Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Dość często w naszych rozważaniach niedzielnych, czwartkowych1, innych, rozpoczynamy od pytania ogólnego: jak żyć? Trapi to pytanie wielu ludzi, chyba każdego.

Oczywiście, mamy wtedy na myśli niezliczone konkrety codzienności, które tworzą nić dni, tygodni, miesięcy. I może zauważyliśmy, że Chrystus w swoich kazaniach, w swoim nauczaniu zajmuje się wprawdzie szczegółowymi sprawami, ale bardzo często stawia jak gdyby tezę ogólną. Tak jak dzisiaj. „Wy jesteście światłem świata... Niech wasze światło świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i oddawali cześć Bogu” (por. Mt 5, 14.16).

Mieć światłość – teza ogólna – to znaczy wiedzieć, jak w każdym poszczególnym przypadku postąpić. Z tego korzenia wyrasta Augustynowa zasada: dilige et fac quod vis, „miłuj i czyń co chcesz”, właśnie z tego: ale miej światłość Chrystusa w sobie, tak jak w Wielką Sobotę, w Wigilię Paschalną, zapalając nowy ogień i od niego paschał, śpiewa Kościół: Lumen Christi!

Miej światłość Chrystusa i czyń co chcesz! Wtedy będziesz wolny. To, o co się tak bardzo dobijamy: mieć wolność. Ale nie wolność, która jest samowolą, tylko wolność, która jest spełnianiem woli Boga (wola – wolność – „zwolon”2), która nie prowadzi człowieka na manowce, broni go od własnej pychy i egoizmu, broni go od błędu.

I mając światło, człowiek może dokonywać wyborów, podejmować decyzje – właściwe, ponieważ właśnie dzięki światłu rozróżnia między dobrem a złem. Może wybrać – i to jest w życiu chyba sprawa podstawowa: umieć wybrać pomiędzy dobrem a złem, między dobrym a lepszym i z dnia na dzień jak gdyby wspinać się na górę. By dojść kiedyś, pod koniec życia, do szczytu.

Czyli można powiedzieć, że chrześcijanie, jeśli są wierni Chrystusowi, mają sprawę ułatwioną, na tyle ułatwioną, że mogą ogólnie powiedzieć: światłem moim Chrystus. Ale mają sprawę bardzo skomplikowaną: bo co to znaczy? Co to znaczy, światłem moim Chrystus?

Co to znaczy: tak znać Chrystusa, żeby w każdej sytuacji, bez popadania w drugą pułapkę, pułapkę pychy (człowiek, któremu się zdaje, że już wszystko wie, zasadniczo świadczy, że nie wie jeszcze wszystkiego) odwołać się do Chrystusa? Znajomość Chrystusa nie jest znajomością książkową. To nie ci Go znają, którzy przygotowując się do bierzmowania, jak się to dzieje w naszych ósmych klasach czy pierwszych licealnych, nauczyli się stu pięćdziesięciu pytań, potrafią na sto pięćdziesiąt pytać odpowiedzieć i zostają dopuszczeni do bierzmowania. To nie teologowie, nawet wybitni, którzy znają doskonale łamigłówki myślowe i potrafią udowodnić to czy tamto. Znajomość Chrystusa to jeszcze coś innego, jest za tym jakiś głębszy wymiar. I tutaj dopiero widać, że co innego jest wiedzieć o Chrystusie, a co innego jest wiedzieć to, co Chrystus, a jeszcze co innego jest umieć wyrazić to, co Chrystus, i czynić tak jak Chrystus!

Wiele razy w wypowiedziach, zwłaszcza św. Pawła (Ef 4, 32), czy w innych Listach Apostolskich (Jk 2, 12; 1 P 4, 1; a zwłaszcza 1 J 1, 7; 2, 6; 2, 27; 3, 7; 3, 23), jest sformułowanie: miłujcie „tak jak Chrystus”, zresztą sam Chrystus tak mówi: „Abyście się wzajemnie miłowali tak jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34; por. J 15, 10; 20, 21). „Mężowie, miłujcie żony wasze tak jak Chrystus miłuje Kościół” (por. Ef 5, 25). Który mąż potrafi miłować swoją żonę jak Chrystus?

I tutaj dochodzimy znowu do sprawy niezwykle ważnej dla poprawnego rozumienia i odpowiedzi na pytanie, jak żyć. Otóż Chrystus „czynił i nauczał” (Dz 1, 1). Właśnie w okresie między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą, kiedy liturgia ukazuje publiczne życie Chrystusa – dzisiaj czytamy ciąg dalszy Kazania na Górze, pierwszą część czytaliśmy zeszłej niedzieli, jeszcze przez kilka niedziel będziemy to Kazanie czytać – Kościół przedstawia nam Chrystusa, który po przejś­ciu rzeki Jordan, ochrzczony, rozpoczynając życie publiczne, zaczął, jak mówi Ewangelia (Łk 4, 15.31.36; 6, 18), „czynić i nauczać”.

Proszę zauważyć, że tu wchodzą w rachubę dwie czynności. Można ustawić na pierwszym miejscu „czynić” przed „nauczać”, można odwrócić porządek: „nauczać i czynić”. Nauczając, zwracamy się do drugiego człowieka i przedkładamy mu zestaw słów, słowami nauczamy, mówimy. Człowiek słucha. Może słuchać i nie słyszeć. Może słuchać i usłyszeć. Może być głuchy na słowa. Może – Chrystus wiele razy w przypowieściach mówił o ziarnie, do którego porównywał słowo (Mt 13, 3 23) – może upaść ziarno na glebę opoczystą3, może zaplątać się w ciernie, może zostać wydziobane przez ptaki, które są na roli. Ale może paść na dobrą glebę i przynieść owoc, nawet stokrotny.

Otóż to jest nauczanie.

A jest jeszcze czyn. To, co czasem mówimy, domagając się bardzo praktycznej, precyzyjnie ukazanej w życiu człowieka postawy: przykład. Rodzice, dajcie dobry przykład dzieciom! Czyn jest słowem wcielonym. Jak wobec słowa nadstawia się ucho, tak wobec czynu działa oko. Oko widzi dokonane dzieło. Można więc, patrząc, też przyjąć przekazywaną treść. W epoce audiowizualnej wiemy dobrze, że dzisiaj na równi ze słowem przekazuje się obrazem konkretne treści, wobec których trzeba zająć stanowisko.

I tutaj mamy te dwie drogi, jakimi Bóg posługuje się w swojej pedagogicznej metodzie. Można powiedzieć, że czyn jest światłem. Symbol światła, który dzisiaj został wprowadzony do rozważania przez wyjątek z Kazania na Górze, jest możliwy do przyjęcia przez człowieka, który ma zdrowe oko. Zrozumiał w symbolu światła treść, którą Bóg chce przekazać. I nie tylko treść, właśnie, zwerbalizowaną, sumę zdań, poemat – ale treść wcieloną w kształt. Pociągający do naśladowania, jeśli jest prawdziwy, lub odpychający, jeśli jest fałszywy i zły.

Łatwiej jest, gdy dziecko, które wyrasta, wpierw patrzy, później rozumie, napatrzywszy się na prawdziwy kształt; łatwiej jest wychować człowieka na przykładzie niż na treściach, które później dopełniają komentarzem czyny. Tak było u Chrystusa, ta chronologia jest zachowana: Chrystus „czynił i nauczał”. Umarł na krzyżu i zmartwychwstał, a wszystkie Jego nauki są komentarzem do Jego śmierci krzyżowej i życia, które prowadziło Go ku Golgocie, aby umarł za ludzi dla ich zbawienia.

Ale wróćmy na moment do światła. Wspomniałem już paschał wielkanocny, świecę, od której zapala się świece na ołtarzu, żeby przypomnieć, że tutaj jest Obecność Boga – tu, gdzie się pali światło. Świecę dają nam przy chrzcie, wtedy kiedy dokonuje się przemiana człowieka niewierzącego w wierzącego: Chrystus niech będzie światłem twojego życia, drogowskazem. Wiele razy w ciągu życia otrzymujemy do ręki świecę zapaloną. Jako dzieci, przy Pierwszej Komunii, a potem każdego roku zapalamy od paschału świecę w Wigilię Paschalną, niesiemy w procesji świece zapalone od świec stojących na ołtarzu w święto Ofiarowania Pańskiego. Gromnica jest ostatnim aktem zapalania światła, wtedy kiedy zachodzi oko mgłą, żeby jeszcze patrzeć w ten drogowskaz i mówić: Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!

Jezus Chrystus jest Światłem. I proszę zauważyć, że wątek światła jest jednym z dominujących na kartkach Biblii. Radzę kiedyś i w tej optyce przeczytać całe Pismo święte, czy wziąć sobie wypisy z konkordancji biblijnej i przypatrzyć się, jak pięknie się ta linia światła chronologicznie ukazuje.

Właśnie, pierwszy stwórczy akt Boga polegał na rozdzieleniu światła od ciemności. Bo na antypodach światła jest ciemność. Jest bunt przeciwko Bogu, jest grzech, jest zdrada. Judasz wyszedł w ciemność4. A na końcu, u kresu, kiedy dzieje będą spełnione i nastąpi czas ostateczny, „światłość wiekuista” (jak modlimy się na cmentarzu), wtedy ludzie, którzy byli wierni Chrystusowi, będą zafascynowani światłem, bo ich światłem, ich „lampą – jak mówi Jan w Apokalipsie – jest Baranek” (por. Ap 21, 23). Patrzyli przez całe życie w ten drogowskaz, który ich uchronił od zboczenia na lewo czy na prawo, szli twardą drogą, pewną. Drogą prawdy, dobra i piękna, drogą Chrystusową. I doszli. I na końcu będą rozkoszować się światłem.

Mówi się, że szczęście wiekuiste, ostateczne, to jest visio beatifica, „wizja uszczęśliwiająca”, oglądanie światłości wiekuistej. Nie bardzo wiemy, co to znaczy. Teologowie o najtęższych umysłach i święci pisali na ten temat traktaty. Ale możemy sobie tylko wyobrazić, że to jest uczestnictwo w chwale Boga. Częścią tej chwały jest aureola, którą się kładzie świętym. To jest blask czy odblask, który wskazuje na to, że tutaj jest Bóg, że możemy żyć w Jego obecności, zanurzyć się w bliskość Niewypowiedzianego i doświadczyć, czym jest przyjaźń z Tym, do którego wyrywa się serce ludzkie, bo przyciąga je Jego miłość.

Ale to taka refleksja nieco uboczna. Czyli powtórzmy sobie rzecz istotną. Dla chrześcijan, dla nas, dla uczniów Chrystusa sprawą istotną dla naszego życia, dla odpowiedzi na pytanie, jak żyć, jak żyć w konkretach, jest świadomość, że Jezus Chrystus jest naszym drogowskazem. Słyszeliśmy dzisiaj: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia” (refren Psalmu responsoryjnego). Czyli nie będzie człowiekiem, który wszedł w ciemność. W tradycji Kościoła mówiono, że człowiek ochrzczony – dzięki temu, że ma wiarę – to człowiek „oświecony”. Po prostu wie, skąd idzie, dokąd idzie, po co żyje.

I jego zadaniem jest, skoro wie, skoro poznał i zrozumiał, podzielić się tym z tymi, którzy tego nie wiedzą. Podzielić się tym tak, żeby uświado­mić drugiemu człowiekowi, kim jest Chrystus i – przez Chrystusa – kim jest Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, dlaczego żegnamy się każdego dnia: wyznając w krzyżu Chrystusa jak gdyby szczelinę, poprzez którą widać na horyzoncie Boga Jedynego w Trójcy. I patrząc, wpatrując się, przenikając w głąb, zbliżając się, otwierając się, by nas przepełnił, by swoim światłem nas ogarnął – wiemy, jak iść. Nawet w labiryntach.

Właśnie wynikiem tego jest, że Chrystus, będąc światłością (J 8, 12), zwraca się do swoich i mówi: „Wy jesteście światłem świata. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 14.16).

To właśnie jest metoda: inicjacja, wtajemniczanie, jakiego dokonuje Chrystus, a potem, po Jego Wniebowstąpieniu, Kościół, który Chrystus uformował na ziemi – wtajemniczanie, jakie przedłuża Kościół wobec innych ludzi, którzy od początku rozpoczynają swoje życie: narodzeni, dochodzą do rozeznania rozumu, zaczynają zadawać pytania, słyszą wiele odpowiedzi – i też propozycję, którą przedkłada im Jezus Chrystus.

Proszę na koniec naszego rozważania zauważyć, że tę naukę Chrystusa, która jest komentarzem do Jego czynów, św. Jan Ewangelista na początku swojego Listu ujął (proszę często odczytywać ten wstęp do Pierwszego Listu) w sposób taki, który tę metodę streszcza i jak gdyby daje nam ją do ręki: bierz! korzystaj z tego. Chrystus czyni i naucza.

Możesz patrzeć na Jego przykład i możesz słuchać. Możesz widzieć okiem, możesz słyszeć uchem. Jeśli będziesz patrzył i słuchał, wiara twoja będzie dojrzała, coraz bardziej dojrzała. Bo może się zrodzić miłość do Chrystusa, która tak pozwoli ci zasymilować Jego miłość, Jego obecność w tobie, że będziesz w sobie nosił światło, które będzie twoim sumieniem.

Pisze Jan: „To wam przypominamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały ręce nasze” (1 J 1, 1). Jan Ewangelista daje świadectwo i tym samym przekazuje wiarę. Cytuję to dlatego, żebyśmy widzieli, my, kapłani, którzy ex officio, „z urzędu” ciągle nauczamy, ale i wy, rodzice, którzy też „z urzędu” nauczacie swoje dzieci. Jeśli będziecie im prawić kazania, zatrzymacie się w sferze słowa i doktryny. Musicie zejść głębiej: wcielić słowo w czyn, aby czyn stał się przykładem dla dziecka. Żeby dziecko czytało w waszym życiu. Tak jak zresztą i wy macie do tego prawo, kiedy słuchacie kazań księżowskich, a widzicie, że opływają w bogactwa i nie są posłuszni biskupowi swojemu czy Biskupowi Rzymskiemu, czyli doktryna jest bardziej ich własna aniżeli Chrystusowa, czy też nie zachowują obowiązujących ich przykazań. Wtedy mówicie: to nie tak.

Choć równocześnie powinniście wiedzieć – i dzieci o tym też wiedzą czasem, kiedy już przychodzą do rozeznania głębszego – że nie trzeba winić rodziców, bo już mogli i oni nie otrzymać tego, czego im nie dano. A jeśli ksiądz jest nie taki, jak ma być, to nie dyskwalifikuje to wcale Jezusa Chrystusa, Boga i Człowieka, tylko trudniej jest później zorientować się człowiekowi, który nie spotkał – właśnie – przykładu. I tutaj Jan o tym mówi, jeszcze raz wraca jak gdyby do tego: „Oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i słyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem. Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego (od Boga) i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością” (1 J 1,3.5).

Ten symbol światła jest skrótem. Zapalamy wciąż w kościołach światło, żeby ci, którzy są wewnątrz świątyni, do świątyni przychodzą, ze świątyni wychodzą, żyli ze świadomością, że Światłem jest Chrystus i światłość Chrystusa ma być w nas. Jeśli są ciemności, błądzimy. Jeśli jest Jego światłość w nas, wybrniemy z każdego labiryntu.

I wtedy, jeśli tę światłość mamy w sobie, jesteśmy „solą ziemi” (Mt 5, 13). A jeśli nie ma w nas, uczniach Chrystusa, światłości, to ziemia cuchnie, ponieważ sól zwietrzała.

(1990)

 

1 W kościele św. Marka Ewangelisty w Krakowie, gdzie przez trzydzieści lat wygłaszałem publikowane tu homilie niedzielne podczas Mszy świętej o stałej godzinie (o 11.30), głosiłem również w czwartki po wieczornej Mszy świętej katechezy mystagogiczne.

2 „Bogiem sławiena Maryja... Matko zwolena Maryja...”, śpiewamy w Bogurodzicy. Cyprian Norwid parafrazował tę pieśń w swoim dramacie Zwolon (Pisma wszystkie, dz. cyt., t. 4, s. 47). A w sierpniu roku 1850 pisał do Teofila Lenartowicza: „Trzeba być z wolonym z myślą Przedwiecznego pierw, aby być wy z wolonym z przeciw myśli Bożej – z niewoli” (tamże, t. 8, s. 101).

3 Archaizm (od słowa: opoka, skała) użyty w Biblii Wujka: „Inne (ziarna) padły na opoczyste, gdzie nie miały wiele ziemi” (Mt 13, 5). Biblia Tyniecka ma w tym miejscu: „... na miejsca skaliste”, Biblia Poznańska: „... na glebę skalistą”.

4 Mówi Jan Ewangelista o Judaszu, który podczas Ostatniej Wieczerzy „po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc” (J 13, 30).

04 lutego 2023
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

5 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK A

Pierwsze czytanie: Iz 58, 7‑10
      Drugie czytanie: 1 Kor 2, 1‑5
       Ewangelia: Mt 5, 13‑16