Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

04 lutego 2021

Gest objawiającego się Boga Wiele jest tekstów, które mówią, że chrześcijanie gromadzili się przez całe wieki, aby czytać, słuchać i sprawować obrzędy nad chlebem i winem (por. Dz 2, 42). Po dziś dzień czynimy to samo. Wszystko to jest bowiem f a k t e m , który trwa w historii do dzisiaj, i my w tym wydarzeniu uczestniczymy, my je sami tworzymy. I my jesteśmy odpowiedzialni za to, aby wydarzenie to miało sens dla nowych wciąż pokoleń ludzi, którzy – jak sami możemy to zauważyć – już bardzo często nie wiedzą, o co w nim chodzi. A przecież ten gest gromadzenia się razem, aby słuchać słowa Bożego, aby powtarzać czynności Ostatniej Wieczerzy, aby przez nie i przez słowa wypowiadane nad chlebem i winem Bóg nadal przez Chrystusa przyciągał swój lud, jest najważniejszym gestem objawiającego się Boga.

To wielkie słowa. Bóg bowiem chce nadal objawiać się przez Jezusa Chrystusa i przez nas. Bóg w Jezusie Chrystusie włącza nas do współpartnerstwa. Jednych do ściślejszego, innych do dalszego. Bliżej stoi kapłan, dalej stoi lud, ale wszyscy stoją razem na jednej płaszczyźnie i wszyscy tworzą jedno wielkie zgromadzenie ludu Bożego, które ma być czytelnym znakiem żyjących w Chrystusie dla innych ludzi.

Otóż to jest punkt wyjścia. Kiedy chce się mówić o tym, kim m y jesteśmy, musimy najpierw sięgnąć do Chrystusa. Zobaczyć, jak Chrystus nawiązał do tradycji starotestamentalnej, aby ludzie uformowani przez Stary Testament mogli zrozumieć Jego całe życiowe dzieło i zobaczyć, że ono nadal trwa w Kościele, w liturgii. Ale czy t e n z n a k jest czytelny? Czy współcześni ludzie po dwóch tysiącach lat potrafią ten znak odczytać prawidłowo? W tym pytaniu zawarte jest jeszcze drugie, bardziej konkretne: Czy my sami, chrześcijanie, potrafimy ten znak czytać w jego najgłębszych pokładach? Czy my wiemy, po co do kościoła przychodzimy? A tym samym, czy wiemy, kim jesteśmy? Słuchamy wieści ze świata chrześcijańskiego, czytamy czasopisma i książki katolickie i pseudokatolickie, interesujemy się tym, co mówi Ojciec święty, jakie zajmuje stanowisko – i trwamy mocno przy biskupie jako widzialnej głowie lokalnego Kościoła. Wiemy też, ile jest trudnych spraw! Wiemy, że w Kościele, jak w całym świecie, widoczny jest jakiś kryzys. I dlatego w zgromadzeniu eucharystycznym profil też się nieco zmienia.

Kiedyś, na początku, gdy zakładano pierwsze gminy, gdy małe wspólnoty chrześcijan w Jerozolimie, w Koryncie czy w Rzymie były małymi wysepkami w morzu pogaństwa, lecz rozchodziły się coraz dalej na północ, wschód i zachód Europy, a nawet dalej i poza Europę, wspólnoty te były w swoich grupach bardziej niż teraz związane. Oto jak relacjonuje życie gmin chrześcijańskich w drugim wieku naszej ery współczesny im nieznany autor w swoim „Liście do Diogneta”: „Chrześcijanie bowiem ni ojczyzną, ni mową, ni rodzajem życia nie różnią się od reszty ludzi. Nie zamieszkują oni miast własnych, nie posługują się osobnym dialektem, nie mają jakichś oryginalnych zwyczajów. Rozsiani po krajach greckich i barbarzyńskich, jak komuś z nich los zdarzył, stosują się wszędzie do miejscowych zwyczajów zarówno w stroju, jak pożywieniu i sposobie życia. Tylko pod duchowym względem stanowią oni jakąś odrębną społeczność, w której obowiązują wyjątkowe, dla zwyczajnego człowieka niezrozumiałe prawa. Są przywiązani do rodzinnego miejsca, a zachowują się niby przechodnie. Na obczyźnie czują się jak w ojczyźnie, a w ojczyźnie jak na obczyźnie. Zawierają małżeństwa i mają dzieci, jak wszyscy inni. Żyją w ciele, lecz nie podług ciała. Żyją na ziemi, lecz uważają się za obywateli nieba. Są posłuszni prawom, lecz poziomem życia wznoszą się ponad wszelkie prawa. Wszystkich miłują, a od wszystkich cierpią prześladowanie. Gardzi się nimi, skazuje się ich, nawet zabija, a wciąż na nowo odżywają. Żyją w biedzie, a drugich obsypują bogactwami. Wszystkiego im brakuje, a opływają we wszystko. Znieważa się ich, a oni odpowiadają na to szacunkiem. Karze się ich, a oni cieszą się, jak gdyby dopiero wtedy żyć zaczynali. Krótko mówiąc: czym dusza w ciele, tym w świecie chrześcijanie. Dusza przenika wszystkie członki ciała, chrześcijanie wszystkie miasta świata”.

Poganie stojący z boku widzieli, że chrześcijanie zbierają się razem, razem się modlą, razem czytają Pismo święte i razem spożywają Chleb. I najważniejsza rzecz, że się między sobą miłują. Mówili: „Patrzcie, jak oni się miłują”.

Kiedy jednak chrześcijaństwo stało się religią panującą w Europie, kiedy połączyło się z władcami państw, kiedy królowie przyjmując chrzest chrzcili całe narody, kiedy także i w naszym kraju tysiąc lat temu przyjęto chrześcijaństwo, a w miejsce świętych dębów stanęły ołtarze Jezusa Chrystusa, wszystko to po latach stało się zupełnie zwyczajne. Stało się codziennością – i po dziś dzień tkwimy w tym klimacie zwyczajności. Chodzenie do kościoła jest czymś zupełnie zwyczajnym. Chociaż na tym właśnie odcinku daje się zauważyć już inny sposób interpretacji: wielu, nie chodząc do kościoła, nie czuje nawet z tego powodu wyrzutów sumienia. Ale dla większości ludzi chodzenie do kościoła jest jeszcze czymś zwyczajnym. Lecz jednocześnie wiemy, że część tych ludzi chodzących do Kościoła – i młodych, i dorosłych – bardzo często żyje zupełnie jak poganie. Zawsze nas to boli, kiedy zmuszeni jesteśmy mówić, że postawa moralna tych ludzi nie odpowiada temu, co usta wyznają. I kiedy sekularyzacja coraz częściej staje się zjawiskiem społecznym, kiedy w coraz większym stopniu zaczyna się panowanie cywilizacji technicznej, kiedy coraz więcej pluralistycznych wpływów dosięga mentalności chrześcijan, widzimy, że wraca sytuacja podobna do tej, jaka była w pierwotnym chrześcijaństwie. Wysuwa się więc postulat        w e r y f i k a c j i wspólnot eucharystycznych.

Weźmy jakąkolwiek parafię miejską, gdzie mieszka na przykład około pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Czym jest ta wspólnota eucharystyczna? Co ich łączy? Eucharystia? Jaki procent obecnych w kościele w niedzielę przystępuje do Eucharystii? S ą na Mszy świętej. Czy łączy ich proboszcz, którego często nie znają, czy księża wikarzy? Ołtarz Matki Boskiej? Co ich łączy ze sobą? Jak rozróżnić w parafii wierzących i niewierzących? Jakie zastosować kryteria oceny miłości bliźniego w kościele i poza kościołem? Są to wielkie, masowe zbiorowiska ludzkie, gdzie czasem Msza święta, jedna za drugą, odprawiana jest kilka czy kilkanaście razy na dobę. Ludzie przepływają tak przez kościół, jak podczas zwiedzania Grobów w Wielki Piątek. I teraz tych wszystkich ludzi pytamy: czy wiecie, co to znaczy, że jesteśmy Kościołem Boga Żywego?

Przyjrzyjmy się ludziom wyjeżdżającym na wakacje do krajów, gdzie nie ma kościołów katolickich, czy na Zachód, do Paryża, Londynu, gdzie wprawdzie są katolickie kościoły, ale panuje całkowita anonimowość, nie ma presji publicznej i można robić, co się chce... Z jaką świadomością ci ludzie potem wracają – a tam jak świadczą o Jezusie Chrystusie?

Obok różnych negatywnych cech, które wniosła i wciąż wnosi nowa sytuacja techniczno-urbanistyczna do miejskich dzielnic i do środowisk robotniczych, są także pewne pozytywne zjawiska. Powstało ostatnio bardzo wiele grup wspólnotowych. Rozwija się duszpasterstwo akademickie, duszpasterstwo lekarzy, prawników, zbierają się ludzie jednej profesji, jednego zawodu, stanu. Jest duszpasterstwo młodzieży licealnej, duszpasterstwo szkół podstawowych, dzieci przedszkolnych...

Szuka się wspólnego języka na tej płaszczyźnie, na której ludzie mogą się wzajemnie zrozumieć. Pragnie się poznać nie tylko misterium Boga, ale również drugiego człowieka. Tworzą się różne grupy dyskusyjne, grupy liturgiczne, grupy służące miłosierdziu. To wszystko ma ogromne znaczenie. I można powiedzieć, że to wszystko w jakiś sposób fermentuje. Tworzą się nawet całkiem nowe podstawy dla interpretacji kultu. Jeszcze niedawno dziennikarze powracający z Zachodu pisali, że we Francji, we Włoszech czy w Niemczech można spotkać zwyczajnie w swetry czy golfy ubranych księży, odprawiających Mszę świętą w zwykłych pomieszczeniach, w miejscu pracy, w szpitalach, na dworcach kolejowych. Szuka się ludzi tam, gdzie są, gdzie ich można znaleźć. Oni też szukają. Chrystus przechodzi w poprzek ich drogi. Księża przyjmują zawód robotnika, idą na najbardziej zagrożone odcinki, wszędzie szukając wspólnego języka z ludźmi. Ale to wszystko są próby. My słysząc to pytamy: czy tak ma być? Pytamy: czy tak chce Chrystus? Pytamy: j a k chce Chrystus? I właśnie te pytania zarysowują w jeszcze bardziej ostrym kontekście fakt, że m у jesteśmy Kościołem Boga Żywego. Co to znaczy, że się zbieramy i że będziemy się zbierać? Można nawet powiedzieć więcej: że tak długo będziemy istnieć jako chrześcijanie, jak długo będziemy się gromadzić i będziemy świadomi tego, po co się zbieramy, jak długo będziemy w zgromadzeniu liturgicznym czytać Pismo święte i łamać Chleb eucharystyczny, wierząc, że jest z nami Chrystus. On sam bowiem odpowiada nam, po co się zbieramy i po co to wszystko czynimy.

Ile razy pada wezwanie, a nawet nakaz – nie kapłana, lecz Chrystusa, który mówi głośno: „To czyńcie na moją pamiątkę”, pamiętajmy, że w nim jest zawarte wołanie o gromadzenie się dokoła ołtarza. I że w tym dającym się zobaczyć zgromadzeniu wokół ołtarza – bo to jest płaszczyzna podlegająca spostrzeżeniu obserwatora czy socjologa – jest jednak jakiś niesłychanie głęboki wymiar, którego bez prawdziwej wiary nie da się rozpoznać. Lecz dopiero ten głęboki wymiar stanowi sens, dla którego się w kościele gromadzimy. My jesteśmy Kościołem. Gdy jesteśmy zgromadzeni, to nasze zgromadzenie ma coś tak szczególnego w sobie, że staje się Kościołem. Tu nie chodzi o coś odrębnego od nas, o coś, co się do nas niejako przyłącza, ale o coś, co się razem jednoczy. Mówimy: „wierzę w Kościół powszechny”. I nie znaczy to, że chodzi tu o „jakiś” Kościół, gdzieś, nie wiadomo gdzie. Ale o Kościół, który jest tam, gdzie są ludzie wierzący w Ojca, w Syna i w Ducha Świętego, gdzie są ludzie, którzy spożywają Ciało Chrystusowe i którzy się miłują nawzajem, gdzie są ludzie walczący z grzechem i namiętnościami, które chcą ich pokonać i sprowadzić z drogi wspólnoty i jedności.

 

Fragment z książki bpa W. Świerzawskiego: ,,Do końca ich umiłował” s. 137 - 144

Gest objawiającego się Boga

Przejdź do strony tematycznej