Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

O ŚRODEK F ORMACJI L ITURGICZNEJ

Kiedy Kościół świętuje pamiątkę Chrztu Chrystusa Pana, my zacznijmy naszą dzisiejszą refleksję od próby przybliżenia i głębszego poznania podstawowego gestu czynionego przez chrześcijan. Oto już dzisiaj rano każdy z nas – modlimy się rano i wieczór – przeżegnał się, zrobił znak krzyża. (Może tylko na marginesie dodam: wielu ludzi ma kłopot z rannym pacierzem; niech sobie to zapamięta, żeby tego minimum nigdy nie opuszczać! Znak krzyża – i jedno zadanie: Chryste, żebym był wierny Twoim przykazaniom i Twemu światłu! Jeśli czasu jest więcej, powiedzieć więcej. To margines). A przed chwilą zrobiliśmy ten sam znak na początku Mszy świętej. Rozpoczynamy Mszę „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, znacząc się znakiem krzyża, tak też Mszę zakończymy: tym znakiem. Błogosławieństwo pójdzie od ołtarza, od kapłana, który (wiemy) we wspólnocie wierzących w Chrystusa jest symbolem Jego samego. Teologia mówi: kapłan działa in persona Christi – idiom nieprzetłumaczalny – nie w zastępstwie Chrystusa, lecz „w osobie Chrystusa”: jest znakiem uobecniającym rzeczywistość Jego osoby.

A więc zaczynamy od znaku krzyża. I można w formie retorycznej zadać pytanie: czy pamiętamy, że zanim sami zaczęliśmy kreślić się znakiem krzyża, czynić go na sobie, wyznając wiarę w Boga Trójjedynego, w Ojca, Syna i Ducha, w Boga Wszechmogącego Stworzyciela, w Boga Wcielonego i w Ducha Świętego Uświęciciela – ktoś drugi uczynił nam znak krzyża?

Proszę pilnie wpatrywać się, uczestnicząc w obrzędzie chrztu, jak to się czyni. Na początku obrzędu kapłan mówi tak: „Marku – czy Janie, czy Agnieszko – wspólnota chrześcijańska przyjmuje cię z wielką radością. Ja zaś w imieniu tej wspólnoty znaczę ciebie znakiem krzyża, a po mnie naznaczą cię tym samym znakiem Chrystusa Zbawiciela twoi rodzice i chrzestni”. I tak się czyni. Ale przy chrzcie dorosłych jest inny obrzęd. To jest niezwykły dar Soboru Watykańskiego II, który odnowił obrzędy chrześcijańskiego wtajemniczenia, jak gdyby wydobyte z tradycji starożytnego Kościoła, gdzie chrzczono dorosłych. Kapłan mówi tak: „Marku, przyjmij krzyż na czole. Sam Chrystus umacnia cię znakiem swojego zwycięstwa. Ucz się Go poznawać i naśladować”.

My wiemy, że chrzest niemowląt jest dokonywany w wierze rodziców. Suponuje się, że rodzice, dojrzali w wierze, przekażą ten skarb, który sami mają i niosą w sobie, swoim dzieciom. Jeśli go nie przekażą, zdradzają Chrystusa. Nie dziwmy się, że tak zwany kryzys chrześcijaństwa w Europie wszedł w taki ostry stan, ale zapytajmy, kto za to bierze odpowiedzialność. Czy tylko sami pasterze Kościoła, biskupi i kapłani, czy też rodzice, którzy nie nauczyli swojego dziecka poznawać i naśladować Chrystusa w Jego drodze krzyża i w drodze zmartwychwstania.

I zaraz po tym znaku wstępnym następuje ciąg dalszy obrzędu sakramentalnego, aż do momentu samego aktu, w którym kapłan polewając trzykrotnie głowę dziecka czy dorosłego lub zanurzając trzykrotnie w wodzie, wypowiada słowa: „Janie, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. I wtedy dokonywany obrzęd – ponieważ jest obrzędem sakramentalnym, to znaczy: uobecnia to, co oznacza – daje nam nowe życie, życie Chrystusa zmartwychwstałego z krzyża. Ta rzeczywistość dokonuje się w momencie udzielania chrztu. Woda, która jest znakiem obmycia, oczyszczenia, woda, która daje życie – podlewamy rośliny i sami pijemy wodę, aby żyć – przywołuje Krew Chrystusa, która oczyszcza z grzechów i przynosi zbawienie, czyli obdarza życiem Boga.

W tym właśnie wyraża się nasza najgłębsza troska o dziecko: aby przez sakrament chrztu przeprowadzić je od życia naturalnego do chrześcijańskiego, jak poprzez przejście Morza Czerwonego (starotestamentalny symbol wody) Żydzi z niewoli egipskiej (niewola grzechu) zostali przeprowadzeni do Ziemi Obiecanej, ziemi wolności, ziemi płynącej mlekiem i miodem.

Zapamiętajmy te piękne słowa z formuły chrztu dorosłych: „Sam Chrystus umacnia cię znakiem swojego zwycięstwa. Ucz się Go poznawać i naśladować”.  Poznajemy  Chrystusa, rozeznając znak krzyża. „Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie”, śpiewamy w pieśni. „Kto Ciebie, Boże, raz pojąć może, ten nic nie pragnie ni szuka”. Poznajemy, aby  naśladować  Chrystusa. To mało: czytać, mało: dyskutować – choć to jest punkt istotny, warunek: aby naśladować, trzeba poznać. Poznajemy, aby naśladować.

Lecz proszę zauważyć, że nie da się zrozumieć chrztu bez zrozumienia jego więzi z innymi sakramentami chrześcijańskiego wtajemniczenia. Kto się chrzci, ten chrzci się po to, aby przyjąć bierzmowanie i aby przystąpić do stołu Eucharystii. Rozdzielenie tych trzech sakramentów – chrzest przyjmujemy w niemowlęctwie, Pierwszą Komunię na początku szkoły podstawowej a bierzmowanie u progu dorosłości – jest niebezpieczne, bo utrudnia poznawanie sensu sakramentów, a zwłaszcza ich wzajemnej więzi. Kościół wschodni – i Bogu dzięki, że ekumenizm w tej chwili odkrywa nam jego praktyki – w momencie chrztu udziela naraz tych trzech sakramentów: nawet dziecko, niemowlę bierzmuje się i daje mu się kropelkę Krwi Eucharystii czy cząstkę Ciała Chrystusowego, żeby dokonał się w nim ten najważniejszy akt, jaki chcemy przez chrzest sakramentalny osiągnąć: aby człowiek dzięki uczestnictwu w sakramentach chrztu, bierzmowania i Eucharystii poznał  obecność  Chrystusa, Boga.

Poznać Go w Eucharystii, we Mszy świętej (dlatego udziela się chrztu w czasie Mszy świętej), poznać Go w nas mieszkającego – i poznać ten przedziwny sposób wiązania obecności Chrystusa w Eucharystii z obecnością Chrystusa w nas!

A więc możemy powiedzieć: przyjmujemy sakramenty chrztu, bierzmowania i Eucharystii po to, by zrozumieć (poznaj i naśladuj!), że Chrystus obecny na ołtarzu ma żyć w nas. Chrystus jest Głową a my jesteśmy Ciałem. Głowa i Ciało – jedna Osoba, jedna mistyczna Osoba, jak mówimy, bo sposób tej wspólnoty jest przedziwny. A jest to nie tylko taka wspólnota, że każdy pojedynczy człowiek jednoczy się z Nim na swoim własnym torze, na swojej własnej ścieżce, ale wszyscy stanowimy jedno z Nim i pomiędzy sobą. To Kościół stanowi Ciało mistyczne Chrystusa, fundament wzajemnej miłości, fundament przebaczenia, fundament rozumienia się wzajemnego. To jest istotne dla ujmowania życia chrześcijańskiego.

Nie sposób tu dziś mówić o wielu sprawach, ale proszę zauważyć, że ta bolesna rana na Ciele Kościoła, jaką są rozwody, niesnaski, nienawiść – między tymi ludźmi, którzy wczoraj jeszcze mówili: „ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci”, a po dwóch, trzech latach jest nienawiść i rozdarcie – to nie tylko rozdarcie Joanny od Marka. To rozdarcie Joanny i Marka od Chrystusa. Odcięcie się od Głowy. To niezrozumienie, że prawdziwa jedność z Bogiem i ludźmi jest możliwa tylko dzięki sakramentom chrztu, bierzmowania i Eucharystii, a też dzięki sakramentowi małżeństwa, który pogłębia więź miłości osób, miłości między mężczyzną i kobietą – natomiast odcięcie od Chrystusa powoduje rozpad.

Zanim więc człowiek podejmie decyzję o małżeństwie, musi, chcąc być dojrzałym chrześcijaninem, rozumieć, że nie ma życia chrześcijańskiego bez chrztu. Ale chrzest ma swoje dopełnienie w bierzmowaniu, kiedy przyjmujemy kondycję Apostołów z dnia zesłania Ducha Świętego, abyśmy potem mieli dostęp do Eucharystii i widzieli w Eucharystii obecność Boga, tak jak widział obecność Boga w Eucharystii każdy święty, a w Starym Testamencie symbolem tego jest Mojżesz przy krzaku gorejącym. Jest taki piękny wiersz, który tę teoretyczną nieco prawdę ujmuje w bardziej zrozumiały język poezji: „Niebiosa przepełniają ziemię. Każdy krzak zwykły płonie Bogiem. Lecz tylko ten, kto widzi, zdejmuje buty. Inni wokoło w kucki siedzą zajęci wciąż zrywaniem jagód”.

Ludzie ochrzczeni, którzy nie zrozumieli, że zostali doprowadzeni do obecności Boga! Nie klęczą przed tabernakulum, za nic mają (to prawda!) przyjście do Komunii świętej. Iluż to chodzi raz na rok. Mają za coś czy za nic? Co to znaczy, raz na rok? Zwykły chleb – codziennie. A na eucharystyczny „brak ci apetytu”, jak mówi poeta. „Siedzą w kucki i zbierają jagody”. Szukają słodyczy gdzie indziej. Nie rozumieją obecności Boga, która jedynie nasyca – „niespokojne jest ludzkie serce, dopóki nie spocznie w Bogu” – i ścigają się na torach stadionów: kto pierwszy, kto złoto chwyci. I wyjeżdżają w wysokie góry, i zdobywają Himalaje. I jeżdżą jeszcze wyżej, i przebijają się poza wszelkie możliwe tory ludzkiego dociekania – szukają, chcą pełni. A pełnia jest dana w śmierci i w zmartwychwstaniu Chrystusa, który nam udziela  swojego  daru.

Wracając do małżeństwa: kto nie rozumie sakramentalności małżeństwa – to znaczy tego, że w znaku obrzędu, kiedy się wiąże ręce mężczyzny i kobiety, również Chrystus i jego rękę, i jej rękę wziął w swoje i razem związuje – ten nie wie, o co chodzi. To nie jest sfera biologii, sfera seksu, erosu, sfera bliskości i przyjaźni. Miłość ludzka, nawet najbardziej uduchowiona, jest albo doczesnym dopełnieniem, albo przedwstępem do jedności w Chrystusie. „Mężowie – pisze Paweł do Efezjan – miłujcie żony wasze tak, jak Chrystus Kościół. A żony tak jak Kościół Chrystusa” (por. Ef 5, 2225).

A to się dzieje dzięki Eucharystii – do której wstępem są chrzest i bierzmowanie – kiedy Eucharystię się widzi nie jako kawałek Chleba, kawałek Opłatka, tylko jako obecność Boga żywego. To dzięki Duchowi, którego otrzymujemy w bierzmowaniu, w oczy przechodzi miłość (por. Ef 1, 18). I miłość, która z serca idzie do oczu, może nam pomóc w penetracji w głąb misterium (por. Syr 17, 8). Patrząc na znaki, widzimy obecnego Boga.

A więc to jest dopiero  poznanie,  dzięki któremu można  naśladować  Chrystusa! Naśladować Chrystusa to znaczy po prostu żyć tak jak Chrystus. Za wielkie słowa? Gałczyński mówił: „Za duży wiatr na moją wełnę... Pełna «problemów», niepokoju, z zegarkiem wielka kupa gnoju”.

Poznawać – aby naśladować. I tu, moi drodzy, jest więź wiary z codziennością. Religia nie jest tylko tym, co się dzieje i czyni w kościele. To nie jest tylko nabożeństwo, to nie jest tylko zakrystia, to nie jest parafiańszczyzna. Religia sięga najgłębszych warstw ludzkiej moralności, ludzkiej etyki – ale  od środka  nas dynamizuje. To nie moralność nakazów, zakazów li tylko. Nakazy i zakazy objaśniają ten żywy dynamizm Boga, który jest w nas: tak żyje Chrystus. „On chrzcić was będzie – słyszymy w dzisiejszej Ewangelii – Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3, 16). Cóż to jest przykazanie, jedno z dziesięciu, i jego zachowanie wobec Chrystusowego „posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. I dlatego wywyższył Go Bóg i dał Mu imię, które jest ponad wszelkie imię” (por. Flp 2, 89). To jest chrześcijaństwo! To jest naśladowanie Chrystusa! To jest poznanie Chrystusa!

To jest poznanie (wróćmy do początku) tego znaku, który nam ktoś drugi robi na czole, który nam ktoś drugi wyciska na naszym sumieniu, abyśmy się powoli nauczyli, sami robiąc ten znak, codziennie odkodowywać, odkrywać w sobie krzyż Chrystusa i Jego zmartwychwstanie z krzyża. I zdobywać tę wolność, o którą się wszyscy biją, często nie wiedząc, o jaką wolność.

O jaką wolność ja się biję? O wolność w Chrystusie i w Jego Duchu. O wolność wobec grzechu. O wolność wobec śmierci i lęku przed śmiercią. O pełną wolność dzieci Bożych.

Przypomnieliśmy sobie to i przypominamy często. W Wielką Sobotę podczas Wigilii Paschalnej solennie, uroczyście, przez odnowienie obietnic danych na chrzcie: wyrzekamy się, wierzymy. Raz w niedzielę, od czasu do czasu przez pokropienie wodą, aby przypomnieć chrzest. Wszystko po to, by zrozumieć sens krzyża Chrystusowego w Symbolu naszej wiary. Wyznajmy ją teraz z miłością.

(1989)

 

08 stycznia 2022
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

niedziela chrztu pańskiego

ROK C

      Pierwsze czytanie: Iz 42, 14.6-7
      Drugie czytanie: Dz 10, 34-48
      Ewangelia: Łk 3, 15-16.21-22