Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 

 

 

 

 

 

Katechumanat Krakó

OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

Od lat jest taki zwyczaj, że w święto Świętej Rodziny jest czytany List Episkopatu Polski dotyczący rodziny. W tym roku też jest taki List – będzie on dostępny dla szerszej publiczności, bo drukowany w prasie katolickiej, sprzedawany w katolickich księgarniach. Jest długi i nie będę go czytał całego, ale jest w nim wiele ważnych sformułowań, które tu zgromadzonym w kilku rzutach przedstawię.

Każdy List dotykający każdego roku zagadnień małżeństwa i rodziny zajmuje się siłą rzeczy jakimś jednym wycinkiem tej bogatej rzeczywistości. Są pewne dominanty, które Episkopat podejmuje i przedstawia wiernym. Na tym etapie świadomości uczniów Chrystusa, katolików na temat życia małżeńskiego i rodzinnego na pierwsze miejsce wysuwa się zagadnienie prawa wszystkich dzieci poczętych do życia. Oczywiście, powtarzam, to jest jedna warstwa wśród wielu zagadnień i nie sposób zrozumieć prawidłowo tego zagadnienia bez widzenia w prawdzie całego kontekstu, dotyczącego nie tylko rodziny, ale szkicującego szersze tło, by na nim osadzić kilka kluczowych problemów.

Najpierw we wstępie biskupi piszą: „Pragniemy przypomnieć, bracia i siostry, najbardziej podstawowe przesłanie wiary chrześcijańskiej na temat człowieka, małżeństwa i miłości. Jeśli uwierzymy Bogu, że z człowiekiem, małżeństwem i miłością jest rzeczywiście tak, jak tego uczy Kościół, zobaczymy zdumiewającą godność naszego człowieczeństwa. Staniemy się wtedy zdolni bronić tej godności w sobie i w drugich, jak też staniemy się bardziej odporni na fałszywe poglądy płynące z pogańskiej wizji człowieka”. A więc proszę zauważyć: kontekst się poszerza. Nie sposób zrozumieć godności małżeństwa sakramentalnego, chrześcijańskiego, czy też godności rodziny bez dania sobie odpowiedzi na pytanie, kto to jest człowiek. I właśnie tym zajmuje się List w pierwszym rozdziale.

„W kulturze współczesnej rzadko pojawia się pytanie, kim jest człowiek. Im bardziej rozwijają się szczegółowe nauki o człowieku – nauki biomedyczne, psychologia, socjologia, etnografia – tym bardziej ginie nam z horyzontu pytanie podstawowe, kim w ogóle jest człowiek, co jest sensem ludzkiego życia, po co żyjemy na tym świecie. Doprowadziło to wielu ludzi do sytuacji, że (jak zauważa ostatni Sobór) człowiek pozostaje sam dla siebie zagadnieniem nierozwiązanym, rozumianym gorzej niż niejasno. Wydaje się, że nieznajomość podstawowej prawdy o człowieku jest jedną z przyczyn dezorientacji naszych postaw życiowych.

Człowiek – przypomnijmy słynne sformułowanie ostatniego Soboru – jest «jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego» (KDK 24). Dopiero w tej tak zdumiewającej perspektywie godność człowieka nabiera pełnej wymowy, zarówno jak inne niepojęte dzieła miłości Bożej, jakie się stały w Jezusie Chrystusie, a przede wszystkim nasze powołanie do życia wiecznego. Człowiek nie może żyć bez miłości – napisał niedawno Jan Paweł II. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się miłość, jeśli nie spotka się z miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa”.

I po tym pytaniu i próbie odpowiedzi – drugie pytanie: czym jest małżeństwo? „Właśnie ta prawda o człowieku, którą poznajemy dzięki Chrystusowi, pomaga nam pełni zrozumieć, czym jest małżeństwo. Zanim jeszcze człowiek stanie się mężem lub żoną drugiego człowieka, a nawet niezależnie od tego, czy kiedykolwiek wejdzie w związek małżeński, jest powołany do życia w miłości. Miłość jest podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej ludzkiej istoty. Do tego stopnia, że nikt z nas nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”. Tę myśl w tym rozdziale biskupi rozwijają szeroko.

„W świetle wyłożonej tu prawdy o człowieku i o małżeństwie widać z całą oczywistością, dlaczego zjednoczenie mężczyzny i kobiety, z którego może począć się nowy człowiek, domaga się prawdziwej, całoosobowej i nieprzemijalnej miłości wzajemnej. Z jednej bowiem strony całkowity dar ciała byłby zakłamaniem, jeśli by nie był znakiem i owocem pełnego oddania osobowego, z drugiej zaś strony tylko właściwy małżeństwu, wzajemny dar z siebie samego, mężczyzny i kobiety, stwarza takie środowisko życia, w którym dziecko może się urodzić, rozwijać i nabywać dar samoświadomości, i przygotowywać się do podjęcia swego jedynego i niepowtarzalnego przeznaczenia”. I teraz w następnym rozdziale biskupi przypominają fundament, na którym buduje się chrześcijańską rodzinę. Jest nim sakrament małżeństwa.

Małżeństwo jest sakramentem. Co to znaczy? Kto tego nie rozumie, nie zbuduje chrześcijańskiej rodziny. „Poprzez chrzest mężczyzna i kobieta zostają włączeni w nowe i wieczne przymierze: przymierze oblubieńcze Chrystusa z Kościołem. Z tej racji głęboka wspólnota życia i miłości małżeńskiej, ustanowiona przez Stwórcę, doznaje wywyższenia i włączenia w oblubieńczą miłość Chrystusa. (Taki też jest pierwszy sens sakramentu małżeństwa i pierwszy z powodów, dla których przywiązujemy tyle wagi do ślubu kościelnego). Łaska tego sakramentu uzdalnia małżonków do miłości ofiarnej, wytrwałej i całoosobowej, wbrew wszelkim siłom bezwładu, jakie wynikają z ich grzeszności. Co prawda, otrzymaną łaskę Bożą możemy zmarnować i niekiedy małżonkowie chrześcijańscy żyją tak, jak gdyby w ogóle do ślubu kościelnego nie przystępowali.

Jest to zjawisko dla Kościoła bardzo bolesne, bo tacy katolicy wystawiają fałszywe świadectwo Bogu, jakoby łaska Jego sakramentu była czymś pustym i bezskutecznym. Jak dobrze wiecie, bracia i siostry, sakrament małżeństwa wtedy najbardziej otwiera swoje źródła mocy Bożej, kiedy małżonkowie starają się swoje wspólne życie skoncentrować wokół tajemnicy Eucharystii. Wszystkie bowiem sakramenty, nie tylko małżeństwo, w Eucharystii uzyskują całą swoją prawdę. Stąd jest rzeczą ogromnej wagi, aby wszyscy małżonkowie chrześcijańscy odnawiali swój stosunek do Eucharystii. Ci, którzy zaniedbali się w coniedzielnej Mszy świętej, niech zreformują swój zwyczajny program świętowania niedzieli tak, aby nie zabrakło w nim czasu na pójście do kościoła. Ci, którzy skrupulatnie przychodzą na niedzielną Mszę świętą, niech starają się uczestniczyć w niej z głębokim pragnieniem, aby ta niepojęta miłość Boża do ludzi, która uobecnia się na ołtarzu, ogarnęła ich wszystkie sprawy powszednie. Przy takim nastawieniu ducha częsta Komunia święta będzie stawała się dla małżonków coraz bardziej czymś oczywistym i wręcz koniecznym.

Zauważmy jeszcze, że sakrament małżeństwa ustawia nowe odniesienie w zakresie stosunku małżonków do Eucharystii. Są oni wezwani do Eucharystii już nie tylko jako on i ona, mąż i żona, ale jako wspólnota małżeńska. W ten sposób z największą dosłownością spełnia się w ich życiu obietnica Pana Jezusa: «Gdzie dwoje lub troje zbiorą się w Moje imię, tam Ja jestem pośród nich». Już nie tylko jest tak, że Jezus połączył ich w dniu ślubu, ale łączy ich każdego dnia, łączy co dzień. Łączy zaś w ten sposób, że oczyszcza, uświęca i pogłębia ich miłość, pobudza ich do powierzenia się Bożej Opatrzności, dodaje im sił w przeciwnościach oraz powiększa ich radość w dniach pomyślnych. Oto dlaczego Kościół przywiązuje tak wielką wagę do tego, aby życie małżeńskie każdego katolika opierało się na sakramencie oraz aby sakrament ten był żywy poprzez uczestnictwo w Eucharystii”.

Następny rozdział mówi o radości, że rodzą się nowi ludzie. Że dziecko jest darem Bożym. W świetle poprzednich sformułowań staje się to coraz bardziej oczywiste i jasne. List dotyka teraz tego, co w naszej Ojczyźnie jest w tej chwili poddawane dyskusjom, sporom, konfrontacjom. Zajmuje się szeroko zagadnieniem prawdziwej i fałszywej troski o kobietę; właśnie tak najczęściej tłumaczy się stanowiska proaborcyjne: ma prawo do tego. Odpowiedzią na to jest następny rozdział: prawda o człowieku ukryta za przykazaniem „Nie zabijaj”:

„Serdecznie prosimy tych wszystkich, którym zdarzyło się wypowiadać lekkomyślne słowa o dopuszczalności, choćby tylko w wyjątkowych wypadkach, zabijania poczętych dzieci, aby uznali swój błąd i skorygowali swe poglądy. Dopuszczenie wyjątków do przykazania «Nie zabijaj» niewinnej istoty ludzkiej niweczy sens tego przykazania. Jest odrzuceniem prawdy o godności osoby ludzkiej, której to przykazanie broni, i opowiedzeniem się za cywilizacją śmierci i egoizmu przeciwko cywilizacji życia i miłości.

Pragniemy jeszcze ustosunkować się do tak rozpowszechnionego przez środki masowego przekazu argumentu, jakoby środki antykoncepcyjne były jedynie skutecznym sposobem ograniczenia liczby sztucznych poronień. Otóż trudno mieć wątpliwości co do tego, że propagowanie środków antykoncepcyjnych utrwala fałszywy dogmat współczesnej mentalności, wedle którego potrzeba seksualna jest w człowieku czymś tak absolutnym, że nie sposób nad nią zapanować i musi się ją zaspokoić. W rezultacie rozpowszechnia się gruntownie wypaczone pojmowanie ludzkiej płodności. Płodność jest traktowana jako defekt, który można usunąć za pomocą środków technicznych lub chemicznych, a nie jako istotny wymiar ludzkiej osobowości, własnej oraz współmałżonka. Toteż logiczną konsekwencją zgody na antykoncepcję jest instrumentalny stosunek do ciała w wymiarze jego płciowości oraz degradowanie współmałżonka do poziomu przedmiotu użytkowego.

Niestety, właśnie mentalność dopuszczająca środki antykoncepcyjne rodzi postawy proaborcyjne. To nie przypadek, że właśnie to pokolenie, które w dużej swojej części uznało środki antykoncepcyjne za w pełni dopuszczalny sposób planowania rodziny, wprowadziło w wielu krajach zbrodnicze ustawy aborcyjne. Wystarczy sobie uświadomić, jak reaguje mentalność antykoncepcyjna na dziecko, które pojawiło się mimo zastosowania technik przeciwpoczęciowych. Mówi się wówczas, że środki zawiodły. A przecież, jak ktoś słusznie napisał, kiedy zawodzi środek antykoncepcyjny, w wyniku mamy nie niepowodzenie, lecz ludzką istotę. Zatem nie mają racji propagatorzy antykoncepcji, którzy widzą w niej alternatywę dla sztucznych poronień. Prawda jest taka, że postawa nonszalancji wobec naturalnych postaw rodzicielskich sprzyja wrogości wobec dziecka poczętego”.

I wynikiem tych refleksji jest następny rozdział: dlaczego domagamy się prawnej ochrony dziecka poczętego. „Domagamy się prawnej ochrony dziecka poczętego, bo prawo jest ważnym czynnikiem kształtowania społecznych postaw i obyczajów. Z pewnością nie jest to czynnik najważniejszy. Czymś ważniejszym wydaje się wielostronne oddziaływanie moralne w pożądanym kierunku. Ale jest to czynnik rzeczywisty. Otóż obowiązująca od ponad trzydziestu pięciu lat ustawa aborcyjna w naszej Ojczyźnie dokonała, i nadal dokonuje, dosłownie spustoszenia w naszych poglądach i postawach. Najwyższy czas, aby prawo mające tak straszliwy i negatywny wpływ na nasze społeczne postawy, zastąpić prawem dobrym, które będzie nam pomagało ukształtować postawy pozytywne wobec dziecka poczętego.

Toteż powtórzmy tu dramatyczne pytanie, które tak niedawno Jan Paweł II postawił w Radomiu: «Czy jest taka legalna instancja, taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej ludzkiej istoty? Który ma prawo powiedzieć: wolno zabijać, nawet trzeba zabijać – tam, gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?» Nie możemy powstrzymać wielkiego żalu, nie wyrazić najwyższego ubolewania i rozczarowania z tego powodu, że Sejm dwu poprzednich kadencji uchylił się od przyznania dziecku poczętemu prawa do życia. Zbrodnicza – nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu – ustawa z 1956 roku obowiązuje nadal. Ufamy, że parlament, który teraz wybraliśmy w sposób demokratyczny, cofnie wreszcie to niemoralne i zbrodnicze, a zarazem niszczące nas fizycznie i duchowo prawo do zabijania niewinnych i bezbronnych ludzi”.

I wezwanie końcowe (oczywiście, jest jeszcze w Liście wiele materiału, ale nie sposób tego w całości przedstawić): „Zatem odnówmy w sobie, bracia i siostry, postawę afirmacji dla swojego i cudzego istnienia. Otwierajmy się z radością na ten zachwycający cud, że coraz to nowi ludzie są powoływani do życia. Porzućmy wszelki strach z tego powodu, że rodzą się nowi ludzie. Młode pokolenie może zagrozić starszemu lub stać się nieznośnym ciężarem tylko w takim świecie, w którym zagubiono miłość. Ale nawet wówczas to pokolenie jedynaków nie stanowiłoby zagrożenia i obciążenia dla pokolenia poprzedniego. Tam, gdzie ludzie wiedzą, czym jest miłość, i szukają jej coraz więcej, każdy nowy człowiek jest witany z radością i z pewnością zostanie tak wychowany, aby mógł wzbogacać sobą społeczeństwo, które go przyjęło”.

To był List pasterski Episkopatu Polski o miłości małżeńskiej oraz o prawie wszystkich dzieci poczętych do życia, podpisany 21 listopada 1991 roku. Ponieważ robiłem szereg interwencji, wybierając niektóre tylko zdania z tego długiego Listu – naturalnie, nie chcąc czytać tych zdań w oderwaniu od innych, musiałem je wiązać słowami – na koniec jeszcze dopowiem, że na tym ważnym odcinku życia, jakim jest sprawa rodziny i małżeństwa, potrzebne jest przygotowanie, aby z pełną odpowiedzialnością zawierać małżeństwo. Przygotowanie dalsze.

Proszę popatrzeć, rodzice, na to, jak przekazywaliście od dziecka wiarę, nadzieję, zaufanie do słów Chrystusa i miłość do Chrystusa obecnego w Eucharystii swoim dzieciom, żeby w okresie narzeczeństwa, chodząc do Komunii świętej, uczestnicząc w Ciele Chrystusa, wasz syn czy córka przez czystość szanowali własne ciało i żeby całując ciało drugiego człowieka mieli świadomość, że w nim jest Ciało Chrystusa. I uczyli się tej miłości, która jest mocniejsza niż śmierć. I unikali tego, co pokazują ci potentaci, którzy mają w ręku środki masowego przekazu, ale również niechrześcijańskie, wręcz antychrześcijańskie pojęcie o małżeństwie. I jeśli było przygotowanie dalsze, to wtedy może być przygotowanie bliższe, tak rzetelne i pożyteczne, że ustawi człowieka właściwie wobec tego ważnego i trudnego zadania, jakim jest małżeństwo. Choć proszę zauważyć to zdanie o tym, że aby sakramentalne małżeństwo, będąc bazą, mogło dynamicznie wpływać na rozwój wzajemnych relacji i tworzyć rodzinę, wszystko zależy dalej od Eucharystii. Miłość potrzebuje ciągle dopełniania.

Tyle refleksji na dzisiaj, kiedy obchodzimy jeszcze uroczyście oktawę Narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Boga, który wziął ciało z Maryi Dziewicy, a nam daje udział w swoim Bóstwie. Nam, którzy żyjemy w ciele.

(1991)

 

26 grudnia 2021
homilia bpa Wacława Świerzawskiego

NIEDZIELA W OKTAWIE NARODZENIA PAŃSKIEGO
 ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY JEZUSA, MARYI I JÓZEFA

ROK C

Pierwsze czytanie: Syr 3, 26.12-14
      Drugie czytanie: Kol 3, 12-21
      Ewangelia: Łk 2, 41-52