Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Nasze codzienne życie ze wszystkich stron jest wciąż osaczane gąszczem spraw. Mówię o tym, ponieważ wszelka głębsza refleksja musi mieć swoje uzasadnienie. Jak też próba poszukiwań rozwiązań tych szczegółowych spraw musi sięgać poza sam obręb sprawy. Często jesteśmy bezradni w zasięgu sprawy i dopiero wyjście poza zaklęty krąg, spojrzenie na sprawę z perspektywy, sięganie do korzeni naprowadza nas na właściwe metody rozwiązań.

Jesteśmy ludźmi ochrzczonymi (wszyscy z wyjątkiem tych, którzy dopiero do chrztu się przygotowują), czyli już zdecydowaliśmy – na chrzcie podejmuje się decyzję, za niemowlęta podejmują decyzję ich rodzice, gwarantując, że je przygotują do tej decyzji, którą będą podejmować przez całe życie – już zdecydowaliśmy, że naszą drogą jest Chrystus. Drogą, bo i Prawdą, i Życiem (J 14, 6). A więc zadecydowaliśmy, że będziemy się starać, na miarę naszej świadomości i odpowiedzialności, tak rozwiązywać sytuacje życiowe, by to było według ducha Chrystusowego. Nie po swojemu. Nie według miary egoizmu, pychy, podszeptów szatańskich, informacji złych ludzi, którzy niszczą etos chrześcijański. Będziemy starali się iść drogą Chrystusa.

Ale wiemy również, że sprawdzają się słowa poety1: „Uczyniwszy wybór na wieki, co chwila wybierać muszę”. „Wyrzekasz się złego ducha, szatana i jego spraw?” – na chrzcie nas pytano. „Tak, wyrzekam się”. „Wierzysz w Jezusa Chrystusa?” „Wierzę!”. Biorę za słowo. Chrystus dzisiaj mówił: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mt 5, 37). Kto tak żyje, ten wie, o czym w tej chwili ksiądz mówi, powtarzając te słowa Chrystusa. Straciliśmy w tym całym rozgardiaszu ostatnich, i nie tylko ostatnich lat historii, i tracimy, honor słowa: słowa szlacheckiego i słowa Chrystusowego. Czasem jeszcze bardziej: lubimy iść w poślizgi, w tę i w tamtą stronę.

Otóż dzisiaj Chrystus nam przez słowa mędrca Syracydesa przypomina właśnie o tej konieczności wyboru w każdej życiowej sytuacji. Bóg – mówi mędrzec – „położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane” (Syr 15, 16 17). Jeśli pójdziesz drogą Chrystusa, wejdziesz do życia, jeśli pójdziesz drogą grzechu i szatana, wejdziesz w śmierć. On określa, On jedyny wie, jak – tak jak wyśmialibyśmy wszyscy człowieka, który nie zna się na rzeczy i chciałby na Wenus jechać w drewnianym pojeździe; ludzie kompetentni decydują – Bóg decyduje, co trzeba zrobić, żeby w tych osiemdziesięciu czy w sześćdziesięciu latach życia zbudować takie wartości, które pójdą w nieśmiertelność. On daje receptę.

Daje receptę również szatan, który podsuwa każdemu z nas swoje rozwiązania. „Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5). Tak zaczynał i to przez wszystkie wieki podsuwa kolejno wszystkim pokoleniom. Ale (wracam do tego wspaniałego tekstu) mówi dalej mędrzec: „Nikomu nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć” (Syr 15, 20) i konkluzja: „Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania, a dochować wierności jest Jego upodobaniem” (Syr 15, 15).

Jeżeli zechcesz. Od razu wielu z nas kojarzy sobie to „jeżeli zechcesz” ze słowami Chrystusa, który do bogatego młodzieńca, proponując mu swoje rozwiązanie problemu życia wiecznego i koncepcję swojej drogi, powiedział: „Si vis, jeśli chcesz – jeżeli zechcesz – sprzedaj wszystko, co masz, i chodź za Mną!” (por. Mt 19, 21; Łk 18, 22), a więc sprzedaj swoje punkty widzenia, i te, które ci podsuwają, a przyjmij moje. Przemień się wewnętrznie. Wejdź na tę drogę, która jest drogą wąską, drogą krzyża, drogą wyrzeczeń i ogołoceń, ale ona jest jedyna prawdziwa. Dom zbudowany na tej skale nie zawali się. Wszystkie inne runą. „Nie zostanie kamień na kamieniu” (Mt 24, 2).

A więc padło tu słowo – przykazanie. Wraca ono do naszego słownika dzisiejszego, bo serwują nam seriale filmów na temat przykazań. Już wypowiadałem się tutaj też i na ten temat. Ale chodźmy drogą bardziej przybliżającą treść tego słowa: przykazanie. Przykazania Boże są drogowskazami na tej drodze, na którą ma pójść człowiek wezwany przez Boga, szukający Boga, pragnący poznać Boga.

Zapytajmy więc, tak prosto, żeby sobie przypomnieć, bo większość z nas wie dobrze: czym jest przykazanie? Jest to imperatywnie wyrażona wola Boga. Mówimy: Bądź wola Twoja! Jakaż jest ta wola? Gdzie się ta wola wyraża? W przykazaniach. Wola Boga, którą podejmuje, określoną przez objawienie Starego Testamentu, Chrystus, i którą ukonkretnia, dopełnia, jak to dzisiaj słyszeliśmy (Mt 5, 17). I nakazuje, aby poprzez wieki – „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20) – instrument Jego posłannictwa, Kościół, przez działanie papieża i biskupów, a zwłaszcza świętej liturgii sakramentalnej wyrażał ją i interpretował. Ale wola Boga dotyczy, jak mówimy, prawd wiary i obyczajów. Na inne tematy przykazanie się nie wypowiada. A wypowiada się w tej materii po to, aby nas doprowadzić do wiary i do spotkania z Tym, który stoi za literą przykazań.

Przykazanie zabrania lub nakazuje, a człowiek, któremu przykazanie objawiono, ma zająć stanowisko wobec tego, co Bóg objawił. W Starym Testamencie, czyli parę wieków przez Chrystusem, kiedy Bóg objawiał się w dziejach, kodeksem przykazań był Dekalog. Dekalog jest to – jak byśmy dzisiaj powiedzieli, robiąc aluzję do współczesnych kodeksów – „kodeks drogowy”. Był przeznaczony dla pielgrzymów, którzy wychodzą z ziemi egipskiej, z domu niewoli, z domu grzechu i śmierci, i idą przez pustynię życia poprzez Morze Czerwone pośród plag do Ziemi Obiecanej „opływającej mlekiem i miodem” (por. Wj 3, 8; Syr 46, 8; Jr 32, 22; Ba 1, 20; Ez 20, 15), tak jak my od grzechu przez zetknięcie z Chrystusem do świętości. Jak my, urodzeni, do progu śmierci – ale i dalej.

To jest Dekalog, dziesięć przykazań. Mówiliśmy ostatniej niedzieli, jaki jest zakres sformułowanych w nim treści w stosunku do tego, co Chrystus, Bóg, Syn Boży powiedział. Tam jest zapowiedź, tam jest zarys, tam jest szkic, tam jest litera, a Chrystus dopowiada, uzupełnia. I dzisiaj słyszymy te wspaniałe słowa: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo. (Prawo to jest Dekalog). Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5, 17). Dlatego filmy, które oglądamy, oparte tylko na Dekalogu, mówią o literze, bez dopełnienia Chrystusowego. To trzeba wyraźnie powiedzieć. Dlatego też można podnieść wobec „litery” tak wyinterpretowanej wiele zastrzeżeń.

Ale zarys jest. I teraz na ten zarys Dekalogu, na ten szkic Chrystus nakłada pełną barwę. A ta pełna barwa, która staje się kodeksem życia chrześcijań­skiego, to nie jest tylko zapis. Po pierwsze, to jest życie Jezusa. Chcesz być prawdziwym chrześcijaninem, czytaj wiele, możesz mieć wspaniałą wiedzę, skończone studia teologiczne i należeć do klubów inteligencji katolickiej, ale to jeszcze nie jest wszystko. Wszystko jest dopiero wtedy, kiedy życie Chrystusa, księga pisana życiem i krwią, i zmartwychwstaniem jest dla ciebie czytelna. I kiedy czytasz to życie w tętniącej Krwią Eucharystii, która żyje i przedłuża życie Chrystusa dzisiaj. Kiedy tę księgę zaczniesz odczytywać, wtedy zrozumiesz zapisy ewangelijne.

Czemu sekciarze gubią się w tekście biblijnym? Nie mają Eucharystii. Nie dotykają pulsu Żywego Boga, tylko czytają literę, która zabija. Chrystus powiedział (por. Łk 11, 39 52): „Litera zabija, ale Duch ożywia” (2 Kor 3, 6; por. Rz 7, 6). I dlatego Chrystus dopełnia Dekalog przykazaniem nowym. W Wieczerniku, w przededniu śmierci mówi te wiekopomne słowa: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34). I wtedy ustanawia dwa sakramenty, sakrament kapłaństwa i sakrament Eucharystii. Kapłanów dla sprawowania cudu Eucharystii, kiedy przemienia elementy materii w obecność Boga i rozdaje Siebie – „to jest ciało Moje” – ludziom, aby mieli w sobie życie Boga.

Nazywamy to łaską. Nazywamy to światłem Zmartwychwstałe­go. Nazywamy to nowym życiem, które zaszczepia się na życiu „zrodzonym z woli męża” (J 1, 13) i z woli niewiasty, na życiu zrodzonym z „krwi i ciała” (por. Mt 16, 17).

Nowe życie. I życie moralne – użyjmy tego słowa, którym się też tak szasta na prawo i na lewo, nie rozumiejąc, o co chodzi – uczniów Chrystusa ma być bardziej dojrzałe, inne, i nie ma co wstydzić się tego, że jest inne niż tych, którzy nie znają Chrystusa.

Ma być inne.

Chrystus dzisiaj mówi: „Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5, 20). Nie mówi o zewnętrznych atrybutach, które sobie przywiesimy na piersi, w naszych mieszkaniach, pisząc K+M+B i kadzidło paląc, okadzając mieszkania w dzień Trzech Króli. Wszystko mało. Czy stawiając nagrobki na naszych cmenta­rzach. To mało. Trzeba mieć „sprawiedliwość większą”, jeśli przyjmujemy za normę naszego życia prawo, przykazanie, które dał nam Chrystus.

I moi drodzy, tu jest rzecz istotna. Mianowicie, aby wypełnić przykazania Chrystusa, które są wymaganiami woli Boga, trzeba mieć motywację. Jak się komu powie: „Nie cudzołóż!” (Mt 5, 27), nie używaj środków antykoncepcyjnych, zachowaj czystość przedmałżeńską, bo tak każe Chrystus, to on musi mieć motywację. Właśnie te słowa, w których wypowiadane są sformułowania przykazań, muszą mieć za sobą powagę i moc autorytetu Boga. Kto tego nie widzi, ten zaczyna wysuwać swoje roszczenia. Zamiast dociekać, dlaczego Bóg tak zarządził, zaczyna podważać prawo Boga do stanowienia takich praw. I dlatego motywacją fundamentalną dla zachowania przykazań jest zadanie sobie pytania: kto jest autorem tego przykazania? łącznie z dotyczącym Eucharystii: „to czyńcie na moją pamiątkę... bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”? Jezus Chrystus.

Kto nie dotrze do osoby Chrystusa, nie przyjmie Jego wymagań. Kto nie uwierzy, że Jezus Chrystus jest Bogiem, nie przyjmie Jego wymagań. Kto nie popatrzy na krzyż, na którym umiera Bóg Człowiek i zmartwychwstaje (zmartwychwstaje! jedyny w dziejach tego świata!), ten nie przyjmie przykazań. Będzie miał motywację tak słabą, że żak średniowieczny potrafiłby ją zdruzgotać swoimi argumentami. Jeśli nie przyjmie, że Jezus Chrystus jest prawodawcą, nie zrozumie przykazań.

I tutaj jesteśmy bardzo blisko tego istotnego zagadnienia, że motywacją tak pojętej moralności, takich wymagań stawianych przez Chrystusa, motywacją najwyższą jest sam Chrystus, który jest Unus ex Trinitate, Jeden z Trójcy. Czyli trzeba sięgnąć do samego korzenia, do samego źródła, do samego dna, do najgłębszej głębi. To wyznajemy, żegnając się czasem parę razy dziennie: że zmartwychwstanie Chrystusa z krzyża, dzięki któremu uznajemy w Nim Boga, wprowadza nas w całkiem inny świat. Właśnie w ten świat, który był, „zanim świat powstał” (J 17, 5), i który będzie po skończeniu świata, i który będzie po mojej śmierci. Trójca jest motywem moich czynów. I kiedy to zrozumiem, wtedy zrozumiem przede wszystkim fundamentalne przykazanie miłości, które łączy się z Eucharystią. Proszę to zdanie sobie dobrze w pamięci zapisać!

Mianowicie, kiedy Chrystus w przededniu śmierci wziął chleb do ręki, powiedział: „To jest Ciało moje, bierzcie i jedzcie z tego wszyscy; to jest przykaza­nie nowe we Krwi mojej i to stanie się przymierzem między Bogiem a człowiekiem” (por. Mt 26, 26 28) – co to znaczy? To znaczy, że wskazując na swój dar, w Wielki Czwartek wyprzedził ofiarę Wielkiego Piątku: w Czwartek ukrył mękę Golgoty w Chlebie i Winie. Położył swoje życie na ołtarzu po to, by odsłonić sens ofiary wymaganej przy spełnianiu często nie rozumianych przez nas wymagań, przykazań i praw Bożych, smak naszej walki wewnętrznej, która przy tym jest w nas („mimo wszystko przyjmę wymagania Boga”): ta ofiara wymagana jest po to, by spełnić wolę Boga. I Chrystus kładzie swoje życie, Ciało i Krew, aby ludzie stali się cząstką Jego organizmu, Jego Ciała.

To jest motywacja!

Klęknij, oczyść serce, byś mógł przyjąć w serce Boga. Przyjmij – i zobaczysz wtedy, że przykazania są prawdą, która wyzwala (J 8, 32). Przykazania są pełną miłości ręką Boga, który człowieka przygarnia do Siebie. I jeśli człowiek to zrozumie, jeśli ma taką motywację zachowywania przykazań, musi zrozumieć drugą rzecz: że Bóg, wymagając, daje nam równocześnie siłę. „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa” i „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy”. Jeśli weźmiesz i spożyjesz, staniesz się mocny mocą Boga, który pomoże ci spełnić te przykazania.

A więc nie ma moralności autonomicznej, wyjętej spod motywacji chrześcijańskiej i odłączonej od życia sakramentalnego. To są trzy wielkie płaszczyzny, które trzeba połączyć. Ktoś mówi: żądacie nie wiadomo czego od człowieka. Przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż? Cały świat zabija, cudzołoży, żyje jak chce i jest bogaty, i mają wszystko. A Kościół, głosząc Chrystusa, mówi: nie wolno! Motywacja? Taka, że to jest słowo Boga. Ale masz tutaj Chleb. Spożywaj! Będziesz mocny, będziesz mógł wypełnić to, czego Bóg od Ciebie chce.

Jeśli odetniesz się – tak dalece, że trzeba będzie przykazanie kościelne stworzyć: „Przynajmniej raz w roku spowiadać się i w okresie Wielkanocy Komunię świętą przyjmować” – i będziesz się bronił, że po co takie prawo Kościoła, i też go nie zachowasz, to niewiele rozumiesz. To przykazanie ustanowiono dla tych, którzy chodzili raz na pięć czy dziesięć lat do spowiedzi. A ty idź, co niedziela klękaj, bierz Chleb i żyj życiem Chrystusa, mądrością Chrystusa i mocą Chrystusa. Wtedy będzie tak, jak ma być.

Wtedy przykazanie będzie drogowskazem w tych labiryntach i meandrach codzienności życia rodzinnego, małżeńskiego, narodowego, ekonomicznego, gospodarczego. Wszystko inaczej wtedy wygląda. Bo człowiek ma w sobie światło, które nie zawodzi. „Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem” (śpiew przed Ewangelią).

(1990)

 

1 Cytowany już kilkakrotnie Jerzy Liebert.

11 lutego 2023
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

6 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK A

Pierwsze czytanie: Syr 15, 15‑20
      Drugie czytanie: 1 Kor 2, 6‑10
      Ewangelia: Mt 5, 17‑37