Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Homo homini lupus, człowiek człowiekowi wilkiem – powtarzali już dawno pogańscy Rzymianie. Tę tragiczną nieprawidłowość spostrzega każdy z nas po dziś dzień. I każdy pragnie: niech będzie tak, jak ma być – wilk wilkowi niech będzie wilkiem, ale człowiek człowiekowi niech będzie człowiekiem. Widocznie nie jest łatwo być człowiekiem, skoro tak często jeden dla drugiego jest wilkiem.

I oto rodzi się pasjonujący problem, albo nawet wiele problemów, bo faktycznie jest to sprawa niezwykle złożona. Doświadczamy tego na co dzień, w najbardziej zwyczajnych regionach, przejawach naszego życia. Pomińmy w tym naszym rozważaniu pytania o „dlaczego”, nie dociekajmy „po co”, bo to jest inna sfera tego zagadnienia, ale mając problem na warsztacie, spróbujmy ogarnąć nasze środowisko, siebie, aby coś w tym zmienić.

I oto widać, że konieczne są wpierw rozważania na ten temat, bo dzięki nim łatwiej – wiedząc, w czym jest jądro zagadnienia – przejść do praktyki. Właśnie kontynuując swoje Kazanie na Górze (pamiętamy teksty czytań mszalnych z kilku ostatnich niedziel), po proklamacji karty Ośmiu Błogosławieństw i promulgowaniu wiążącej mocy Przykazań, które objawiają wolę Boga, „Jezus powiedział do swoich uczniów (to proszę też zauważyć, że do uczniów, czyli do tych, którzy chcą być Jego uczniami; kto nie chce, może być, jeśli chce, jeden drugiemu wilkiem, bo ma naturę wilka w sobie): «Słyszeliście, że powiedziano: 'Oko za oko i ząb za ząb’. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi... Słyszeliście, że powiedziano: 'Będziesz miłował swego bliźniego', a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują... Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?... Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski»” (Mt 5, 38 39.43 44.46.48).

Tak jak nikt na świecie nie umarł i zmartwychwstał, jak tylko Jezus Chrystus, tak też nikt na świecie takich słów nie wypowiedział i nikt od swoich uczniów nie wymagał wcielenia takich praw. Stąd jest dokoła tych słów Chrystusowych – tak jak i dokoła zmartwychwstania, jak i dokoła Eucharystii – tyle nieporozumień. Wielu mówi: „twarda jest ta mowa” (por. J 6, 60). A wielu nawet nie mówi, pozostając w sferze ustaleń, jak to mówimy, ogólnoludzkich. A co to znaczy, wiemy, żyjąc w dżungli tego świata.

W tym niezmiernie ważnym dla etyki chrześcijańskiej tekście są wyrażone dwie prawdy (obok innych, ale te dwie chcę wyakcentować). Zarysowana jest wyraźnie różnica (powtarzam to jeszcze raz) pomiędzy uczniami Chrystusa a poganami w materii fundamentalnej dla życia ludzkiego. Jedni jak wilki: oko za oko, ząb za ząb. Drudzy: miłujcie nieprzyjaciół, uderzony w policzek, nadstaw drugi, daj proszącemu. I to rozbrajające wręcz sformułowanie: „Cóż szczególnego czynicie” (Mt 5, 47), jeśli miłujecie tych, którzy was miłują? To czynią wszyscy, tak żyją poganie. „Wy zaś (mówi Chrystus) bądźcie doskonali, tak jak Ojciec wasz w niebie”. Można tutaj dodać: jak mój Ojciec, który w swoim zamiarze, tak zakrytym przed ludzkimi oczami, wysłał Syna swego, dał Syna (J 3, 16). Mówimy: „do końca umiłował” (J 13, 1). Ale umiłował w sposób zupełnie niepojęty dla nas: aż do śmierci krzyżowej.

To jest jedna sprawa. Sprawa druga: chcąc prawidłowo postawiony problem rozwiązać, trzeba koniecznie widzieć w akcie moralnym, którego domaga się od każdego ze swoich uczniów Chrystus, dwie warstwy. Najczęściej my widzimy jedną. Też tak nam wtedy trudno, porównując się z ludźmi innych religii, ze szlachetnym Gandhim czy tysiącami tego typu ludzi, zrozumieć, na czym polega specyficzność chrześcijaństwa.

Otóż dopiero te dwie warstwy, scalone, tworzą chrześcijański czyn moralny, czyn ucznia Chrystusa: czyn człowieka, który zna Boga żywego. A Bóg żywy, objawiając się w Chrystusie i dając swego Ducha Świętego, potrafi nie tylko wydobyć człowieka z tego, co jest niżej niego, ze sfory wilków, nie tylko uczynić go człowiekiem, ale wynieść go ponad człowieka. To znaczy zakorzenić go w Swoim życiu. W życiu Boga. To znaczy w Swojej mądrości i w Swojej miłości. Po prostu, uczeń Chrystusa może objawić Boga. „Bądźcie więc wy doskonali, tak jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”.

Właśnie, to jest sprawa niezwykle ważna: moralność chrześcijańska, moralność uczniów Chrystusa, scala więc, jak to widać na przykładzie Boga Wcielonego, Boga-Człowieka, element ludzki z elementem Boskim. Pamiętamy z poprzednich zdań Kazania na Górze – kiedy Jezus mówił: nie tylko ten, kto cudzołoży, grzeszy, ale ten, kto patrzy i pożąda, grzeszy – że akt moralny sięga wnętrza człowieka. To tylko kodeks karny i cywilny ujmuje postępowanie zewnętrzne człowieka, nie wiedząc nic o intencjach. Czyn moralny sięga wnętrza człowieka, sięga jego intencji, sięga jego miłości i nienawiści. Można dawać złoty pieniądz i mówić: klnij Bogu. Jałmużna, żart czy bluźnierstwo? Bo nie wiadomo, co człowiek myśli w środku.

Otóż to jest sprawa istotna. Wspaniały komentarz do tej tezy mamy dziś w tekście starotestamentalnym, w Księdze Kapłańskiej. Oto Bóg mówi do Mojżesza: „Mów do całej społeczności synów Izraela i powiedz im: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19, 2). To jest to, co dotyczy wnętrza: miej w sobie świętość Boga. I zaraz z tego wynika to, co przejawia się na zewnątrz: „Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego” (Kpł 19, 17 18).

A więc, jak gdyby wchodząc w tej chwili już na obszar Nowego Testamentu, na wymagania stawiane przez Chrystusa swoim uczniom, można powiedzieć: Chcesz nie mieć nienawiści do swojego brata, który ci wyrządził krzywdę? chcesz umieć przebaczać i przebaczać, nie szukać pomsty? bądź święty, bądź doskonały, bądź taki jak Ja. Wtedy zrozumiesz, co to znaczy przebaczać, co znaczy nadstawić policzek, co znaczy dać, nie spodziewając się, że odda.

Właśnie ten aspekt jest dzisiaj wyraźnie podkreślany w czytaniach przeznaczonych na tę przedpostną już niedzielę. Święty Paweł mówi: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście” (1 Kor 3, 16 17). Iluż to ludzi niszczy przez grzech świątynię Boga, a później nie zachowuje w ogóle Jego przykazań, tych jeszcze ważniejszych niż te, które połamał wcześniej. I dziwi się, jak może Bóg takie wymagania stawiać, jak może Bóg wymagać tego, czego żaden człowiek nie potrafi. Potrafił Chrystus. Jeśli masz Chrystusa, to i ty potrafisz.

Oto jesteśmy w samym środku chrześcijańskiej etyki i moralności.

Czemu ludzie często w rodzinie, w małżeństwie nie potrafią przeżyć elementarnych kryzysów? Gdzie nie ma jeszcze jakiejś diabelskiej nienawiści jednego do drugiego, zwyczajny konflikt. I już separacja, rozwód. A Paweł, mówiąc o małżeństwie, jak mówi? „Mężowie, miłujcie żony wasze tak, jak Chrystus umiłował Kościół i poszedł na krzyż za Kościół” (por. Ef 5, 25). Idź, mężu, najpierw na krzyż za żoną, a wszystkie konflikty się skończą (chyba, że jest coś poza grzechem: choroba psychiczna czy opętanie przez diabła). I odwrotnie: nie myślcie, że chodzi tu tylko o mężów, ale i żony bądźcie dla mężów jak Kościół dla Chrystusa.

Trzeba więc sobie dopowiedzieć wyraźnie: spełnienie tak wielkich wymagań, które stawia Chrystus swoim uczniom, jak miłowanie nieprzyjaciół, niestawianie oporu złemu – jest możliwe tylko wtedy, kiedy człowiek z pełną świadomością decyduje się na wejście na drogę Chrystusa, to znaczy (będzie za chwilę Wielki Post, będziemy chodzić drogami krzyżowymi Chrystusa) wejście – godzić się na wejście! – na drogę krzyża, odczytując jej sens poprzez epilog, jakim jest zmartwychwstanie. Bo sama droga krzyżowa uczyłaby nas cierpiętnictwa, a uczy nas zwycięstwa w Chrystusie. I drugą rzeczą, na którą się trzeba zdecydować, jest wejście na drogę uczestnictwa w zwycięstwie krzyża Chrystusa przez posilanie się Chlebem zwycięstwa – tak chcę nazwać Eucharystię.

Uczestnicząc w Komunii świętej, uczestniczymy w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Tym samym, otrzymując dar Chleba podczas Mszy świętej, otrzymujemy tę miłość, która zwycięża nienawiść, tę łaskę, która pozwala nam w codzienności nieść krzyż trudnych spraw, i tę jedność, która nas jednoczy z Chrystusem, od którego nas nikt nie potrafi odłączyć. „Któż nas odłączy od miłości Chrystusa? Prześladowanie, nagość, zimno, miecz, nienawiść?” (por. Rz 8, 35).

To wszystko jest istotne dla bycia uczniem Chrystusa. I tutaj, w tym miejscu, dotknęliśmy fundamentalnej, istotnej dla prawdziwego rozumienia chrześcijaństwa sprawy. Doskonałość człowieka, który wyzwala się z nizin, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, nie dokonuje się przez (jak to często lubimy powtarzać) tak zwaną pracę nad sobą, wyzwolenie z błędów, czy przez realizację instynktu samouświęcenia, który jest w każdym człowieku, wierzącym, niewierzącym, mahometaninie, buddyście, chrześcijaninie – ale poprzez kontakt z Jezusem Chrystusem: przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. Przed chwilą to zdanie wypowiedzieliśmy: „Kto zachowuje naukę Chrystusa, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała” (śpiew przed Ewangelią).

A więc zwiąż przykazania, te z Dekalogu, z tymi „to czyńcie na moją pamiątkę”, „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy” – złącz to, scal to, stop to w jedno. I z tego przyjdzie moc do spełniania całej reszty. W codziennym życiu będziesz przemieniał się z wilka w człowieka, z człowieka w dziecko Boże. Bo otrzymasz tę miłość, która, ukazana przez Chrystusa w przykładzie Jego krzyżowej śmierci, pozostawiona w Eucharystii, da ci moc duchowego przeobrażenia.

Tak więc czyny moralne, moi drodzy, czyny etyczne uczniów Chrystusa to objawienie tej miłości Boga, którą otrzymujemy dzięki krzyżowej ofierze Syna – Boga, który nas „do końca umiłował” i miłuje, i przybił do krzyża nasze grzechy, tę nienawiść, za którą umarł i którą już zwyciężył i obmył swoją krwią. I kiedy przychodzi do tych, którzy serce oczyścili z grzechów, daje im doskonałość Ojca. Tę doskonałość, która zadziwia czasem świat, bo jest ona udziałem ludzi bardzo nieraz prostych i zwyczajnych.

I dopiero na tym tle widać, czym jest grzech, który niszczy w człowieku świątynię Boga, niszczy miłość, niszczy w nim doskonałość Boga i nie możemy sobie później poradzić z tymi innymi przykazaniami, które są czasem bardzo ciężkie. Czy nie paradoksalnie brzmi w tym kontekście takie zdanie: aby zachować przykazania, właśnie te, które tworzą kodeks etyczny człowieka, które określają szczegółowe przepisy postępowania, trzeba je najpierw miłować! Kto chce zachować przykazania, niech je miłuje. Kto nie miłuje przykazań, jak może je zachować? Tylko szuka okazji, żeby je ominąć.

I dlatego na końcu tego rozważania przytoczę zdanie św. Augustyna, który nam to wszystko zbierze razem i poprze tę argumentację. Oto Augustyn tak pisze: „Mówi psalmista: «Miłuję Twoje przykazania bardziej niż złoto i topaz». Łaska to sprawia, że z miłości wypełnia się Boże przykazania, a nie dało się ich zachować ze strachu. «Pełnią bowiem prawa jest miłość», powiada Apostoł. Była ona jakby zasłonięta, a symbolizowała to w Starym Testamencie twarz Mojżesza, na którą nie byli w stanie patrzeć. Usiłowali oni zachować Boże przykazania ze względu na ziemską i cielesną nagrodę. Nie udało się im, bo co innego kochali, a nie Boże przykazania. Nie mieli ochoty ich czynić, raczej przyjmowali je jako ciężar nałożony wbrew ich woli. Jeżeli natomiast przykazania są kochane ponad złoto i drogie kamienie, wszelka ziemska nagroda jest wobec nich marnością. I żadnych dóbr człowieczych nie da się porównać z tymi dobrami, dzięki którym sam człowiek staje się dobry”.

Tyle Augustyn. A my doszliśmy tak do sprawy podstawowej. Między grzechem a łaską, grzechem, który daje nienawiść i niszczy miłość, a łaską, która daje miłość i niszczy nienawiść, musi być nieprzejednana walka. Kiedy ogłosi Kościół znowu w Wielkim Poście rekolekcje, wołanie do pokuty, zobaczymy, gdzie leży istota ewangelizacji i w których regionach tworzy się pokój świata. Pokój prawdziwy, pokój Boga. Pokój związany ze szczęśliwością ludzi, którym „odpuszczono winy, uleczono ich choroby, uratowano od zguby, obdarowując łaską Boga, miłością Boga i zmiłowaniem” (por. Psalm responsoryjny).

Zanim zapanuje pokój dokoła nas, musi zapanować w nas. Pokój Boży, pokój Boga, który „jest miłością” (1 J 4, 8). Także nieprzyjaciół.

(1987)

18 lutego 2023
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

7 NIEDZIELA ZWYKŁA

ROK A

      Pierwsze czytanie: Kpł 19, 1‑2.17‑18
      Drugie czytanie: 1 Kor 3, 16‑23
      Ewangelia: Mt 5, 38‑48