Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Dzień po dniu i tydzień po tygodniu oddalamy się od Jerozolimy ukrzyżowania                            i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Czwarta niedziela Wielkanocy jest symbolicznym skrótem tego oddalenia, wskazującym jednak na być nie być chrześcijańskiego życia. Kto chce być świadomym i odpowiedzialnym chrześcijaninem, nie może, pomimo oddalania w czasie, stracić z oczu i z serca bezpośredniej obecności Zmartwychwstałego. Jeśli bowiem chrześcijanin mówi, że wierzy w Boga, to to zawsze znaczy, że przedmiotem centralnym jego wiary nie jest po prostu Bóg, lecz Bóg, który wskrzesił Chrystusa, z wszystkimi konsekwencjami. Wiara w Boga wskrzeszającego Chrystusa i wiara w Boga objawiającego się w Chrystusie obecnym w Eucharystii jest fundamentalnym aspektem wiary paschalnej, wiary ożywionej przez niedawne przeżycie uroczystości Wielkanocy.

Egzystencjalne konsekwencje takiego stanu rzeczy są czymś niezwykle istotnym dla każdego z nas, ponieważ skoro Chrystusowi zmartwychwstałemu między innymi tytułami przysługuje tytuł Kapłana – „Tyś jest kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka”, mówimy     o Chrystusie (Hbr 5, 6) – to obecna działalność Chrystusa zmartwychwstałego jest zawsze posługą kapłańską. Relacja nasza do Boga i Boga do nas jest zawsze naznaczona rysem kapłańskim. To nie byle kontakt z byle bogiem.

Zastanawialiśmy się już nad tym, co to znaczy rys kapłański. W każdym razie – i to jeszcze raz powtórzę – tu jest linia podziału między tym, co znaczy być świadomym chrześcijaninem a nieświadomym, być odpowiedzialnym i być nieodpowiedzialnym. Jeśli nie rozumie się posługi Kościoła jako pośrednika zmartwychwstałego Chrystusa i nie rozumie się kapłaństwa i jego funkcji kapłańskiej i pasterskiej, nie rozumie się w pełni chrześcijaństwa. Ilu ludzi szlachetnych, dobrych, mających poczucie sacrum, ochrzczonych, żyjących nad Wisłą – nie potrafi przeskoczyć tej trudności! Nie żyją pełnią chrześcijaństwa, bo nie zbliżają się do Eucharystii. I mają swoją, najczęściej jakąś tradycyjnoagnostyczną koncepcję wiary, która, niestety, jest na marginesie wiary prawdziwej.

Dzisiejsza niedziela, zwana niedzielą Dobrego Pasterza, poświęcona w powszechnym Kościele modlitwom o powołania do służby w tym pośrednictwie nauczycielskim, kapłańskim i pasterskim, poświęcona refleksji nad istotą chrześcijańskiego apostolatu – jest okazją do wielu fundamentalnych przemyśleń; ujmiemy tylko kilka wątków, bo czasu na to nie ma.

Dotyka ona głównego nerwu naszej chrześcijańskiej egzystencji. Aby przekazywać moc Zmartwychwstałego, moc zmartwychwstania, a tym samym dokonywać zbawienia wciąż nowych pokoleń, Jezus Chrystus ustanowił narzędzia zdolne wprowadzać ludzi w misterium Jego Paschy. To właśnie Apostołowie i ich następcy: biskupi i kapłani, oraz sakramenty, które oni sprawują, dzięki którym przez przyjętą i wyznaną wiarę ludzie zakorzeniają się w Chrystusie. To dzięki sakramentom wiara sprzymierzona z wysiłkiem każdego z nas przystosowuje się do obyczajów Jezusa Chrystusa – i na tym polega nasza moralność; to dzięki nim wiara żywa przystosowuje się do śmierci i zmartwychwstania Chrystusa – i na tym polega nasze chrześcijańskie życie, żebyśmy, „czy żyjemy, czy umieramy” (por. Rz 14, 8; 1 Tes 5, 10), żyli w duchu Chrystusa.

I już widać, że bez kapłanów i ich pośrednictwa, i ich posługi  to  byłoby rzeczą niemożliwą. Dzieje Apostolskie szkicują nam dzisiaj obraz tego, co się działo na peryferiach Jerozolimy, kiedy Apostołowie Jezusa Chrystusa, pełni mocy duchowej, stawali się świadkami Zmartwychwstania. Podkreślam: nie mistrzami nowej doktryny – jest ich wciąż sporo, wciąż pojawiają się nowi prorocy i tworzą swoje własne doktryny – lecz zwiastunami nowego  wydarzenia,  jedynego i nie znanego w historii: Zmartwychwstały żyje! Jest i działa nadal w swoich sakramentach. Powtórzmy, żebyśmy dobrze zapamiętali: działa wtedy, kiedy chrzci; wtedy, kiedy bierzmuje; wtedy, kiedy rozgrzesza i kiedy jest w Eucharystii; kiedy przychodzi do młodych ludzi wiążących się na dolę i niedolę w jednym małżeństwie nierozerwalnym; kiedy na kapłana kładzie biskup ręce, by był znakiem tego działania in persona Christi.

To właśnie w obecność, w tę obecność, w obecność Chrystusa dzięki sprawowanym sakramentom wprowadzali Apostołowie świat żyjący swoimi sprawami – tak jak dzisiaj świat żyje swoimi sprawami i wydaje się, że to, co robi Kościół, jest na marginesie świata.    A jest odwrotnie. Kiedy zostanie spalony, z popiołów jak Feniks powstanie – co? To, co stworzył zmartwychwstały Chrystus przez posługę swoich.

I moc, z jaką głosili o tym wszystkim Apostołowie, jednych prowokowała do zajmowania stanowiska negatywnego – mówili: „upili się młodym winem” (Dz 2, 13), a inni padali na kolana i prosili o chrzest, stając się członkami apostolskiej wspólnoty.

Tak rodził się Kościół Jezusa Chrystusa, Jego Mistyczne Ciało, którym stawali się wciąż nowi ludzie przyjmujący z wiarą głoszone słowo Ewangelii, zanurzani w wodę chrztu obmywającą z grzechu i dającą w serca ludzi życie Boga, karmieni potem Eucharystią              i żyjący według tego sposobu, jaki ukazał w swoim krótkim życiu Jezus z Nazaretu, Syn Boży, Bóg-Człowiek.

I tak dzieje się po dziś dzień. To wszystko trwa, bo Jezus Chrystus jest Bogiem, który umarł i zmartwychwstał. Dzisiejsze słowa Ewangelii przedstawiają nam jak gdyby ilustrację, skrót tej wizji, którą bez przerwy głosi Kościół Jezusa Chrystusa. Jezus mówi: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 27-30). I ilu już, my sami wiemy o tym, stawało wobec nas biskupów, kapłanów, apostołów Jezusa Chrystusa i powtarzało to samo co Chrystus. I dlatego, że to mieli odwagę powtarzać, Kościół po dziś dzień trwa i jest ciągle w ekspansji, już aż po krańce świata.

W ten właśnie sposób wchodzimy w sam środek problemów związanych z przewodnią ideą wielkiej akcji Kościoła, którą nazywamy: niedziela powołań, tydzień modłów o nowe osoby, które podejmą posługę Chrystusa Zmartwychwstałego. Żeby ta ekspansja zmartwychwstania Chrystusa trwała; żeby Jego uczniowie, apostołowie, docierali do wszystkich ludzi, wszystkich kolorów skóry, ras, narodów. Żeby otwierali im oczy i wychodzili naprzeciw ich egzystencjalnych trosk, bólów. Żeby pomimo pluralizmu religii, pluralizmu kultur, pluralizmu cywilizacji, pomimo zła rozprzestrzenianego przez szatana i złych ludzi wciąż była szansa dojścia do Zmartwychwstałego i spotkania z Nim, tak jak to było dwa tysiące lat temu.

Dlatego, mówiąc konkretnie, po prostu potrzeba kapłanów. Może dziś w kraju naszym nie odczuwamy jeszcze tak ostro tej potrzeby, ale w innych krajach ból z powodu braku kapłanów w gminach chrześcijańskich jest poważny. Tutaj zaczyna się też ta nasza troska nie tylko w warstwie modlitwy, w warstwie ofiary, ale troska, aby pomóc kandydatom do kapłaństwa w kształtowaniu ich duchowej sylwetki. Bo wiemy, że tak jak od zewnątrz istnieje wiele kształtów, form, modeli kapłaństwa, tak i od wewnątrz.

Są kapłani o modelu Jana z Ars, którzy w konfesjonale, przy ołtarzu i na ambonie objawiają bez przerwy tym, co wchodzą do świątyni, obecnego Pana. Ars stało się w dziewiętnastym wieku ośrodkiem, gdzie się tylu ludzi nawróciło do Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.    I został Vianney patronem proboszczów, aby pokazać, że ten model jest wciąż aktualny. Ale nie jedyny. Byli w Kościele i tacy, którzy jak Ambroży czy Augustyn, sami formatu ponadprzeciętnego, przygotowani z filozofii i teologii, mogli iść na spotkanie dwu kultur: rzymskiej i judeochrześcijańskiej. Dokonywali syntez, które inspirują po dziś dzień nasze trudności, kiedy my musimy stykać się już z innymi kulturami. Na ich wzorach potrafimy rozwiązywać podobne problemy.

Po tej linii, dalej, szedł taki model duszpasterzowania i kapłaństwa, jaki nieśli Cyryl i Metody, którzy w Czechach na Morawach i wśród Słowian bałkańskich dawali właśnie próbę tego, czym jest chrześcijaństwo, jego relacja do kultury i do tego trudnego problemu, jednego z najtrudniejszych, jakim jest inkulturacja, jak to dziś mówimy, czyli wchłanianie nowych czy obcych chrześcijaństwu kultur i otwieranie oczu na Zmartwychwstałego. Stworzyli język. Cyrylica jest tylko symbolem języka – są dzisiaj języki naukowe, metanaukowe, języki, które otwierają mentalność człowieka technicznego na cud Zmartwychwstania. Bo problem wciąż jest otwarty: żeby dotrzeć do każdego w jego języku i żeby, tak jak w dzień Zesłania Duch Świętego (Dz 2, 11), wszyscy słyszeli to samo – żeby słyszeli Chrystusa, który mówi: „Jam jest Zmartwychwstanie i Życie. Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie” (por. J 11, 25).

Moi drodzy, to są tylko zarysy tych wielkich spraw, o których trzeba wiedzieć, które trzeba polecać Bogu, do których trzeba przyłożyć rękę: sprawy kapłanów w naszym kraju, sprawy ich wewnętrznego dojrzewania, ich kryzysów wewnętrznych, ich świętości, nie mówiąc o liczbie. Sprawy kapłanów poza naszym krajem. Ilu polskich misjonarzy jedzie dzisiaj na krańce świata! I pytanie praktyczne: jak im pomóc? Czy oprócz modlitwy i ofiary, cichego cierpienia – coś jeszcze? A weźcie cały drugi głęboki nurt Kościoła: powołania jak gdyby pomocnicze dla kapłanów: męskie, żeńskie zakony, osoby konsekrowane w świecie, mniszki i mnisi żyjący za klauzurami w nieustannej modlitwie, dzień i noc na kolanach. Ile tu spraw, ile tutaj wielkich problemów! Myślę, że inne mają zadania wobec nich ludzie starsi, starzy, inne młodzi.

Zakończę te refleksje wspomnieniem. Jeden z kleryków, czyli kandydatów do kapłaństwa, powiedział mi, że zrodziło się jego powołanie wtedy, kiedy kapłan w jego parafii odszedł, zdradził Chrystusa. Pomyślał: muszę stanąć na jego miejscu i głosić Ewangelię Chrystusową i Zmartwychwstałego Pana. I zaczęła się jego wielka przygoda w życiu, tak jak tylu przed nim.

Oto refleksje dla dalszych drążeń, aby modlić się za nich, za tych, których często widzimy, którzy są naszymi braćmi czy siostrami, kością z kości naszych, aby też  im  pomagać w ich sprawach. Bo każdy, będąc nawet Chrystusowym, jest też dzieckiem swojej epoki i niesie tak jej obciążenia, jak i bogactwa.

(1986)

 

07 maja 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

4 NIEDZIELA Wielkanocna

ROK C

Pierwsze czytanie: Dz 13, 14.43-52
Drugie czytanie: Ap 7, 9.14-17
Ewangelia:  J 10, 27-30