Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

02 stycznia 2021

 

     Kiedy w naszym życiu nie potrafimy odnaleźć równowagi i zamiast iść w górę ku Bogu, idziemy w dół, ku niedozwolonym kompromisom ze światem, tłumaczymy się najczęściej: cóż, niełatwo zharmonizować w sobie chrześcijanina ze zwyczajnym człowiekiem. Przeżywany jeszcze przez nas w podniosłej, świątecznej atmosferze okres Bożego Narodzenia pozwala nam na snucie nie tylko tych i podobnych refleksji, ale także na stawianie pytań, tak ściśle związanych z naszym codziennym życiem. Z tą zwyczajną prozą, jak mówimy, która czyha na nas zaraz po wyjściu z odświętnych kościołów. Ból istnienia, tak straszliwie palący człowieka od środka, którego wszyscy doświadczają i do niego się odwołują, pochodzi z rozdwojenia, jakie jest pomiędzy bezmiarem naszych nadziei i pragnień a ograniczonością ziemskich spełnień. Nie wszystko, czego pragniemy, spełnia się w życiu, a ponieważ pragnienia są nieskończo­ne, jakże zmieszczą się w skończoności kruchych, ludzkich, ograniczo­nych struktur?

       Czym jest więc owo pełne pasji poszukiwanie u ludzi nauki, sztuki, czy schodząc niżej, usilne dążenie człowieka do posiadania, do przeżycia przyjemności, do znaczenia? Jak często u tych, którzy doświadczyli już wielu rzeczy, kończy się to wyznaniem: „marność nad marnościami, wszystko marność” (Koh 1, 2). Albo też czasem wyznaniem Augustynowym: „Stworzyłeś nas dla siebie, Boże, i niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Tobie. Tak też może być w życiu. Albo się człowiek roztrzaska, albo znajdzie przystań, znajdzie pełnię.

      Bożonarodzeniowe skróty rozważane w ostatnich dniach, takie jak „Bóg – Wcielony”, „ma granice – Nieskończony”, „Pan niebiosów – obnażony”, właśnie te formuły pragnące ująć paradoksy i napięcia ekstremalne, przypomniały nam, że Słowo Wcielone nie tylko „zamieszkało między nami” (J 1, 14b), ale przypomniały nam, że Słowo, które „stało się Ciałem” (J 1, 14a), które jest Bogiem (J 1, 1) i przez które „wszystko się stało” (J 1, 3), jest „Światłością ludzi, a Światłość w ciemnościach świeci i ciemności nie ogarną Światłości” (por. J 1, 4‑5). A tym, którzy przyjmują Światłość, „daje moc, aby się stali przez wiarę dziećmi Boga” (por. J 1, 12). Niesłychane skondensowanie myśli! Ile trzeba się nad każdym słowem zastanawiać! A potem wcielać to w życie, żeby zachować siebie wśród straszliwego świata. Żeby nie zginąć.

        Skrót „Bóg Wcielony, ma granice Nieskończony” przypomniał nam o możliwości spełnienia bezmiaru tęsknoty człowieka, złożonego – znowu skrót! – z duszy i ciała, a tym samym o możliwości realizacji w sposób idealny upragnionej harmonii i równowagi, jaka wydaje się nie do osiągnięcia, kiedy człowiek sam tworzy sobie kształt swojej wolności według własnego widzimisię. Bo czy ów spełniony fakt, że Słowo stało się Ciałem w Jezusie Chrystusie – co jest treścią Świąt Bożego Narodzenia – nie mówi o możliwości scalenia w zgodnej harmonii i w dynamicznej symbiozie życia po ludzku ludzkiego i życia po Bożemu chrześcijań­kiego?

    To jest pytanie na dzisiejszą refleksję. Powtórzmy, żeby dobrze zapamiętać: Czy tegoroczne przeżycie uroczystości Bożego Narodzenia, Wcielenia Boga, pomoże mi w ujęciu mego ludzkiego życia w takich właśnie wymiarach? Czy ukaże mi możliwość realizacji tego, co głosi chrześcijaństwo, co dziś słyszeliśmy w czytanej przed chwilą Księdze Mądrości, że Mądrość Boża mieszka „pośród swego ludu” (Syr 24, 1), tak jak Słowo w ciele Maryi? A potem Słowo Boże, w które się wsłuchujemy, które staje się Ciałem w Eucharystii, zamieszkuje w nas i w nas mieszka. Jesteśmy mądrzy mądrością Słowa i mocni mocą Chrystusa zmartwychwstałego. Takie proste i oczywiste prawdy, które tak często gubią się w naszej codzienności. Święty Paweł prowadzi nas jeszcze bardziej w serce tego problemu, bo oto w usłyszanej przed chwilą modlitwie mówi tak: „Nie zaprzestaję dziękczynienia...” (Ef 1, 16). Dziękuje i prosi. Za co dziękuje? Za dar, jakim jest Jezus Chrystus. A więc dziękuje za Boże Narodzenie. A o co prosi? „Proszę, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca, tak byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych” (Ef 1, 17‑18).

      Ta modlitwa, zanoszona do Boga w okresie świętowania Wcielenia Boga, odczytana w kontekście słów Księgi Mądrości i Prologu Janowego, ma więc swoisty koloryt – naprowadza nas na ślad, jak mamy scalać w zgodnym akordzie pragnienia duszy i ciała. Jest głos wołający od środka i jest głos ciała, który często sprzeciwia się głosowi ducha. Jak więc mamy całościowo patrzyć na swoje życie, jak harmonizować to, co ciągnie jedno w jedną, drugie w drugą stronę? Jak zachować wierność Chrystusowi i obecność w świecie, którego szaleństwa doświadczamy co chwila? Być na świecie – i zostać wiernym Chrystusowi!

     O „światłe oczy serca” prosił wielki Augustyn w swoich Wyznaniach, pouczając, w jakim kierunku należy szukać owej pełni chrześcijańskiej, ale i ludzkiej zarazem. W swoich słynnych Wyznaniach napisał: „Zraniłeś serce moje swoim słowem i umiłowałem Cię... Lecz cóż ja kocham, gdy kocham Ciebie? Nie wdzięki ciała ani urodę życia, ani blask światła tak miły oczom; nie słodkie melodie różnorakich pieśni, nie przyjemny zapach kwiatów, olejków i ziół wonnych, nie mannę i miody, nie członki cielesne nęcące do uścisków – nie to ja kocham, gdy kocham Boga mego. A jednak kocham jakieś światło, jakiś głos, jakąś woń, jakiś pokarm i jakiś uścisk, gdy kocham Boga mego, który jest światłem, głosem, wonią, pokarmem, uściskiem dla mego wewnętrznego człowieka tam, gdzie duszy mej przyświeca światło nie objęte przestrzenią, gdzie rozbrzmiewa pieśń, której czas nie porywa, gdzie unosi się woń, której podmuch wiatru nie rozwiewa, gdzie smak rozkoszuje się pokarmem, którego nie umniejsza spożycie, i gdzie przebywa coś, od czego nie odrywa przesyt. Oto, co kocham, gdy kocham Boga mego”. Święty Tomasz z Akwinu, którego dziś też biorę na świadka, wyraził kiedyś pragnienie ludzi i swoją tęsknotę w podobnej modlitwie: „Daj memu ciału, o Pełnio darów, piękność światła, gotowość do działania w każdej chwili, delikatność, kiedy trzeba, siłę do znoszenia cierpienia”.

       Zauważyliśmy, że ci święci swoją pełną tęsknoty prośbę doświadczenia Boga wiążą ze stworzeniem. Chcą doświadczyć Boga przez ciało, niemal przez doświadczenie zmysłowe. Jest tak dlatego, że człowiek jest bytem jednolitym. Ma duszę i ciało, jak mówią filozofowie, a Pismo święte poszerza kontekst: „Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana” (1 Tes 5, 23). Kiedy więc Tomasz twierdzi, że istnieje jedność duszy i ciała, i to jest człowiek, to wiadomo już, co znaczy u niego koncentracja na ciele, jaką ukazałem w przytoczonej modlitwie Augustyna. Chce przez to powiedzieć, że dzięki tej tajemnicy jedności dusza i ciało są tak scalone, że jeśli się je rozerwie, oderwie jedno od drugiego, następuje śmierć, ale też dzięki tej jedności materia, jaką jest ciało, może wniknąć w nieskończoną sferę ducha!

       Ciało więc – to pobrzmiewa przez całe przepowiadanie Chrystusa – ma być dla Pana, bo Pan jest dla ciała (1 Kor 6, 13). „Słowo stało się ciałem”. Co za niezwykłe perspektywy i jakie niezwykłe wymagania! W pierwszym rzędzie ta myśl Bożonarodzeniowa uwypukla świętość ciała ludzkiego. Właśnie w ten sposób św. Paweł argumentował Koryntianom, znanym z rozpusty, że zjednoczenie ciała ludzkiego przez Eucharystię z uwielbionym, zmartwych­wstałym Ciałem Chrystusa czyni z ludzkiego ciała świątynię Boga (1 Kor 3, 16; 6, 14‑19; 2 Kor 6, 16), i że kto zniszczy świątynię, kto ją sprofanuje, tego zniszczy Bóg (1 Kor 3, 17).

      Ale nie w tym kierunku pragnę snuć dzisiejsze refleksje. Ta myśl uwypukla prawdę o jeszcze bardziej zawrotnej głębi. Ponieważ człowiek dokonuje dzięki ciału wielu czynów nieprawych, grzeszy i zdradza Boga, zamiast dzięki ciału, rozumowi i miłości poznawać Boga i z Nim się jednoczyć, Jezus przyjął „doczesne ciało” (Kol 1, 22), dokonało się Narodzenie Pańskie. I Jezus – jak mówi Paweł swoim mocnym językiem – „stał się dla nas grzechem” (por. 2 Kor 5, 21), przyjmując na siebie grzechy ludzi. I nasze. Dlatego do końca życia mamy wyznawać nasze grzechy, żeby mieć dostęp do Eucharystii. I wreszcie, został poddany władzy śmierci, umarł na krzyżu, ale z umarłego ciała zmartwychwstał, zwyciężając grzech i śmierć. W ten sposób przyjął w siebie samego nas wszystkich.

       Niezwykła tajemnica, zawrotna tajemnica! Stąd powiedzenie „ciało ma być dla Pana, bo Pan jest dla ciała” nabiera ogromnej wagi. Powszechna skuteczność życia apostolskiego Chrystusa, głoszenie Ewangelii i Jego czyny, Jego zbawcza męka sprawiają, że od tego czasu, dzięki ustanowieniu Eucharystii, w której ukrył mękę, śmierć i zmartwychwstanie, istnieje już tylko jedno Ciało, Ciało Chrystusa: On Głową, a my, którzy spożywamy Eucharystię, Jego Ciałem. On w niebie, a my chodzimy po ziemi. Właśnie dlatego Eucharystia jest największym darem Boga dla ludzi. Dla ludzi wszystkich czasów, wszystkich pokoleń, wszystkich ras, żeby porzuciwszy drogi nieprawości i grzechu, i nienawiści stawali się jedno w zmartwychwstałym Chrystusie. Co za wielkie prawdy i jak wielkie tego konsekwencje! Bóg wcielony w człowieka, człowiek „wbożony” w Trójcę.

      Na sam koniec zwróćmy jeszcze uwagę i na ten wymiar. Jezus Chrystus, Słowo odwieczne Boga, które staje się Ciałem w Maryi, równocześnie jest u Boga, jest wewnątrz Trójcy. I kiedy żegnamy się znakiem krzyża każdego rana, każdego wieczoru, kiedy parę razy dziennie czynimy ten znak, który przypomina nam odwieczność Słowa Bożego, pozwala nam on sięgnąć aż do samego dna tajemnicy, tam, gdzie jest Bóg. Gdzie Bóg Ojciec wypowiada swoje odwieczne Słowo, rodząc Syna, a Syn i Ojciec tak się miłują, że ta miłość jest Trzecią Osobą: to Duch Święty, który jest Miłością. I ta Miłość sprawia, że Słowo Wcielone, Chrystus, Jezus‑Słowo przychodzi we Mszy, my wsłuchujemy się w to Słowo, a Miłość Ducha Świętego jest nam dawana w Ciele zmartwychwstałego Chrystusa w Eucharystii, byśmy mogli z Chrystusem w Duchu Świętym iść do Ojca. I uczestniczymy w tym krążeniu Miłości, w tym działaniu Miłości, które sobie przypominamy, znacząc się dokładnie, z wiarą i świadomie, znakiem krzyża.

    Oto, moi drodzy, garść myśli wypływających z pogłębienia wielkiego misterium Wcielenia Boga, Narodzenia Boga, Bożego Narodzenia, które trzeba umieć łączyć w całość i widzieć te bezkresne wymiary: idące w przestwór Trójcy, sięgające Wcielenia w Betlejem i wiążące się z Przeistoczeniem na ołtarzu, abyśmy mogli otworzyć serce i przyjąć do swojego wnętrza „miłość Boga, łaskę Chrystusa i dar jedności w Duchu”, który połączy to co ludzkie z tym co Boże – na wzór duszy i ciała – w jedno.

(z 1987 roku)

 

 

homilia bpa W. świerzawskiego
2 NIEDZIELA PO NARODZENIU PAŃSKIM

Przejdź do strony tematycznej