Created OFL przy współpracy z  MAGNUM Sandomierz

 OŚRODEK FORMACJI LITURGICZNEJ

04 lutego 2021

Druga część Mszy świętej, którą zaczynamy teraz omawiać, nosi nazwę l i t u r g i i s ł o w a . Aby zrozumieć dobrze, jaki jest jej sens, i uczestniczyć w niej w sposób najpełniejszy, trzeba widzieć związek czytań, zwłaszcza słów Ewangelii, śpiewów responsoryjnych, aklamacji przed Ewangelią i homilii z tym wszystkim, co jest przedtem, i z tym, co następuje potem.

Omawialiśmy już to, co poprzedza liturgię słowa. W tym miejscu najlepiej będzie może przypomnieć sprawę dość delikatnej natury. Mianowicie zauważmy, jak kształtuje się dzisiaj obyczaj punktualności. Dla wielu wiernych punktualność nie przedstawia większego problemu. Jest jednak ogromna luka w wychowaniu tych chrześcijan, którzy mówią, że na Mszę świętą można się spóźnić. Niemałą winę ponoszą tu wychowawcy. Na pytanie, od którego momentu Msza święta jest "ważna", odpowiadano: wystarczy zdążyć na ofiarowanie. Są więc tacy, którzy przychodzą na ofiarowanie, sądząc, że "dopiero to jest ważne". A w s z y s t k o jest ważne! Ważne jest właśnie to, co poprzedza czytanie słowa - nie mówiąc o samym czytaniu. Wiemy już, dlaczego: zgromadzeni, którzy o określonej godzinie rozpoczynają liturgię, powinni być świadomi, że od samego początku poprzez sam fakt zgromadzenia jest wśród nich Jezus Chrystus. Pan powiedział: "Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18, 20). Co znaczy "można się spóźnić", kiedy Chrystus już jest? Choćby jakikolwiek savoir-vivre pozwalal mi na spóźnienie, moim przywilejem i obowiązkiem jest być na czas i czekać na Pana, "Który jest i Który przychodzi" (Ap 1, 8).

Ale nie o samą sprawę punktualności idzie, lecz właśnie o świadomość tego, że Chrystus jest wśród nas. Że się do nas, zgromadzonych, przyłączył, tak jak do pielgrzymów idących do Emaus doszedł Chrystus idący z Jerozolimy. Gdy o tym wiemy, z "pałającym sercem" (Łk 24, 32) słuchamy tego, co za chwilę powie

I to jest właśnie pointa liturgii słowa. Chrystus objawia się coraz pełniej. Jeszcze nie najpełniej, ale już więcej niż wtedy, gdy był ukryty wśród zgromadzonych. Poprzez czytania zaczyna do nas tutaj zebranych przemawiać. A raczej mówić - by rzec o wiele prościej a mocniej. On sam zaczyna mówić do nas! I znowu spłycamy tę rzeczywistość. Gdy się już zaczyna czytanie Biblii, która ze względu na obecnego Chrystusa staje się Jego słowem bezpośrednio do nas skierowanym, wielu nie nadstawia zbytnio ucha. Czasem może to i wina czytających. Czasem warunki nagłośnienia nie są wystarczająco dobre. Ale ile trzeba mieć wiary, pragnienia i tęsknoty, i jak słuch wytężyć, gdy Pan do mnie mówi! Dzisiaj! To nie pobrzmiewa nauka Chrystusa sprzed dwóch tysięcy lat, który coś gdzieś kiedyś komuś powiedział. To, co słyszymy w czytaniach, jest mową Chrystusa do mnie. Albo jeszcze mocniej: jest apelem Chrystusa skierowanym do mnie. I co za paradoks - można słuchać tych słów, ale ich nie słyszeć. A trzeba koniecznie słuchać, słyszeć i usłyszeć!

Powiedzieliśmy na wstępie, że to, co dokonuje się w liturgii słowa, jest dla nas jeszcze bardziej zrozumiałe, jeśli popatrzymy na to, co po niej następuje. Liturgia słowa - czyli mowa Chrystusa do mnie, apel Chrystusa skierowany do mnie - co zamierza? Co chce osiągnąć? Chrystus nas tu zgromadził, do nas mówi i czegoś od nas chce. Czego? Otóż zrozumienie mowy Chrystusa skierowanej do nas domaga się, abyśmy w następnym etapie Mszy świętej zajęli stanowisko już nie wobec słowa, ale wobec f a k t u , który dokonuje się na ołtarzu. A tym faktem jest obecne Ciało i Krew Pańska, czyli obecny dla nas Jezus Chrystus. Zająć stanowisko wobec Ciała i Krwi Pańskiej! Wobec Jego ukrzyżowanej dla nas - dla mnie - miłości. Zająć stanowisko wobec Obecnego, który jest już nie tylko w sposób tajemniczy pośród zgromadzonych, już nie tylko mówi, nie tylko apeluje - ale j e s t . Choć jest i wtedy, gdy jest w ukryciu i gdy mówi. Ale gdy jest w Ciele i Krwi, wiemy konkretnie, gdzie jest: nie w wizerunku krzyża, nie w zakrystii, nie w przedsionku, nie tylko na ambonie w słowie przemawiającego - ale tu, na ołtarzu, w Chlebie i w Winie! Wobec tego Chrystusa, tu obecnego, mamy zająć stanowisko!

Dopiero w tym kontekście widać, jak bardzo ta część liturgii słowa, którą nazywamy kazaniem czy homilią, czy komentarzem kapłana, musi być zorientowana ku temu najpełniejszemu, absolutnemu sposobowi obecności Chrystusa w Hostii. Kto słucha homilii niedzielnych, ten zauważył, że wielu księży kończy swoje refleksje właśnie w ten sposób: popatrzcie na ołtarz, tu jest Chrystus! Za chwilę w swoim zmartwychwstałym Ciele w pełni się objawi. Nie bądźcie obojętni wobec tej Obecności. Podejmijcie decyzję, by nie trwać w grzechach. Zdecydujcie, by się do Niego jeszcze bardziej zbliżyć. Pomyślcie, czego On od was chce poza kościołem - w waszym życiu zawodowym, w waszym życiu małżeńskim, w waszej odpowiedzialności narodowej, społecznej, ogólnoludzkiej...

Czego Chrystus chce od nas? I oto mamy szkic zagadnienia: na słowo Boże ma paść odpowiedź. Na słowo - odpowiedź słowem. Na fakt - odpowiedź faktem. Wyznanie wiary ("Wierzę w Boga Ojca...") jest przyświadczeniem wewnętrznym wyrażonym słowami, zobowiązującym nas do świadectwa przykładem życia. A odpowiedzią na Hostię, którą za chwilę ujrzymy przemienioną w Ciało Pańskie, jest fakt: przyjęcie tej Hostii. Nie wspólne recytowanie modlitw, klękanie na podniesienie - a potem wyjście z kościoła bez przyjęcia Hostii. Takie uczestniczenie we Mszy jest niepełne. To tylko dotykanie naskórka, to powierzchowne chrześcijaństwo! Kto rozumie słowo, kto został przez nie pouczony, kto przyjął słowo, dla tego Słowo ma stać się Ciałem w nim. Ile razy mówimy: "a Słowo Ciałem się stało..." Odnosi się to do Maryi, Matki Jezusowej, która słuchając słowa dała przyzwolenie wiary i poczęła z Ducha Świętego. Tu dokonuje się to samo w ludziach, którzy słuchają słowa a potem przyjmują Rzeczywistość - Boga - w siebie i Słowo staje się Ciałem w nich. I Bóg w nich mieszka.

To są perspektywy, które trzeba rozumieć, gdy słuchamy słowa. Wtedy słuchamy z czcią i uwagą. Z ludzką uwagą i z uwagą wiary żywej. I wtedy rozumiemy, jak bardzo słowo musi być wpierw chciane przez nas, jak bardzo musi być przygotowane przez modlitwę. I dopiero wtedy może paść na grunt dobry - znamy tę przypowieść o ziarnie, które pada w ziemię - i przynieść owoc stokrotny. "Rolą jest świat", powiedział Chrystus, "dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego" (Mt 13, 38) - a "ziarnem jest słowo Boże" (Łk 8, 11 ).

 

Fragment z książki bpa W. Świerzawskiego „Eucharystia Chrystusa i Kościoła” s. 30

SŁOWA OBECNEGO 
W ZGROMADZENIU CHRYSTUSA

Przejdź do strony tematycznej