Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Każdy z nas, kimkolwiek jest (można tutaj dodać: kimkolwiek jestem), przeżywa swoje życie po raz pierwszy. Takie ogólne zdanie, ale można zdumiewać się nad cudem życia i nad odkrywaniem jego misterium. Po prostu, tego misterium życia uczymy się, każdy z nas,           i dziecko, i człowiek w sile wieku, i człowiek, który się zbliża do swego kresu. I powoli przygotowujemy się na przekroczenie progu śmierci. Jako chrześcijanie, czyli ludzie wierzący, opierający się na nadziei i miłujący Boga w Trójcy Jedynego, miłujący Go przez Chrystusa i w Duchu Świętym – a ten układ zdania ma swoje ogromne znaczenie – jako wierzący wiemy o tym, że śmierć jest epizodem. A życie? Otóż życie jest życiem wiecznym.

Życie jest życiem wiecznym! Nie tylko nieśmiertelnym (o tym już Sokrates mówił i mędrcy starożytni, którzy nie znali Chrystusa), a więc życiem trwającym bez kresu. Jest życiem wiecznym czyli  nowym  – aeternitas, wieczność, to życie zaszczepione w życiu Boga – czyli takim życiem, jakim jest życie Boga. Życie «Tego, który  Jest»  (Wj 3, 14; J 8, 24; 18, 5). Kim? Miłością.

A więc życie przez Niego i w Nim, i z Nim – to niebo. A życie bez Niego to piekło. O tym trzeba pamiętać, przypominać i wiedzieć. I rzecz niezmiernie ważna: między tym, co teraz, przed progiem śmierci, a tym, co po drugiej stronie, istnieje nierozerwalność, ponieważ to  z tamtym jest złączone sakramentalnie.

(Od razu nasuwa się analogia: taka jedność, jak w małżeństwie. Nierozerwalna, ponieważ sakramentalnie złączona. Ludzie by tak pochopnie nie rozrywali związku małżeńskiego, gdyby rozumieli, co to znaczy: sakramentalnie złączeni w Jezusie Chrystusie).

Ta absolutna pewność posiadania życia, którego nie można się pozbyć żadnym sposobem, nawet przez samobójstwo – ta pewność, absolutna pewność życia jest motywem wewnętrznego pokoju (nazywamy go czasem szczęściem), motywem pełni, motywem odpocznienia, do którego tęskni każdy człowiek. Augustynowe „niespokojne serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”, spocznie – zanurzy się w pokój Boga, w odpocznienie Boga (Hbr 4, 37), w wieczny szabat Boga (Hbr 4, 911), w „dzień, który nie zna zachodu”. Słyszymy dzisiaj w Ewangelii: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat” (J 14, 27a).

Często mowa świata o pokoju jest bełkotem, ponieważ świat nie zna i nie może dać tego pokoju, który daje Bóg. „Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca” (J 14, 27b28). To jest aluzja Chrystusa do wniebowstąpienia i zesłania Ducha. Ale przypomnijmy: ta absolutna pewność życia jest motywem wewnętrznego pokoju i również, po drugie, motywem określonego sposobu przeżywania życia przed progiem śmierci. Właśnie ten  sposób  nazywamy życiem chrześcijańskim.

Czasem tak się zastanawiamy: wszyscy na swoich rynkach oferują to, co mogą oferować. Chrystus domaga się od nas naśladowania Jego życia. Dzisiaj też w tej samej Ewangelii słyszymy: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę” (J 14, 23a). „Będzie zachowywał” znaczy: niech zachowuje moją naukę, niech nie tworzy własnych metod             i własnych interpretacji życia. Jeśli chce je nazywać chrześcijańskim, niech żyje tak, jak Chrystus chce, by żył. „A Ojciec mój – mówi dalej Chrystus – umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać” J 14, 23b). W kim Bóg przebywa, a człowiek                      z Przebywającym jest zjednoczony, trwa w Nim, w tym jest wieczność: ma życie wieczne      w sobie i (powtórzę) to jest motywem jego pokoju i radości. A pokój i radość stają się motywacją czynów wiernych Chrystusowi. Jakie to wszystko proste!

Wynika z tego sprawa tak istotna – i to proszę starać się zapamiętać jako główną tezę naszego dzisiejszego rozważania: trzeba być świadomym o powiązaniu tamtego, poza progiem śmierci, z tym! Już nie raz do tego wątku podchodziliśmy. Trzeba mieć przekonanie, głębokie przekonanie o więzi (która istnieje!) naszego życia z pełnym ożywiającego dynamizmu życiem, które nam ukazał i daje Chrystus. I łączyć te dwa wymiary: nasze życie z Jego życiem. Ostatnim razem mówiliśmy: naszą codzienność ze świątecznym przeżywaniem w świątyni, raz w tygodniu czy codziennie. To jest dopiero nurt, który – idąc od tej dynamicznej mocy życia, jakie w sobie niesiemy, życia Boga – ożywia wszystkie nasze działania. Nawet kiedy wyglądają na klęskę, jeśli są w Nim zakorzenione, są zwycięstwem. Tak jak Jego pozorna klęska śmierci na krzyżu jest już dynamiką zmartwychwstania.

Wiadomo, że Ojciec Święty Jan Paweł II wydał niedawno dokument o życiu chrześcijan świeckich, Christifideles laici, i choć zwykle dokumenty Stolicy Apostolskiej, papieskie, są ujęte w sposób bardziej prawniczy, jurydyczny, ten cały jest oparty na wątku mowy Chrystusa z Wieczernika wypowiedzianej w przededniu śmierci, kiedy mówił: „Ja jestem krzewem winnym – wy latoroślami”; „Przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili”; „abyście przynosili owoc obfitszy”. To, o czym mówimy, jest właśnie tym samym: ziarno jest zakorzenione w glebie tej ziemi, a owoc jest dopiero po drugiej stronie progu śmierci, ale już trwa w nas i dojrzewa do pełni, sycąc się spotkaniem z Bogiem, spotkaniem proponowanym nam w sposób przedziwny: poprzez Chrystusa i poprzez Ducha Świętego.

Właśnie, powtórzmy to jeszcze raz, żeby dobrze zapamiętać: kto pragnie posiąść pokój duszy, kto pragnie mieć motyw dla życia według wskazań Chrystusa, kto chce mieć moc do zachowania Jego przykazań, moc do wytrwania przy Chrystusie, pomimo wszystko – musi, patrząc na Chrystusa, widzieć tę niezwykłą trynitarną dialektykę działania Boga. I w niej uczestniczyć, nie tylko widzieć. Tak jak z Mszą świętą: nie tylko widzieć, uczestniczyć. Cóż   z tego, że patrzę – i odejdę, jakbym się przeglądnął w zwierciadle (Jk 1, 2324). Trzeba „wejść w rzecz”. I ta dialektyka jest wciąż (tak lubimy powtarzać to słowo) obecna, wciąż nas otacza, żegnamy się w imię Ojca i Syna, i Ducha: Bóg Ojciec „działa aż do tej chwili” (J 5, 17) w powiązaniu ze swym Synem Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym.

Zakończyła się Pascha, Wielkanoc, dzieło Syna. Czekamy na Zesłanie Ducha. Wcielenie Syna, które związało Boga z człowiekiem, dochodzi do swego apogeum wtedy, kiedy wiąże się krzyż, pozorna klęska, ze zmartwychwstaniem. Odchodzi do nieba, aby zostać.

„Odchodzę i przyjdę”, mówi dzisiaj w Ewangelii (J 14, 28), ponieważ nastąpi jak gdyby drugi akt wcielenia Boga w dzieje: zesłanie Ducha Świętego, zesłanie Ducha Boga Jedynego – jeden jest Bóg, „Bóg jest duchem” (J 4, 24) – i ten Duch będzie działał w sposób, o którym opowiedział Jezus Chrystus, dając regułę-Ewangelię, stawiając wymagania, opisując               i pokazując w tajemnicach swego życia, jak wygląda reguła wcielona w życie (stąd mówimy, że kto chce być prawdziwym uczniem Chrystusa, musi Go naśladować), dając wreszcie Eucharystię Przenajświętszą, Siebie samego, aby naśladowanie nie było tylko imitacją, zewnętrznym kopiowaniem pewnych gestów, działań czy wypowiedzi, ale aby wszystko, co Chrystusowe, wniknęło we wnętrze człowieka.

A człowiek, przez to, że scali się z Jezusem Chrystusem, czy jak mówi Ewangelia, „będzie w Nim trwał i z Nim się zjednoczy” (por. J 15, 4), odkryje w sobie swoją prawdę. Ale odkryje tę prawdę jako prawdę tej wielkiej Osoby, która jest partnerem Chrystusa: odkryje swoją prawdę jako prawdę  Kościoła.

Moi drodzy, to słowo „Kościół” wciąż powtarzamy.  M y  jesteśmy Kościołem. Często mówimy: wierzę w Kościół katolicki, Kościół dojrzewa, Kościół przeżywa kryzys, Kościół trwa przy Chrystusie, Kościół się dechrystianizuje... Paradoksy. Ale powtarzamy to słowo, wierząc i wiedząc coraz bardziej, że jeśli żyjemy według tej reguły, którą tu przed wami odsłaniam, a więc jeśli żyjemy pełnym dynamizmem Kościoła, to dlatego, że żyjemy według litery «instytucji» i według ducha «wydarzenia», które Chrystus dwa tysiące lat temu uformował, aby dokonywało się w ludziach.

Ileż tutaj jest – jeśli uchwyci się tę więź litery i ducha, tak jak w człowieku ciała i duszy, tak jak w Chrystusie Boga i Człowieka, krzyża i zmartwychwstania, tak jak Chrystusa i Ducha – ileż w tej wizji całościowej jest światła dla odczytywania każdego z przejawów życia chrześcijańskiego, których tak często nie rozumiemy! Kościół jest instytucją, która może podlegać pokusie biurokracji i skostnienia, jak każda instytucja złożona z ludzi. Z nas. To my jesteśmy christifideles laici, to my jesteśmy kapłanami, to my jesteśmy biskupami, kardynałami, papieżami. My ludzie z krwi i kości, z możliwością grzechu. Ale również my karmimy się Eucharystią, my karmimy się Duchem Świętym, słuchamy słowa Bożego i na miarę rozumienia, że duch jest w ciele, jesteśmy wyraźnym kształtem Wspólnoty zrodzonej ze Słowa, które staje się Ciałem, aby nas uczynić doskonałą jedną Osobą, której Głową jest Chrystus.

To jest ta perspektywa, która ma swoje, powtórzę, konkretyzacje w każdym poszczególnym przejawie życia. Proszę wziąć małżeństwo. Małżeństwo jest instytucją, ale jest sakramentalnym wydarzeniem. Może dojść do rozwodu, a może dojść do takiej przyjaźni, gdzie mąż miłuje żonę tak jak Chrystus Kościół, a żona nawzajem jak Kościół Chrystusa. Proszę wziąć dzisiaj tak narastające problemy bioetyki. Można mówić, że embrion ludzki jest zespołem tkanek, jeśli ducha w nim nie ma, ale jeśli jest duch, jest to człowiek nieśmiertelny i żyjący na wieki wieków. Trzeba widzieć połączenie jednego z drugim. Trzeba widzieć, że sama litera zabije, przynależność do instytucji grozi schizmą i herezją,       i wojną religijną, ale otwarcie się na ducha otwiera niezwykłe perspektywy.

Kończę tę refleksję. I proszę zauważyć, że Kościół obchodzi misterium Zesłania Ducha – jako działania dopełniającego tworzenie instytucjonalnego Kościoła przez Chrystusa            – w miesiącu maju, kiedy pokazuje w kształcie Matki Jezusowej Maryi, w jaki sposób chrześcijanie mają próbować interpretować każdy przejaw swojego życia. Właśnie tak mi skojarzyło się, bo ta refleksja ujęła raczej rzecz w sposób dedukcyjny, od zasad prowadząc do szczegółów, że można to odwrócić: w Maryi ukazany jest przykład metody indukcyjnej, w Jej życiu pokazuje się, jak każdy szczegół, każdy konkret odkrywa się w wielkim dziele Boga.

I to jest nasza prawda.

Ksiądz na ambonie nie będzie mówił, jak podejść do wyborów, ale każdy, kto żyje duchem Chrystusa i wie, że Słowo stało się Ciałem, zobaczy przez „szczelinę” wiary, że w strukturach Kościoła działa Duch Święty, tak jak mówi nam dzisiaj opis z Dziejów Apostolskich: siano zamęt w duszach i wreszcie postanowili, „Duch Święty i Apostołowie” (por. Dz 15, 28), powiedzieć tak a tak. I popatrzcie na drugi obraz, z Księgi Apokalipsy, który ukazuje Kościół niestrukturalny, Kościół jako święte Miasto Jeruzalem, w którym wszyscy wiedzą wszystko, bo „lampą jest Baranek” (Ap 21, 23) a „świątynią jest Pan, Bóg wszechmogący” (Ap 21, 22) – tu jest dopiero powiedziane wszystko do końca! Kto to widzi, ten sobie daje radę z wieloma szczegółowymi problemami, które czasem są na pozór nie do rozwiązania.

Uczymy się tego wciąż. I to, co jest istotą, nazywamy życiem: to co będzie za progiem śmierci, ma być już dziś – złączeniem z Chrystusem, który dla nas łamie Chleb i karmi nas przy stole Słowa i stole Chleba, żebyśmy byli mądrzy Jego mądrością i miłowali Jego miłością.

(1989)

 

21 maja 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

6 NIEDZIELA wielkanocna

ROK C

Pierwsze czytanie: Dz 15, 12.22-29
Drugie czytanie: Ap 21, 10-14.22-23
Ewangelia: J 14, 23-29