Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Za kilka dni, konkretnie za cztery, zebrani wspólnie przy stole wigilijnym, rozpoczniemy w podniosłym nastroju świętowanie uroczystości Narodzenia Pańskiego.

Może być rozmaity stopień przeżywania: od materialnego zaspokojenia głodu po wigilijnym poście, poprzez radość z odczytanych symboli tworzących scenerię wieczerzy wigilijnej – ryba, opłatek, modlitwa, czytanie Ewangelii, wspólny śpiew kolęd – opisujących wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat, aż do pełnej wiary zadumy nad przeżywanym misterium. Używam tu świadomie terminu „misterium”, jak również: nie byle jakiej zadumy, lecz pełnej wiary.

Wszystkie wymienione tutaj warstwy są ważne: i ta materialna, i ta obyczajowa, ale byłoby źle, gdybyśmy (jak to często bywa) ograniczali się tylko do fragmentów, gubiąc ich głęboki sens. A byłoby dobrze, gdybyśmy w poszczególnym fragmencie odczytywali całość. Bo nawet ryba leżąca na stole wigilijnym jest od początku chrześcijaństwa symbolem Chrystusa. Ryba po grecku znaczy ichthys – Iesous Christos Theou Hios Soter, „Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel”. Trzeba mieć wiarę i znać sens tych symboli.

Ale wróćmy do tego najgłębszego. Nie ma wątpliwości, że dopiero zejście do tego pokładu, który nazywamy „misterium”, i jego przeżycie oznacza prawdę Świąt. I to trzeba dodać, że przeżywanie tego misterium ma nieskończoność możliwości. Bóg jest niepojęty, niewypowiedziany, i wciąż gubimy się, szukając poznania Jego misterium. Ponieważ w określeniu „przeżycie” trzeba brać pod uwagę moment poznawczy, trzeba poznać misterium – ale na tym nie można się zatrzymać, trzeba też w tym misterium uczestniczyć. Trzeba po prostu żyć treścią misterium Bożego Narodzenia. Oto jest właśnie to, do czego wszyscy powinniśmy powoli, mając przywilej życia dłuższego czy krótszego na tym świecie, dojrzewać.

Właśnie to gorąco pragnę w tym naszym ostatnim spotkaniu przed uroczystością Bożego Narodzenia uczynić przedmiotem naszej refleksji. A wy, którzy słuchacie tego, jeśli potraficie, w wieczór wigilijny podzielcie się z tymi, którzy tego nie wiedzą. Na tym powinien, między innymi, polegać ten przekaz, międzypokoleniowy, we wspaniałym klimacie i scenerii Świąt: żeby rodzice swoim dzieciom to umieli przekazać. Bo kto im przekaże?

Ale zanim podejmiemy ten wątek, pozwolę sobie nawiązać do owego pytania, jakie zadaje sobie wielu ludzi współczesnych, także i niektórzy z nas. Pytanie to brzmi: czemu Chrystus nie narodził się dzisiaj? Czemu przyszedł w czasie panowania cezara Augusta? Dla ostrości naszkicuję jeszcze jeden wymiar. Wielkie grzechy chrześcijan, przeżywanie beznadziejności – przez chrześcijan, bo inni nie wiedzą tego, co my wiemy – pesymizm tych, którzy domagają się odpowiedzi na pytanie, czemu nie dzisiaj, i nie potrafią sobie na to odpowiedzieć, i co gorsza, trzymanie się dróg grzechu, rozbijanie jedności, życie w podziałach, chrześcijaństwo podzielone na schizmy, na sekty, które mają „swoją” prawdę, swoje dogmaty, swoje punkty widzenia, swoje interpretacje, choć deklarują się, że wierzą w tego samego Boga, Jezusa Chrystusa – czy nie jest to świadectwem tego samego? To znaczy: niby szukając Chrystusa, swoim życiem świadczą, że Go jeszcze nie znaleźli. Bo czego innego szukają?

A my, poszczególni ludzie, zwyczajni grzesznicy – czemu tyle grzechów, rozczarowań, wątpliwości, kryzysów, załamań, zdrad, odejść, łamania prawa Bożego i tym samym relacji międzyludzkich? myślę o tych wszystkich rodzinach porozbijanych, o tych waśniach narodowych, międzynarodowych – czy wiemy, gdzie Go szukać? Gdzie szukać Jezusa Chrystusa, tak jak mędrcy szukali, czytając w gwiazdach? Czy wiemy, jak Go znaleźć? Czy zasiadając do stołu wigilijnego w tym roku, Anno Domini 1986, będziemy wiedzieli lepiej, więcej o poszukiwaniu Umiłowanego przez Oblubienicę, choćby ze znanego opisu Pieśni nad Pieśniami:

Na łożu mym nocą szukałam

umiłowanego mej duszy,

szukałam go, lecz nie znalazłam.

«Wstanę, po mieście chodzić będę,

wśród ulic i placów,

szukać będę ukochanego mej duszy».

Szukałam Go, lecz nie znalazłam.

Spotkali mnie strażnicy, którzy obchodzą miasto.

«Czyście widzieli miłego duszy mej? »

Zaledwie ich minęłam,

znalazłam umiłowanego mej duszy,

pochwyciłam go i nie puszczę.

Jak Maria, która przyszła do pustego grobu po zmartwychwstaniu Chrystusa i wołała z rozpaczą w sercu: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono” (J 20, 13).

Właśnie. Przygotowując się do głębokiego przeżycia uroczystości Narodzenia Pańskiego nie sposób pominąć tych spraw. Kto pragnie zanurzyć się w pełną pokoju radość Nocy betlejemskiej, ten musi, po pierwsze, znać misterium Bożego Narodzenia, po drugie, żyć treścią tego misterium. Nie może patrzeć się na zasadzie niezaangażowanego widza. Nie może tylko zapalać świeczki i wystawiać świecidełka, żeby dzieci miały trochę radości. Ty sam musisz promieniować tak jak zapalona świeca, żeby było jaśniej i żeby było cieplej.

Misterium, powtarzamy to słowo – czym jest? Przypomina nam prawdę, że narodzenie Jezusa jest równocześnie początkiem narodzenia Kościoła. Już wiemy wiele na ten temat, nieraz snuliśmy refleksje dokoła tej prawdy. Jezus bowiem, narodzony w Noc betlejemską w stajni, jest kresem procesu stwarzania, Adam i Ewa początkiem ludzkości. Dlatego że człowiek zgrzeszył, Syn Boży Jezus Chrystus przychodzi, aby wziąwszy ciało z Maryi Dziewicy umrzeć za grzechy na krzyżu, zmartwychwstać i ukryć się w Ciele Eucharystii. Po to, by każdy grzesznik mógł obmyć swe grzechy we Krwi Baranka (Ap 7, 14), otrzymać rozgrzeszenie w sakramencie pokuty i dotknąć się tego Boskiego Ciała jak pasterze i mędrcy, i ci, którzy żyli wtedy, kiedy się wcielił.

Nic nie ma ukrytego (Mk 4, 22). Nie jesteśmy biedniejsi niż tamci. Wszystko, co było tam, jest tu. Nawet śmiem powiedzieć: jest więcej. Bo dzięki Eucharystii mamy bliższy kontakt z Chrystusem niż ci biedni pasterze i mędrcy, którzy poznali misterium, ale nie mogli dotknąć się go w taki sposób, by żyć pełnią tego miste­rium. Jezus z Betlejem to Jezus Eucharystii i Chrystus eschatologii. Zauważyliście? dzisiejsze teksty liturgiczne są nabrzmiałe tymi treściami! Wskazują na Maryję. Właśnie to, co Augustyn tyle razy przypominał swoim wiernym w Hipponie: dzięki Eucharystii Maryja, która dała ciało Jezusowi, daje nam możliwość stania się cząstką Ciała Chrystusa – Ona, Matka Jezusa i Matka Kościoła. Chrystus Głowa jest w niebie, a dzięki Eucharystii Ciało Chrystusa, my, idziemy po tej ziemi. Ale stanowimy jedno.

To jest misterium Bożego Narodzenia!

I dlatego kto zasiada do stołu wigilijnego, ten musi sobie uprzytom­nić, że to wszystko się w nim dokonało przez chrzest. I że nie ma pełnych Świąt bez spożywania Eucharystii. I to nie tylko w sposób pobożnościowy: pójdę, wyspowiadam się, postoję w tym ogonku – i za chwilę znowu wrócę w grzech i będę żył tak, jak żyłem. Po co to wszystko? Po to, by być już na stałe świadomym, żywym organizmem Boga Człowieka. Który stał się dla nas człowiekiem i dla nas poniósł śmierć na krzyżu i zmartwychwstał. Słyszymy dzisiaj: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami” (Mt 1, 23). Bóg jest wciąż z nami. Czy człowiek głęboko wierzący może pytać: czemu Chrystus nie narodził się dzisiaj? To, co się wydarzyło wtedy, jest dziś jeszcze bardziej niż wtedy, dokonuje się wciąż: Jezus jest z nami.

Chrystus przychodzi, ale przychodzi w sposób inny niż w Betlejem, niewidzialny. Bogu dzięki, że Sobór Watykański II z taką mocą przypomniał nam o tym, że Chrystus w czasie sprawowania Eucharystii jest już w zgromadzonym ludzie, który żyje bez grzechu, w słowie Bożym, w Postaciach eucharystycznych i w osobie kapłana, który ma moc odpuszczania grzechów i sprawowania cudu Eucharystii, przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Boga Żywego.

To jest misterium. W to misterium się zanurzyć. Ojcowie Kościoła mówili: trzeba komunikować w Słowie, przyjąć komunię Słowa, wsłuchiwać się w Ewangelię, aby później przyjąć komunię Ciała. Przyjmować Chleb przemieniony w Boga i żyć tak jak Chrystus żyje, i mieć w sobie Pełnię, taką, jaką ma Chrystus, dojrzewać do tej Pełni (Ef 4, 13). Czyli: komunikując w Słowie i w Ciele, komunikować coraz bardziej w życiu Trójcy Świętej. Bo po co tyle razy dziennie się żegnamy? Żeby sobie przypominać, że poprzez Krzyż wchodzimy w życie Trójcy Przenajświętszej. Wchodzimy do serca tej Miłości, która stworzyła świat. I pomimo pozorów, które nas często prowadzą do pesymizmu, bo świat szaleje – pomimo pozorów życie chrześcijańskie ma sens, bo Bóg Wcielony jest tylko w Jezusie Chrystusie.

Dlatego uklękniemy w Boże Narodzenie wyznając, że z Maryi Dziewicy Narodzony jest Synem Bożym. I oddamy cześć temu Bogu, który jest z nami wciąż. I pójdziemy w nowy rok z tym wielkim zadaniem: aby poznając to misterium, coraz głębiej nim żyć. „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami” (śpiew przed Ewangelią). Bóg jest z nami.

(1986)

17 grudnia 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

4 NIEDZIELA ADWENTU

ROK A

Pierwsze czytanie: Iz 7, 10‑14
       Drugie czytanie: Rz 1, 1‑7
       Ewangelia: Mt 1, 18‑24