Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Pierwsze czytanie: Dz 4, 8-12

Drugie czytanie: 1 J 3, 12

Ewangelia: J 10, 11-18

 

Wprowadzenie do Mszy świętej:

 Zanim wejdziemy w wnętrze sprawowanego obrzędu – przez znaki dociera się do ukrytej rzeczywistości; ukrytą rzeczywistością tego znaku, który sprawujemy, który nas zgromadził, Mszy świętej, jest krzyżowa ofiara Chrystusa, uobecniona dzięki wszechmocy Boga, który wskrzesił Syna swego z krzyża – zanim więc dojdziemy do tego wnętrza, jeszcze raz przypomnijmy te słowa, które pieśń nam podsunęła: „Chrystus zmartwychwstał”. Chrystus jest. Dla nas, abyśmy i my zmartwychwstali. Jaka cena powinna być zapłacona za taki dar?! Nie ma żadnej ceny, to jest bezcenny skarb. Prośmy o przebaczenie, byśmy to coraz głębiej rozumieli i tak żyli. (Chwila milczenia). Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu...

 

Homilia:

Okres Wielkanocy trwa. Taka mała uwaga: nie tylko „wielkanocny”, ale „Wielkanocy”. Haec dies, quam fecit Dominus. „Oto dzień, który Pan uczynił” (Ps 118, 24), dzień, który nie zna zachodu, i kto się zjednoczy z Chrystusem zmartwychwstałym, ten jest ciągle w świetle dnia. Królestwo szatana jest królestwem ciemności, grzechu i śmierci.

Okres Wielkanocy więc trwa. Może dla kogoś z tu obecnych dziwnie zabrzmi sama idea przypominania o tym, skoro każdy dzień przynosi tysiące informacji, mówi o przeróżnych wydarzeniach – które czasem są przyozdabiane w świecącą cynfolię, żeby uczynić z tego coś wielkiego i znakomitego i zasłonić oczy przed prawdziwym światłem. Żerują na tych właśnie tak podawanych faktach telewizja, radio, czasopisma, gazety. Ale bez tego przypomnienia: okres Wielkanocy trwa, przypominanie wszystkiego innego byłoby, z naszego punktu widzenia, czymś bardzo znikomym i nie dającym człowiekowi tego, czego szuka.

A więc trzeba się wytłumaczyć, jeśli tak się stawia sprawę, co to znaczy. Otóż dla uczniów Chrystusa, dla chrześcijan, Wielkanoc, okres Wielkanocy znaczy, że trzeba sobie przypomnieć – okres ten nam przypomina o tym – co Chrystus zrobił dla nas. Dokonanie Chrystusa dla ludzi, dla ludzkości nazywa się Misterium Paschalnym: śmierć i zmartwychwstanie. Umarł i zmartwychwstał, by wstąpić do nieba i zesłać Ducha. I przypominamy sobie to wszystko po to, by poznać prawdę o nas – też liczba mnoga nas nie kontentuje – o sobie samym. Znasz już prawdę o sobie samym? Gdzie jej szukasz? Kto ją zna w pełni? A Chrystus mówi: „Prawda was wyzwoli” (J 8, 32).

Piłat pytał: „Co to jest prawda?” (J 18, 38), i po dziś dzień pytają, jakby nie chcieli wierzyć. A Chrystus mówi: „Ja jestem prawdą, drogą i życiem” (J 14, 6). Kto odrzuca Jezusa Chrystusa, odrzuca prawdę. I to zderzenie tych, którzy przyjmują Chrystusa i którzy odrzucają, którzy przyjmują prawdę i którzy odrzucają – trwa. Nazywamy to konfliktem humanizmów. Wszystko jedno, jak nazywamy – konfrontacja trwa. Szatan walczy z Bogiem, Bóg z szatanem.

Otóż to sobie dzisiaj przypominamy. I tutaj już widać, że takie zdanie „okres Wielkanocy trwa” ma wiele do powiedzenia nam, uczniom Chrystusa. Przypomina nie tylko jakąś ogólną prawdę. Można mieć, jak to żartobliwie i brutalnie mówią, „swoją prawdę, też prawdę, i góralską prawdę”. Ale mieć prawdę Chrystusa o sobie samym i dzięki temu mieć prawdziwą wolność! Iluż to ludzi miesza w ogóle płaszczyzny i wolność myli z samowolą. Wolność zrodzoną z Chrystusa – z samowolą zrodzoną z pychy, ludzkiej albo szatańskiej. Wszystkie kategorie mogą być boskie, ludzkie i szatańskie. Szatan też proponuje tak zwane dobro, tak zwane piękno. Wszystkie transcendentalia są podawane przez Boga, ale szatan je ubiera w swój strój. Wolimy dzisiaj nazywać dobro wartościami, bo wtedy granica między dobrem a złem zaciera się, jest „skala wartości”, która jest całkiem płynna. Ale nie o tym chcę mówić.

A więc, jaka jest prawda o mnie? Chrystus dzisiaj najpierw przez usta Piotra szkicuje przed nami obraz (łatwo go zapamiętać, zwłaszcza ludziom epoki audiowizualnej): chory stał się zdrowym. I mówi Piotr, że to przez Chrystusa: to „w imię Jezusa Nazarejczyka, którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych, przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy” (Dz 4, 10). Jaka prosta, przejrzysta faktura, powiedzielibyśmy, tego obrazu! „Przez Chrystusa” – to się nam kojarzy z liturgią, która tyle razy mówi: przez Chrystusa.

Ale do tego Jan Ewangelista – przy Piotrze Jan! – daje komentarz: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, kim będziemy” (1 J 3, 2a). Proszę zauważyć: obecnie dziećmi Bożymi jesteśmy, kim będziemy, jeszcze się nie ujawniło. Ale „gdy się to ujawni, będziemy do Niego podobni; bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3, 2b). Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje (Rdz 1, 26). Obraz został obrzucony błotem bardzo szybko, a potem obmycie tego błota, aby dotrzeć do podobieństwa, dokonuje się powoli. „Podobieństwo Boga” to człowiek obmyty w krwi Chrystusa – tym już jesteśmy, choć nie wszyscy o tym wiemy.

Ale niejeden z nas, kiedy ustawi wymiar: obecnie jestem, w przyszłości będę – pyta też i przypatruje się temu, kim był. Kim był? Dla wielu z nas „kim był” jest równe temu, kim jest obecnie. Znowu ciekawy wątek do głębokich refleksji, do poszukiwań, aby poznać siebie i prawdę o sobie – a nie byle jaką prawdę.

Ale drążmy ten wątek: to właśnie „przez Niego”, „w Jego imię”. Może – żeby to nie poszło na marne, o czym rozmawiamy dzisiaj – kiedy rano się żegnamy, to się zatrzymajmy: „W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. Czemu krzyż? Czemu imię Ojca, imię Syna, imię Ducha? Co to znaczy? Czemu właśnie «w imię»? I jaka jest wierność – i temu «imieniu», i Bogu Wszechmogącemu? Który jedyny jest prawdą i każdemu człowiekowi mówi, jaka jest jego prawda.

Właśnie tutaj owo „w imię” wiąże nas z dziełem Chrystusa. To dzięki Jezusowi Chrystusowi (okres Wielkanocy trwa!) dokonała się, i dodajmy: dokonała i dokonuje się przemiana. On jest „kamieniem węgielnym” (Dz 4, 11), On jest „fundamentem” – powtórzyliśmy to dzisiaj kilka razy, choć „odrzuconym” i „wzgardzonym”. Co więcej, te małe słowa między rzeczownikami: „Kamień węgielny stał się fundamentem” (refren Psalmu responsoryjnego) – czy nie prowokują do następnego pytania? „Stał się”. W jaki sposób się stał? Jak się to stało, że On, Jezus Chrystus, stał się kamieniem węgielnym? Kto nie zajmuje się budową, niewiele wie chyba, czym jest kamień węgielny. Ale wystarczająco wie, że bez kamienia węgielnego cała budowla wznoszona jest na piasku (Mt 7, 2627) i jak przychodzi woda, wiatr wieje – wywraca się.

„Kamień węgielny stał się fundamentem”. Właśnie to dokonało się przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie w okresie Jego życia, krótkiego, dwa tysiące lat temu, którego szczytowym momentem była Pascha: śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego wyznajemy, nie na próżno wyznajemy – są tacy, którzy powinni zamilknąć, jeśli tego nie wyznają – i za chwilę będziemy mówić: „Został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca”.

Wielu ludzi, większość obecnych dzisiaj w kościołach wypowiada te słowa z wiarą. Wielu wypowiada też z miłością. To znaczy, że przyjmuje je jako prawdziwe, wiarygodne. A więc zobowiązujące. A więc nie byle jakie, wypowiedziane przez byle kogo gdzieś kiedyś w dziejach, a dziś już nieaktualne, wytarte, spłaszczone. Ukrzyżowany zmartwychwstał – to znaczy: dokonał sam dzieła, ale dokonał dzieła dla nas, zbawił nas.

Wielka rzecz! Ilu z nas podeszło do słowników teologicznych i przeczytało sobie hasło, co znaczy „być zbawionym”? Co to znaczy? Przy krzyżach kościelnych widać jeszcze napisy: „Zbaw, Panie, dusze nasze” albo „Ratuj duszę swoją”. Otóż w tym, czego Chrystus dokonał – w śmierci i w zmartwychwstaniu – jest ukazany również zarys tego, co jeszcze będzie dokonane, a na co czekamy teraz w okresie Wielkanocy, przedłużającym się, jak wiemy, poprzez siedem niedziel, żeby dobrze zapamiętać, żeby dobrze sobie przypomnieć, żeby zdmuchnąć kurz z tego, co jest prawdą naszego życia, co ma być prawdą naszego życia.

Mówił Jezus, zanim wypowiedział swoją Modlitwę Arcykapłańską zapisaną u Jana w siedemnastym rozdziale: „Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy (mówi o Duchu Świętym), który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie” (J 15, 26). I dodaje: „Pożyteczne dla was jest moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was. (A) gdy On przyjdzie, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Z mojego weźmie i wam oznajmi” (J 16, 7.1314). Oto zarys teologii trynitarnej, teologii o Trójcy.

Chrystus daje tchnienie, pierwsze tchnienie, na krzyżu. „Oddał ducha” (J 19, 30), mówimy. Po swoim zmartwychwstaniu „przyszedł tam, gdzie przebywali (Apostołowie), tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego!” (J 20, 19.22). A potem Duch Chrystusa zstąpił w inny sposób na ludzi. Dopełnił poszukiwań prawdy. Nie tej, którą odkrywają ludzie świeccy w badaniach naukowych, matematycy, fizycy, historycy, teologowie, wszyscy, lecz tej prawdy, którą – tak chce Bóg – mają poznać wszyscy ludzie, by wszyscy zostali zbawieni (por. 2 Tes 2, 10; 1 Tm 2, 4). Oczywiście, wszelka prawda, skoro jest prawdą, jest złączona z Bogiem, tyle że jedna jest bliżej istoty Boga, inna trochę dalej, na marginesie, tak jak w różnej odległości od głowy są serce, ręce i nogi. Ale wszystko jest potrzebne, aby objąć całą prawdę. Często empiryści znają tylko to, czego palec dotyka lub głos, a nie wiedzą, jak bije serce. Choć czasem są lekarzami i wydaje się, że znają się na sercach.

Otóż, moi drodzy, to jest niezwykła sprawa. Zmartwychwstał, aby wstąpić do nieba. Niebo – termin też wytarty, nie próbujmy go teraz określać. Dla naszego wątku wystarczy roboczo powiedzieć, że to jest „miejsce” Bogu właściwe, gdzie aniołowie oglądają twarzą w twarz oblicze Obecnego (nie wiem, czy was taka definicja satysfakcjonuje). Ale tam wstępuje Zmartwychwstały i ukrywa się przed nami. Rozszerza niejako stan uwielbienia, który dokonał się w momencie zmartwychwstania, po to, by wprowadzić do stanu uwielbienia – Chrystus, Bóg-Człowiek, Bogiem był, Człowiekiem stał się – człowieczeństwo, to co stanowi istotę naszego istnienia. Tam je wprowadza, lokuje (por. Ef 2, 56), tam ono zamieszkuje, po to, by było na zawsze przemienione i przepełnione życiem Boga i uwolnione spod władzy szatana, grzechu i śmierci.

I wstępując, zasiada Chrystus po prawicy mocy Boga (Ef 1, 20), jak wyznajemy w Credo: po prawicy Ojca. To znaczy, że odtąd działa mocą Boga Wszechmogącego (jeśli to wszystko się pooddziela, nic nie ma sensu, jak rozsypany alfabet w drukarni) i działa sposobem Boga. A „sposobem” Boga jest Duch Święty. Bóg działa «całkiem inaczej» niż ludzie: „Moje drogi nie są drogami waszymi” (por. Iz 55, 8) i dlatego się tak gubicie, jak ślepcy, idąc wygodnymi asfaltowymi traktami.

Wróćmy do tego małego słowa: „Pożyteczne dla was, abym odszedł, bo jeśli nie odejdę i nie ześlę Ducha – nie odkryjecie całej prawdy”. A więc ześle Ducha Świętego dla naszego zbawienia, dla poznania naszej prawdy: dla dokonania w nas tego, co się dokonało w Nim samym, w Jezusie Chrystusie. Też byłby to ciekawy egzamin, gdybym tutaj zamknął drzwi i obecnych zaczął pytać, co się dokonało w Jezusie Chrystusie, skoro to samo ma się dokonać w nas! Ciekawe pytanie. Po śmierci zmartwychwstał, potem wstąpił do nieba – aby zesłać Ducha Świętego dla dokonania tego samego, co się dokonało w Nim. To znaczy, dla wzmocnienia naszej percepcji rozumu i mocy woli przez łaskę, abyśmy mogli w jednej perspektywie, tak jak On, ująć poniżenie, wzgardę i cierpienie – i wyzwolenie od cierpienia, wzgardy i poniżenia: chwałę. Dialektyka krzyża i zmartwychwstania. To o to chodzi w chrześcijaństwie: w jednym akcie ujmować tę całość!

Dlatego w Chrystusie przezwyciężamy cierpienie. Paweł, pisząc do Kolosan, wypowiedział to znane zdanie: „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych (a to się dokonuje przez chrzest, przez Eucharystię), szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte w Bogu” (Kol 3, 13). To jest ta perspektywa, która jednoczy klęskę i zwycięstwo. To jest Pascha Chrystusa. To jest Wielkanoc, która trwa.

Już należałoby kończyć, ale trzeba tę klamrę spiąć. Otóż tak właśnie dokonało się nasze zbawienie – i ono się wciąż dokonuje. Na tym polega zbawienie nasze i odpowiedź na pytanie, kim będziemy, kim obecnie jesteśmy i kim byliśmy. Stworzyć taką wspaniałą syntezę, która ma swój pochód jak gdyby, ma swoją ewolucję, którą się musi świadomie prowadzić przez całe życie. To właśnie przez Chrystusa działającego w Kościele, bo obecnego w Kościele, dokonuje się w nas ta ewolucja. I jaką rolę odgrywa w tym Eucharystia! Bo chcąc Ją przyjąć, musisz wyznać grzechy, wyrwać je jak chwast z duszy, i przyjąć Tchnienie Boga Wszechmogącego. Wtedy zaczyna się ta duchowa przemiana.

I teraz proszę zobaczyć, jak na tym tle wygląda dzisiejsza przypowieść o Dobrym Pasterzu: „Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10, 11). Jak inaczej to rozumiemy, zupełnie inaczej! On „przychodzi po to, abyśmy życie mieli, abyśmy je mieli w obfitości” (por. J 10, 10). Abyśmy, mając pełnię życia, mogli przebić się przez próg śmierci, zwyciężyć śmierć, aby słuchając Pasterza i idąc za Nim, dotrzeć (jak dzisiaj pięknie mówi w komentarzu święty Grzegorz Wielki) do „pastwisk wielkiego nasycenia”. Pastwiska wielkiego nasycenia! Ludzie szukają wielkiego nasycenia, mając na końcu szukania w rękach garść prochu i nędzy. A ci, którzy dzięki Chrystusowi poznali prawdę i poszli za tą prawdą – zbliżają się powoli do pastwisk wielkiego nasycenia.

I daje Pan nasz Jezus Chrystus na to sposób. Mówi: „Znam owce swoje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. I życie moje oddaję za owce” (J 10, 1415). Proszę w tym zdaniu (bo nie ma czasu na szerokie wyjaśnianie tej przypowieści) próbować odczytać prawdę niezwykłą: że trzeba w stylu Pasterza, który życie daje za owce, odkryć styl życia samej owcy. Pasterz daje życie za owce, a kiedy owca chce przyjąć dar (już nie mówiąc o tym, żeby chciała kiedyś dać życie za Pasterza – ktoś powie: czy to nie poezja i egzaltacja? nie, realność śmierci męczenników nie ma nic z poezji), to właśnie jest rzeczywistość chrześcijaństwa, ta istotna rzeczywistość chrześcijaństwa, połączona z Jego obecnością w Eucharystii! I to jest najważniejsze przykazanie: „Kto chce być uczniem moim, niech weźmie krzyż swój, a idzie za Mną” (por. Mt 16, 24). Niech duszę straci dla Mnie. Bo kto straci dla siebie, biorąc ją, straci całkowicie.

A więc dzisiaj to musimy powtórzyć, kończąc naszą refleksję: nihil Christo carius, nic droższego nad Chrystusa! Wszystko musi być poddane Jego mądrości i Jego woli. I tu już jesteśmy bliscy przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga twego całym sercem, całym umysłem” (por. Mt 22, 37), a wszystko inne ma być temu poddane. Jeśli nie jest temu poddane – błądzisz, nie jesteś uczniem Chrystusa. Takim, jakim On chciał, byś był, dając życie za nas i karmiąc nas swoją obecnością: Słowa proklamowanego i rozdawanego Ciała, w którym jest Jego życie.

(rok 1991)

 

4 NIEDZIELA WIELKANOCNA

z homilii bpa Wacaława Świerzawskiego

24 kwietnia 2021