenajświętszej Eucharystii, Chrystus idący na krzyż, składający ofiarę, by
owoce tej ofiary położyć na ołtarzu, aby każdy, kto tylko będzie miał wiarę,
przyszedł i spożywał wraz z ofiarą dojrzały Owoc życia, żeby był zbawiony –
to właśnie znaczy „Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas”.
A więc z tej struktury dzisiejszych czytań wynika, że trzeba
(zapamiętajmy sobie to na najbliższy tydzień) coraz bardziej poznawać i
zgłębiać to, co uczynił dla nas i co czyni dla nas. Trzeba zgłębiać te „wielkie
rzeczy”, żeby nie przytłumiły ich tamte rzeczy, które owinięte w świecące
barwy neonów, cynfolii, krzykiem megafonów zagłuszają to, co uczynił Bóg i
co słychać w ciszy wiary i pokory, i cierpliwości. To, co Bóg dla nas uczynił i
czyni, co zamknął w Eucharystii, trzeba uczynić zasadą swojego codziennego
życia. I właśnie z tej bazy iść w szczegóły. Każdy szczegół ma swoje
rozwiązanie, jeśli człowiek stoi na fundamencie tej prawdy, jeśli oparł
swoje stopy na skale, którą jest Chrystus.
Właśnie wtedy tworzy się ta synteza i interakcja: On jest Zbawicielem,
a ja, mając wiarę jak ślepiec, który się do Niego przybliżył, kiedy się do Niego
przybliżę, uzyskam przywilej otwarcia oczu, bo On objawia się takim, którym
nie brak wiary w Niego. To jest ta największa w życiu synteza, jaką człowiek
może dzięki przywilejowi danemu przez Boga otrzymać.
Przed chwilą w waszym imieniu i własnym wypowiedziałem tutaj
głośno modlitwę do Boga Wszechmogącego (wszechmogącego! też tak
czasem przez to słowo przeskakujemy, jakby to nie było ważne, bo są rzeczy

„bardziej wszechmogące”; Bóg jest wszechmogący!): „Wszechmogący,
wieczny Boże, pomnóż w nas wiarę, nadzieję i miłość i daj nam ukochać
Twoje przykazania, abyśmy mogli otrzymać obiecane zbawienie. Przez
Chrystusa, Pana naszego. Amen”.

(1988)

 

 

23 października 2021
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

30 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK B

Pierwsze czytanie: Jr 31, 79
Drugie czytanie: Hbr 5, 16
Ewangelia: Mk 10, 4652