OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

09 stycznia 2021

      Święto Chrztu Pańskiego, które każdego roku wieńczy okres Bożego Narodzenia, jest uroczyście obchodzone i wiąże się ściśle ze wspomnieniem naszego chrztu – właśnie tym obrzędem poświęcenia wody i znakiem krzyża, wspominając ten dawno dokonany sakramentalny fakt, rozpoczęliśmy dzisiaj Mszę świętą. Jestem ochrzczony! Co to znaczy i do czego zobowiązuje? – pytamy, wspominając chrzest Chrystusa. Zresztą wspomnienie naszego chrztu jest tylko okazją do spojrzenia na naszą relację do wszystkich pozostałych sakramentów. Wspominając chrzest, trzeba spojrzeć na zastosowaną przez Chrystusa, Boga‑Człowieka, metodę zbawiania ludzi przez sakramenty. Przez „siedem świętych sakramentów”, jak mówimy, i potrafimy jeszcze wydobyć z pamięci i wyrecytować ich poszczególne nazwy.

     Lecz ileż tu jest niedomówień, niedouczenia, ile jest niezrozumienia! Problematyka sakramentów jest kluczowa dla chrześcijaństwa, jak wiara. Ale też jest trudna jak wiara. Zwłaszcza wzajemna relacja wiary do sakramentów i sakramentów do wiary. Jeśli na jakiś terytorium rozpoczyna się w jakiejś epoce kryzys wiary, rozpoczyna się najczęściej od zagubienia znaczenia sakramentów. Jeśli rozpoczyna się odrodzenie, odnowa i wspinanie się na duchowe szczyty, zaczyna się to od poznania głębi znaczenia i sensu tych ustanowionych przez Chrystusa znaków zbawienia.

Cały problem polega na tym, że jak zbawienie dokonuje się w sposób niewidzialny, niewidoczny dla oczu – „królestwo Boże (powiedział Chrystus) nie przyjdzie dostrzegalnie” (Łk 17, 20) – tak też cała sprawa z sakramentami jest przedmiotem wiary. Miłość, która jest odpowiedzią na objawienie Boga, która jest sercem chrześcijańskiego życia, musi być oparta na wierze i nadziei. A wiara, czym jest? Znany tekst z Listu do Hebrajczyków mówi, że „wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy – i zaraz dodaje: – jest dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11, 1). A więc człowiek, który wierzy, patrząc na to, co widać, widzi to, czego nie widać! „Przez wiarę więc poznajemy i przez wiarę trwamy – jak powiada ten sam jedenasty rozdział Listu do Hebrajczyków – jakbyśmy na oczy widzieli Niewidzialnego” (por. Hbr 11, 3.27).

      Kiedy nie mamy wiary, nie widzimy Niewidzialnego. Ale także kiedy mamy wiarę, ale przez długi czas nie widzimy na oczy Niewidzialnego, nie mamy dojrzałej wiary, nasza wiara zaczyna się chwiać, zaczynają się trząść jej fundamenty, osłabia się ufność nadziei i marnieje miłość. Są chrześcijanie oziębli, są chrześcijanie odchodzący od Chrystusa, sami nie wiedzą, dokąd – bo dokądże idą, jeśli idą od Chrystusa? Ale szukają tam, gdzie widać, rzucają się na przeróżne propozycje przeróżnych mesjanizmów, uwodzicieli i „ślepych przewodników” ku szczęściu (por. Mt 15, 14), którzy wciąż rodzą się na świecie i obiecują wciąż nowe perspektywy.

      Powtórzę: to dotyczy wszystkich sakramentów, nie tylko chrztu. Bo i trudności mamy z każdym sakramentem. Chyba z chrztem jest najłatwiej, ponieważ w tej chwili panuje powszechnie praktyka chrztu niemowląt. Tylko później jest kłopot, kiedy dorosły człowiek mówi: nie prosiłem, by mnie ochrzczono! Zwłaszcza wtedy, kiedy mu rodzice nie przekazali wiary, tylko sakrament – co jest rzeczą prostą i można to „załatwić” w ramach biurokracji kościelnej. Ale przekazać ducha sakramentu!

      Ile trudności mamy z Eucharystią. Ile z małżeństwem, które trzeba rozumieć jako sakrament. Gdyby ludzie dochodzili – wierzący, ochrzczeni, przystępujący czasem do spowiedzi i do Komunii – do tych głębi, jakie odsłania wymiar sakramentalny małżeństwa, nie byłoby tylu rozwodów i nie potrzeba by było innych leków na trwałość małżeństwa. Ile jest kłopotów z sakramentem chorych! Ochrzczony, był do Pierwszej Komunii świętej, jeszcze małżeństwo zawarł sakramentalne – ale później się gdzieś pogubił i kiedy go przywieziono do szpitala, to już nie chciał z księdzem rozmawiać, choć był jeszcze świadom i mógłby. Już nie rozumiał zupełnie, o co chodzi. Do sakramentu namaszczenia trzeba dojrzewać przez całe życie, to jest często ostatni akt całego życia związanego z Chrystusem przez sakramenty.

      Ale zagadnienie sięga jeszcze dalej. Powiedzieliśmy, że zasadniczo realizm wiary sięga świata niewidzialnego. A więc tych rzeczywistości, które już tu na tym świecie a zwłaszcza po śmierci stają się całą treścią ludzkiego życia. Kto widział to, co jest po śmierci? Kto widzi w tej chwili, chodząc jeszcze po świecie, poprzez sakramenty i dzięki nim – nie tylko kiedy jest w kościele – rzeczywistości tego świata, w których odkrywa Boga? Kto tak widzi świat?

      Pewien współczesny żydowski autor napisał, że powodem odrzucenia Jezusa przez Izraela było nie tyle zewnętrzne i nacjonalistyczne pojmowanie mesjanizmu, ile fakt, że Żydzi nie rozumieli zbawienia jako procesu wewnętrznej przemiany dotyczącej dusz ludzi żyjących na świecie, ale chcieli oznak zewnętrznych, że zbawiony świat jest odnowiony i przemieniony. I ten Żyd zilustrował to wiele mówiącą anegdotą. Ktoś donosi rabinowi, że Mesjasz przyszedł na świat. Rabin otwiera okno, patrzy na ulicę, a potem się odwraca i mówi: Nie, to niemożliwe. Nie widzę, żeby się coś zmieniło. A więc, jak wierzyć, kiedy nie widać tego, w co się wierzy? Jak zbliżać się do sakramentów, skoro widać tylko ubogie, pokorne znaki? Jak padać przed krążkiem Chleba na kolana i mówić: to jest Bóg?

      Wszyscy jesteśmy między tym „albo – albo”: albo zwątpić, albo tak wierzyć, że nic nie zachwieje wiary. I dla przeciwwagi nie anegdota, ale fakt z życiorysu pewnego świętego. Był w swojej celi, gdy przybiegł zakrystian i powiedział: Proszę ojca, Chrystus wyszedł z tabernakulum i chodzi po ołtarzu! Na to on odpowiedział: Cóż z tego? Skoro jest w tabernakulum i jest Bogiem, to może sobie wyjść, kiedy chce, i może chodzić. I ani drgnął. To jest wiara!

To jest wiara: na oczy widzieć Niewidzialnego. Nie chcę dzisiaj mówić o motywach, na jakich taka wiara się opiera – to jest zagadnienie dla innych rozważań – ale pragnę iść w kierunku tego, co nam objawia dzisiejsza uroczystość. Jest ona, jak powiedziałem, dopełnieniem misterium Bożego Narodzenia. Opisując ówczesnym językiem Narodzenie Pańskie i cud Objawienia, Epifanii, św. Paweł wyraził to takim symbolem: „Ukazała się...” (epifaneia to ukazanie się, zjawienie się, objawienie), „ukazała się (a więc można było zobaczyć) łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom” (Tt 2, 11).

      To sformułowanie przypomina nam, że zanim powiemy cokolwiek o poszczególnych sakramentach, musimy napatrzeć się „aż do nasycenia” (Iz 66, 11), aby uzyskać pewność wiary – tu jest złota nić dla motywacji wiary! – na Sakrament, którym jest sam Chrystus! To trochę dziwnie brzmi, bo termin „sakrament” nie jest terminem biblijnym, ale nazywanie Go Sakramentem czy Prasakramentem jest zgodne z nauczaniem Ojców Kościoła i z nauką Soboru. Zresztą jeśli posłużymy się definicją katechizmową, zobaczymy, że jest to w stosunku do Niego wiele mówiące określenie. Otóż mówi katechizm, że sakrament to jest „znak widzialny rzeczywistości niewidzialnej”. A właśnie w Chrystusie jest cud zjednoczenia niewidzialnej Osoby Boskiej, Osoby Słowa‑Łaski z widzialną postacią Jezusa, Syna Maryi, zrodzonego z Niewiasty w konkrecie historii. Będąc Sakramentem Boga – „On będąc niewidzialnym Bogiem ukazał się naszym oczom w ludzkim ciele” – jest przy tym Chrystus Sakramentem zbawienia (Kościół wydobywa z tradycji tę piękną nazwę), bo dokonuje pojednania człowieka z Bogiem, Boga z człowiekiem za cenę własnej krwi.

      Ale Chrystus, Bóg‑Człowiek, nie stosując ani do Siebie, ani do siedmiu sakramentów pojęcia „sakrament”, jest jako człowiek znakiem, który objawia: „Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie”. Chrystus jest orędziem, które woła, powołuje, wzywa. Jest orędziem, którego treścią jest On sam! To On wzywa. A wszystkie znaki objawiające Chrystusa, objawiające Jego misteria‑tajemnice, Jego czyny i słowa, zebrane są w siedmiu świętych sakramentach, w tych siedmiu działaniach Kościoła, poprzez które działa obecny w znakach Chrystus, Wcielony Bóg, Jego osoba, Jego słowo i Jego czyn.

      Tak więc Sakrament, którym jest Chrystus, trwa w siedmiu sakramentach. Sakramenty przedłużają obecność Chrystusa, Wcielonego Boga, i obecność Jego słów i zbawczych działań. Przedłużają wcielenie Jezusa Chrystusa i Jego Epifanię. Tam, gdzie się sprawują, staje Chrystus i zbawia ludzi, kierując do nich orędzie o zbawieniu. Jak przed dwoma tysiącami lat, tak i dziś.

Wielcy Ojcowie Kościoła byli tego świadomi. Ambroży, nauczyciel Augustyna, użył kapitalnego sformułowania: Facie ad faciem Te video, Christe, in tuis Te invenio sacramentis – „twarzą w twarz widzę Cię, Chryste, spotykam Cię w twoich sakramentach”. A św. Leon Wielki, papież, powiedział: Quod conspicuum fuit in Christo, transivit in Ecclesiae sacramenta – „to, co było widzialne w Chrystusie, przeszło w sakramenty Kościoła, jest w tej chwili w sakramentach”.

      Można więc powiedzieć tak: Chrystus jest pierwszym i istotnym, i jedynym Szafarzem sakramentów. Piotr chrzci? tak, ale to Chrystus chrzci przez Piotra. Ksiądz rozgrzesza? tak, ale to Chrystus rozgrzesza przez księdza. Kapłan mówi, biorąc chleb do ręki: „To jest Ciało moje” – ale to jest Ciało Chrystusa, to Chrystus mówi: „moje”. Trzeba więc, aby sakramenty stawały się dopełnieniem naszej wiary – czyli jeśli mówię: wierzę w Chrystusa i chcę do Niego dojść, dochodzę do sakramentów! – aby stały się czymś najważniejszym w naszym życiu. Bo w życiu chrześcijanina co jest najważniejsze, jak nie spotkanie z Chrystu­sem? Mamy widzieć ich przedłużenie w naszym codziennym życiu: jak wcielenie Chrystusa trwa w ustanowionych sakramentach, tak On w każdym spotkaniu sakramentalnym wychodzi ku ludziom poza świątynię.

      Trzeba wciąż pamiętać o tej prawdzie sakramentów! Właśnie tę prawdę sakramentów, rzeczywistość ukrytą pod znakami, przypomina nam dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego. Chrzest Chrystusa, który nie potrzebował chrztu, a poddał się temu obrzędowi ze względu na nas, sięga w przeszłość, wskazuje na korzenie Bóstwa Chrystusa i Jego Wcielenie, dzieciństwo. Ale też sięga w przyszłość. Proszę zauważyć, że następną tajemnicą opisaną przez wszystkie Ewangelie jest kuszenie Chrystusa przez szatana na pustyni – w tej próbie wiary objawiła się moc, objawiło się Bóstwo Chrystusa w konfrontacji z szatanem.

      Tak samo jest z nami, w nas. My nie przychodzimy do kościoła po to tylko, żeby spełnić jakiś nakaz i godzinę tygodniowo poświęcić na uczestnictwo w obrzędzie. Mamy się spotkać z mocą Chrystusa, dla konfrontacji z szatanem i grzechem – z pychą, pieniądzem, ciałem; trzy pożądliwości, którymi szatan kusił Chrystusa. I powiedzieć: apage! „idź precz, szatanie!” (Mt 4, 10). Rozwiązać tę sytuację w duchu Chrystusa. Właśnie po to jest święto Chrztu, aby tę treść podkreślić, uwypuklić i nam przypomnieć.

      Jeszcze dla dopełnienia właśnie o tym słów kilka. Oto Piotr w dzisiejszym opisie Dziejów Apostolskich mówi, że Chrystus „jest Panem wszystkich” (Dz 10, 36). Mówi, że „Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą” (Dz 10, 38a). I to trzecie określenie, wspaniałe: „Bóg był z Nim” (Dz 10, 38b). Chrystus jest Synem Bożym, a więc wszystko, co czyni, co ustanawia, co zaleca, treść Jego orędzia – ma moc Boga Wszechmogącego.

      Jan Chrzciciel w dzisiejszej Ewangelii mówi: „Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym” (Mk 1, 8). A wtedy, kiedy udziela Chrystusowi chrztu – akt spektakularny, dla nas dokonany – głos Ojca (znów teofania, objawienie Boga Jedynego) z otwartych niebios (symbol wszechmocy Boga) wypowiada te słowa: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1, 11). I proszę zauważyć, że zdaniem w kontekście Alleluja, odśpiewanym przez kantora, są słowa wzięte z drugiej teofanii Chrystusa, na Taborze, gdzie jeszcze do tych słów z chrztu nad Jordanem Bóg Ojciec dodaje słowa: „To jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie”. Połączenie tych dwu tajemnic daje pełny obraz tego, co nam dzisiejsze święto przypomina.

      Podczas chrztu Jezus otrzymał więc impuls Ducha Świętego dla dokonywania dzieł zbawczych, ujawniona została mesjańska misja Chrystusa, Jego rola jako Zbawiciela wszystkich ludzi. Ale podczas chrztu Chrystusa ukazało się również to, co się dzieje podczas naszego chrztu. Ilekroć uczestniczycie w tym obrzędzie (kapłan sobie to też ma uświadomić), proszę zawsze widzieć niebiosa otwarte i głos Boga odzywający się nad Szafarzem chrztu, nad Chrystusem, który spełnia w dziecku czy w chrzczonym dorosłym człowieku to, co Bóg chce przekazać człowiekowi. A chce udzielić mu łaski. Właśnie tego życia Bożego, które Chrystus wprowadził w swoje Boskie człowieczeństwo wzięte z Maryi. I chce nauczyć człowieka prawdy, żeby nie błądził po meandrach i labiryntach różnych ideologii i systemów filozoficznych. Żeby nie szukał jak mrówka, która się wspina pod górę po kamieniach i nie wie, dokąd. Żeby ta wiara, którą otrzymał z łaską chrztu, ta ufność i miłość wpływała na to, co jest w jego życiu.

     Chrystus zbawiał uzdrawiając. Dotykał grzeszników. Oddzielonych, wykluczonych, wyrzuconych poza obręb społeczności wprowadzał do wspólnoty. Chrystus pełnił „posługę jednania” (2 Kor 5, 18), obdarzał ludzi wolnością: „Gdzie Duch Pański, tam wolność” (2 Kor 3, 17). Wybawiał od grzechu, śmierci, od wpływu szatana. Zbawiając, dawał formę, kształt i treść pełnego i prawdziwego istnienia. Kto spotkał Chrystusa przez chrzest i dopełnia tego spotkania przez inne sakramenty, zwłaszcza Eucharystię, ten także w sferze codziennego życia potrafi żyć w wolności.

      Przypominając sobie te sprawy – chrzest Chrystusa i chrzest nasz – właśnie te pytania na koniec sobie zadajmy: czy to, co się wtedy w nas dokonało, trwa? co przetrwało? co potrzebuje jeszcze dopełnienia? W czasie chrztu powiedzieliśmy szatanowi i grzechowi: wyrzekam się! Wyznaliśmy wiarę w Jezusa Chrystusa, w Ojca i Syna, i Ducha. Czy wiemy, że aby wiara żyła, a my coraz bardziej „jakby na oczy widzieli Niewidzialnego”, trzeba karmić wiarę Eucharystią? Bo bez tego zmarnieje wszystko, jak roślina bez wody, jak człowiek bez chleba. I że to daje nam wewnętrzną moc i mądrość, która się wyraża w życiu. W codziennym życiu, które jest polem konfrontacji i świadectwa.

      Zakończmy naszą dzisiejszą refleksję pięknymi słowami z Księgi proroka Izajasza: „Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności” (Iz 42, 6‑7).

(rok 1988)

 

 

ROK B

 

PIERWSZE CZYTANIE: IZ 42, 1‑4.6‑7

DRUGIE CZYTANIE: DZ 10, 34‑38

EWANGELIA: MK 1, 6‑11

Homilia bpa Wacaława Świerzawskiego
NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO

Przejdź do strony tematycznej

Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz